~Punkt widzenia Vandera~
Słowa Ronana uderzyły we mnie niczym cios w splot słoneczny, a ich ciężar osiadł głęboko w mojej piersi. Komnata wydała się teraz chłodniejsza, a blask rytów na ścianach przygasł, jakby samo pomieszczenie reagowało na napięcie wiszące w powietrzu.
— O czym ty mówisz? — Mój głos był teraz cichszy, choć nie mniej ostry. — Co Maeve ma z tym wspólnego?
Niezmienny uśmiech Ronan






