Nie wiedziała, jak długo leżała tak na ziemi, gdy nagle usłyszała głos wołający jej imię. „Kaelie! Kaelie! Kaelie!”
Nie potrafiła określić, skąd dochodzi ani do kogo należy, i było jej to obojętne. Pragnęła jedynie zapaść się w niebyt.
— Kaelie! — zawołał Evander, chwytając ją za ramiona i przyciągając do siebie. — Kae, co się dzieje? Co się stało? — Zaszlochała jeszcze głośniej. — Kae, powiedz mi, co się stało. — Łzy płynęły niepowstrzymanie. — Wszystko będzie dobrze — mówił, próbując skłonić ją do jakiejkolwiek reakcji.
— Kae, nie pomogę ci, dopóki nie powiesz mi, co się wydarzyło. — Zdesperowany zaczął ją błagać. — Proszę, Kae, po prostu powiedz mi, co się stało.
Piorun uderzył w pobliskie drzewo. Evander zaklął. Musiał zabrać ją stąd jak najszybciej, ale nie mógł zmusić jej do ruchu.
Zobaczył ją ze swojego okna, obserwując burzę, a potem pobiegł jej na ratunek, gdy zauważył, że leży na ziemi. Bał się, że coś mogło jej się stać.
Wychlipała nieskładnie kilka słów.
— Kae, wiem, że się starasz, ale nic nie rozumiem, kiedy tak płaczesz — powiedział, starając się być tak delikatnym, jak to tylko możliwe.
Wyprostowała się, a łzy wciąż spływały jej po policzkach.
— On jest moim mate — wyszeptała ledwo słyszalnie, co wywołało kolejny napad płaczu. Ukryła twarz w dłoniach.
— Co? Kto? — zapytał zdezorientowany Evander. Widział się z nią całkiem niedawno.
Pokręciła głową, nie przestając płakać.
— Kae... powiedz mi — naciskał, próbując ją wybadać.
— Cyrus — powiedziała głosem cichym jak szept. — Cyrus — powtórzyła. Evander zamarł. Poczuł, jakby całe powietrze uszło z jego płuc. Wpatrywał się w Kaelie, jakby wyrosły jej trzy głowy. W końcu wyrwał się z transu i przeszedł do działania.
— Chodźmy do środka i porozmawiajmy — powiedział Evander, podnosząc ją i prowadząc do tylnych drzwi, a potem do kuchni.
Posadził ją na krześle. Znalazł ręczniki i zaczął ją nimi owijać, podczas gdy woda skapywała z niej na kuchenną podłogę. Potem zabrał się za parzenie herbaty i przygotowanie różnych ciastek, dając jej szansę na odrobinę spokoju.
Postawił przed nią herbatę i jedzenie, czekając, aż jej oddech się wyrówna, a łzy przestaną płynąć.
Gdy uznał, że jest już stabilna, przyniósł czyste ubrania z jej pokoju. Przyjęła je, wdzięczna za jego troskliwość, i poszła do pobliskiej łazienki, by się przebrać. Mokre rzeczy włożyła do torby i wróciła na miejsce, biorąc głęboki oddech, by się opanować.
Wtedy Evander ostrożnie usiadł na krześle obok niej. Z wyrazem troski na twarzy ujął jej dłoń, próbując dodać jej otuchy.
— Co się stało? Zacznij od początku i powiedz mi wszystko. Nie spiesz się, nigdzie nas nie goni — powiedział miękkim, kojącym głosem. Upijając łyk herbaty, wyprostowała się i zaczęła opowieść.
— Pocz-poczułam zapach. Był tak idealny, że to musiał być mój mate, więc poszłam za nim. Był słaby — mówiła, z trudem wyduszając z siebie słowa.
— Miał co najmniej kilka godzin — jej głos drżał, gdy mówiła. — Więc się pośpieszyłam. Nie chciałam go zgubić.
— Podążyłam za nim aż pod drzwi jego sypialni i ki-kiedy tam dotarłam... — Głos jej zamarł. — O-on był z kobietą. Słyszałam ich — powiedziała, a łzy znów zaczęły napływać jej do oczu. Pozwolił jej płakać. Nie naciskał już, pozwalając, by wypłakała tyle, ile potrzebowała.
Kiedy w końcu przestała, głównie dlatego, że wypłakała już wszystkie łzy, zjadła kilka kęsów jedzenia, które znalazł dla niej Evander. Przesiedzieli tam w ciszy całą noc. Jej wzrok utknął w jednym punkcie na podłodze; czuła się odrętwiała z bólu.
Gdy noc zaczęła ustępować, a na horyzoncie pojawił się świt, Kieran wszedł chwiejnym krokiem do kuchni.
— Kawy — powiedział, wyglądając na półżywego. — Nie mogłem spać tej nocy. Ciągle czułem, że coś jest nie tak. — Odwrócił się i zobaczył Evandera oraz Kaelie; jego oczy rozszerzyły się na widok mizernego stanu siostry. Wyglądała, jakby przeszła przez piekło.
— Kae, co się stało? — zapytał, nagle całkowicie rozbudzony.
Kaelie przytoczyła wydarzenia nocy, nie spiesząc się i popijając herbatę. Trochę płakała, ale Kieran cierpliwie czekał, aż będzie kontynuować. Z każdym jej słowem Kieran stawał się coraz bardziej wściekły.
— Skurwysyn — syknął. — Przepraszam — dodał, patrząc na Evandera.
— Nie trzeba, jestem tak samo wściekły jak ty. — Mężczyźni wstali i przeszli się po kuchni, by nalać sobie więcej kawy.
— Czy wiemy, kto mógł tam z nim być? — zapytał Kieran szeptem Evandera, podczas gdy Kaelie piła herbatę.
— Nie, on nie ma dziewczyny i z nikim go nie widziałem — odpowiedział młody książę, wyglądając na głęboko zamyślonego.
Po wypiciu kolejnej szklanki kawy, Kieran poszedł na górę, spakował ich rzeczy i załadował je do ciężarówki.
— Pewnie poczuje twój zapach, kiedy się obudzi, więc jeśli nie chcesz teraz odbywać tej rozmowy, musimy się zbierać — powiedział Kieran do siostry.
— Ja... chyba nie dam rady jeszcze spojrzeć mu w oczy. Ciągle słyszę ich w mojej głowie... — Głos Kaelie ucichł.
— W takim razie ruszajmy — odpowiedział jej brat.
Cała trójka wyszła razem do ciężarówki.
— Dziękuję, Evanderze — powiedziała Kaelie, jednocześnie go przytulając, po czym odwróciła się i wsiadła na przednie siedzenie. Podciągnęła nogi do klatki piersiowej, zwijając się w kłębek. Próbowała utrzymać się w garści.
— Nie ma za co, Kae — odparł.
Kieran wrzucił ostatnią torbę na pakę i powiedział do Evandera, podając mu rękę: — Ev, dziękuję, że zaopiekowałeś się Kae. Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili. — Skinąwszy głową, Evander cofnął się, a Kieran wsiadł za kierownicę i odjechał spod pałacu.






