Budzik na stoliku nocnym nie przestawał dzwonić. Kaelie przewróciła się na bok, żeby go wyłączyć. 5:00 rano. Nieziemska pora, pomyślała, wygrzebując się z łóżka. To jej osiemnaste urodziny. Dzień, na który większość wilków czeka z utęsknieniem. Jednak w jej przypadku wywoływał on jedynie ściskanie w żołądku. Osiągnęła wiek parowania. Czy odnajdzie dziś swojego partnera? Czy będzie miły? Przystojny? Czy będzie wojownikiem? Niepewność napawała ją lękiem.
Ruszyła na pole treningowe, mając nadzieję, że wysiłek pomoże jej ukoić nerwy. Wszystkie wilki trenowały w Watasze Argentlune, ale bycie córką alfy oznaczało, że musi ćwiczyć dwa razy ciężej niż inni. Dlatego też każdego ranka wstawała wcześnie, by trenować z ojcem i bratem bliźniakiem. Kieran szedł w stronę pola treningowego z oczami wciąż ciężkimi od snu. Zdecydowanie nie przejmował się dzisiejszym dniem tak bardzo jak ona.
— Dzień dobry — powiedziała Kaelie do brata. W odpowiedzi mruknął tylko coś, co brzmiało jak „uh”. Jeszcze nie do końca się obudził. Zaczęli się rozciągać, by rozgrzać mięśnie, a po chwili wyszedł do nich ich ojciec, Alfa Vaughn Argent.
— Dzień dobry, moje dzieci — przywitał się. — Dzień dobry — odpowiedzieli chórem. — Wiem, że to dla was wielki dzień, ale wciąż wymagam, byście trenowali równie ciężko, co każdego innego dnia. — Przerwał na chwilę. — Zatem zacznijmy wasze urodziny od przyjemnego biegu na dziesięć mil. Bliźniaki jęknęły, ale ruszyły na szlak. Ojciec pchał ich do bycia silnymi zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Tyle samo czasu, ile poświęcali na trening walki, spędzali nad książkami. Chciał, aby wszystkie jego dzieci, synowie i córki, były twarde. Bliźnięta, jako najstarsze, miały najtrudniej. „Moje dzieci będą silne i inteligentne” — powtarzał im ojciec przez całe dzieciństwo.
Po wyczerpującym porannym treningu z ojcem i bratem, Kaelie pochłonęła śniadanie w kuchni głównego domu watahy. Właśnie wkładała do ust kolejny kęs jajecznicy, gdy do pomieszczenia niemal wpłynęła jej matka. — Dzień dobry! Dzień dobry! — zaśpiewała. — Dzień dobry — odpowiedziała Kaelie z pełnymi ustami.
— Och, moje dzieciaki są już dorosłe! — zaczęła Seline. — Dzisiejsze przyjęcie będzie imprezą roku, dla moich aniołków tylko to, co najlepsze. Osiemnaście lat? Kiedy ten czas zleciał? — Seline zaczęła rozwodzić się nad ich wiekiem, więc Kaelie przestała jej słuchać. Dopiero gdy matka wypowiedziała jej imię, ocknęła się z zamyślenia. — Co mówiłaś, mamo? Przepraszam — zapytała Kaelie.
— Zastanawiałam się, czy wiesz, gdzie jest twój brat? — odparła Seline. — Och! Myślę, że wrócił do łóżka — odpowiedziała. — No tak, całe on. Cóż, wychodzę załatwić parę spraw. Napisz do mnie, gdybyś czegoś potrzebowała. I oczywiście, wszystkiego najlepszego, kochanie! — Seline uścisnęła ją na pożegnanie i wyszła.
Kaelie zawsze uważała, że jej matka jest jak wróżka chrzestna, rozsiewająca radość wszędzie, gdzie się pojawi. Idealna Luna.
A co, jeśli jej partner okaże się alfą? Czy byłaby dobrą Luną? Dobrą partnerką? Nigdy wcześniej nie miała nawet chłopaka, a teraz w każdej chwili mogła zostać sparowana. Rozważała to, a niepokój, którego pozbyła się rano, powrócił ze zdwojoną siłą.
Do wieczornego przyjęcia miała jeszcze sporo czasu, więc postanowiła poczytać. Wytrzymała piętnaście minut, bo za nic nie mogła się skupić. Poszła więc na spacer, myśląc, że może przypadkiem poczuje zapach swojego partnera. Bez skutku.
Wataha tętniła życiem, przygotowując się do imprezy. Mieli zjawić się nie tylko wszyscy domownicy, ale także goście z innych watah. Utrzymywali wiele sojuszy, ale żaden nie był tak bliski jak ten z „Kręgiem Apex”. Krąg Apex składał się z dzieci różnych alf. Byli w podobnym wieku, a Kieran i Kaelie byli z nich najmłodsi. Wszystkich połączyło dorastanie jako dzieci przywódców. Zaczęli spędzać czas na spotkaniach watah, gdy byli mali, a kiedy zaczęli prowadzić samochody, stali się nierozłączni. Każdy w Suwerennym Dominium słyszał o Kręgu Apex, jako że wszyscy pochodzili z prominentnych rodów.
W skład Kręgu Apex wchodzili Kieran i Kaelie z Argentlune,
Tamsin z Lunette Rise,
Callum i Thatcher z Adamant Crest,
Hadley z klanu Umbra Moon.
Ostatnim członkiem Kręgu był książę Evander z rodziny królewskiej. Po śmierci ojca książę przejął więcej obowiązków, by pomagać swojemu starszemu bratu, królowi Cyrusowi, przez co rzadziej mógł się z nimi widywać, ale obiecał przyjechać dzisiejszego wieczoru. Ku wielkiej ekscytacji wielu wilczyc. Był drugim najbardziej pożądanym kawalerem, zaraz po swoim bracie.
Kaelie pomyślała o tym, że zobaczy wszystkich swoich przyjaciół i od razu poczuła radość. Poranny stres zniknął. Zawsze mogła na nich liczyć. Kiedy jako dwunastolatka postanowiła uciec z domu, Hadley chowała ją w swoim pokoju przez dwa dni. Co prawda ich ojcowie porozmawiali i przez cały ten czas wiedzieli, gdzie przebywa, ale liczył się sam gest.
Spędziła dzień na piciu kawy i pomaganiu w przygotowaniach, aż w końcu nadszedł czas, by zacząć się stroić. Prawie wbiegła po schodach do swojego pokoju.
Po prysznicu Kaelie czekała cierpliwie, aż fryzjer i wizażystka skończą swoją pracę. Lubiła się stroić, ale ze względu na treningi i nawał obowiązków zazwyczaj chodziła w stroju sportowym. W pewnym momencie do pokoju weszła jej młodsza siostra, Macy. — Wow! Nie mogę uwierzyć, że przyjdzie tyle osób! Tak strasznie się denerwuję, a to nawet nie moje urodziny! Ciekawe, czy moje też będą tak wyglądać! — wykrzyknęła Macy.
Kaelie spojrzała z miłością na młodszą siostrę i powiedziała: — Znając mamę, na pewno tak, a poza tym jesteś najmłodsza, więc będzie chciała zakończyć to z przytupem. — Seline zdecydowanie przesadziłaby z przygotowaniami dla swojej „małej córeczki”. Macy zaśmiała się. — I jak, jakieś sukcesy na froncie poszukiwania partnera?
Kaelie pokręciła głową. — Nie, ani śladu żadnego miłego zapachu. Przeszłam dziś całą watahę przy okazji przygotowań i nic nie poczułam.
— Założę się, że twoim partnerem jest książę Evander, bo przecież wszyscy w waszej grupie są ze sobą sparowani. Hadley jest z Callumem, a Tamsin z Thatcherem. Zostałaś tylko ty i Evander jako jedyny wolny samiec.
— Macy, Evander to mój najlepszy przyjaciel, nie sądzę, żeby był moim partnerem — ucięła Kaelie.
— To znaczy, że na pewno nim jest, zobaczysz — oświadczyła Macy z miną pełną determinacji.
Właśnie wtedy fryzjer i wizażystka skończyli pracę. Kaelie odwróciła się, by spojrzeć w lustro i uśmiechnęła się. Jej długie blond włosy były idealnie podkręcone, a błękitne oczy lśniły hipnotyzująco. Macy była wniebowzięta. — Och, Kae! Wyglądasz przepięknie!
Kaelie uśmiechnęła się, bo naprawdę czuła się piękna.
Patrzyła na swoje odbicie i nie mogła przestać myśleć o partnerze.
Słowa Macy powróciły do niej niczym echo.
A co, jeśli książę Evander naprawdę jest jej przeznaczony?
Czy będzie szczęśliwa, żyjąc z partnerem, którego nie kocha w ten sposób?
Z lekkim niepokojem, ale i z nadzieją, Kaelie posłała lustru promienny uśmiech.






