< Harper >
Na ten znak tłum się rozstąpił, tworząc mi wolne przejście do Blondynki, pierwszej osoby, z którą chciałam porozmawiać. Czułam na plecach wzrok kobiet; czułam napięcie tych, które wciąż widziały we mnie rywalkę, i podziw tych, które dostrzegły we mnie wybawicielkę.
Ale szczerze mówiąc, nie miałam jeszcze żadnej strategii, która pozwoliłaby mi skutecznie wyrwać choćby ćwierć tych kobiet






