languageJęzyk

Rozdział 6 Złamane serce

Autor: Rosalind Cavendish5 cze 2026

Nie wiedziała, jak długo leżała tak na ziemi, gdy nagle usłyszała głos wołający jej imię. „Kaelie! Kaelie! Kaelie!”

Nie potrafiła określić, skąd dochodzi ani do kogo należy, i było jej to obojętne. Pragnęła jedynie zapaść się w niebyt.

— Kaelie! — zawołał Evander, chwytając ją za ramiona i przyciągając do siebie. — Kae, co się dzieje? Co się stało? — Zaszlochała jeszcze głośniej. — Kae, powiedz mi, co się stało. — Łzy płynęły niepowstrzymanie. — Wszystko będzie dobrze — mówił, próbując skłonić ją do jakiejkolwiek reakcji.

— Kae, nie pomogę ci, dopóki nie powiesz mi, co się wydarzyło. — Zdesperowany zaczął ją błagać. — Proszę, Kae, po prostu powiedz mi, co się stało.

Piorun uderzył w pobliskie drzewo. Evander zaklął. Musiał zabrać ją stąd jak najszybciej, ale nie mógł zmusić jej do ruchu.

Zobaczył ją ze swojego okna, obserwując burzę, a potem pobiegł jej na ratunek, gdy zauważył, że leży na ziemi. Bał się, że coś mogło jej się stać.

Wychlipała nieskładnie kilka słów.

— Kae, wiem, że się starasz, ale nic nie rozumiem, kiedy tak płaczesz — powiedział, starając się być tak delikatnym, jak to tylko możliwe.

Wyprostowała się, a łzy wciąż spływały jej po policzkach.

— On jest moim mate — wyszeptała ledwo słyszalnie, co wywołało kolejny napad płaczu. Ukryła twarz w dłoniach.

— Co? Kto? — zapytał zdezorientowany Evander. Widział się z nią całkiem niedawno.

Pokręciła głową, nie przestając płakać.

— Kae... powiedz mi — naciskał, próbując ją wybadać.

— Cyrus — powiedziała głosem cichym jak szept. — Cyrus — powtórzyła. Evander zamarł. Poczuł, jakby całe powietrze uszło z jego płuc. Wpatrywał się w Kaelie, jakby wyrosły jej trzy głowy. W końcu wyrwał się z transu i przeszedł do działania.

— Chodźmy do środka i porozmawiajmy — powiedział Evander, podnosząc ją i prowadząc do tylnych drzwi, a potem do kuchni.

Posadził ją na krześle. Znalazł ręczniki i zaczął ją nimi owijać, podczas gdy woda skapywała z niej na kuchenną podłogę. Potem zabrał się za parzenie herbaty i przygotowanie różnych ciastek, dając jej szansę na odrobinę spokoju.

Postawił przed nią herbatę i jedzenie, czekając, aż jej oddech się wyrówna, a łzy przestaną płynąć.

Gdy uznał, że jest już stabilna, przyniósł czyste ubrania z jej pokoju. Przyjęła je, wdzięczna za jego troskliwość, i poszła do pobliskiej łazienki, by się przebrać. Mokre rzeczy włożyła do torby i wróciła na miejsce, biorąc głęboki oddech, by się opanować.

Wtedy Evander ostrożnie usiadł na krześle obok niej. Z wyrazem troski na twarzy ujął jej dłoń, próbując dodać jej otuchy.

— Co się stało? Zacznij od początku i powiedz mi wszystko. Nie spiesz się, nigdzie nas nie goni — powiedział miękkim, kojącym głosem. Upijając łyk herbaty, wyprostowała się i zaczęła opowieść.

— Pocz-poczułam zapach. Był tak idealny, że to musiał być mój mate, więc poszłam za nim. Był słaby — mówiła, z trudem wyduszając z siebie słowa.

— Miał co najmniej kilka godzin — jej głos drżał, gdy mówiła. — Więc się pośpieszyłam. Nie chciałam go zgubić.

— Podążyłam za nim aż pod drzwi jego sypialni i ki-kiedy tam dotarłam... — Głos jej zamarł. — O-on był z kobietą. Słyszałam ich — powiedziała, a łzy znów zaczęły napływać jej do oczu. Pozwolił jej płakać. Nie naciskał już, pozwalając, by wypłakała tyle, ile potrzebowała.

Kiedy w końcu przestała, głównie dlatego, że wypłakała już wszystkie łzy, zjadła kilka kęsów jedzenia, które znalazł dla niej Evander. Przesiedzieli tam w ciszy całą noc. Jej wzrok utknął w jednym punkcie na podłodze; czuła się odrętwiała z bólu.

Gdy noc zaczęła ustępować, a na horyzoncie pojawił się świt, Kieran wszedł chwiejnym krokiem do kuchni.

— Kawy — powiedział, wyglądając na półżywego. — Nie mogłem spać tej nocy. Ciągle czułem, że coś jest nie tak. — Odwrócił się i zobaczył Evandera oraz Kaelie; jego oczy rozszerzyły się na widok mizernego stanu siostry. Wyglądała, jakby przeszła przez piekło.

— Kae, co się stało? — zapytał, nagle całkowicie rozbudzony.

Kaelie przytoczyła wydarzenia nocy, nie spiesząc się i popijając herbatę. Trochę płakała, ale Kieran cierpliwie czekał, aż będzie kontynuować. Z każdym jej słowem Kieran stawał się coraz bardziej wściekły.

— Skurwysyn — syknął. — Przepraszam — dodał, patrząc na Evandera.

— Nie trzeba, jestem tak samo wściekły jak ty. — Mężczyźni wstali i przeszli się po kuchni, by nalać sobie więcej kawy.

— Czy wiemy, kto mógł tam z nim być? — zapytał Kieran szeptem Evandera, podczas gdy Kaelie piła herbatę.

— Nie, on nie ma dziewczyny i z nikim go nie widziałem — odpowiedział młody książę, wyglądając na głęboko zamyślonego.

Po wypiciu kolejnej szklanki kawy, Kieran poszedł na górę, spakował ich rzeczy i załadował je do ciężarówki.

— Pewnie poczuje twój zapach, kiedy się obudzi, więc jeśli nie chcesz teraz odbywać tej rozmowy, musimy się zbierać — powiedział Kieran do siostry.

— Ja... chyba nie dam rady jeszcze spojrzeć mu w oczy. Ciągle słyszę ich w mojej głowie... — Głos Kaelie ucichł.

— W takim razie ruszajmy — odpowiedział jej brat.

Cała trójka wyszła razem do ciężarówki.

— Dziękuję, Evanderze — powiedziała Kaelie, jednocześnie go przytulając, po czym odwróciła się i wsiadła na przednie siedzenie. Podciągnęła nogi do klatki piersiowej, zwijając się w kłębek. Próbowała utrzymać się w garści.

— Nie ma za co, Kae — odparł.

Kieran wrzucił ostatnią torbę na pakę i powiedział do Evandera, podając mu rękę: — Ev, dziękuję, że zaopiekowałeś się Kae. Nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili. — Skinąwszy głową, Evander cofnął się, a Kieran wsiadł za kierownicę i odjechał spod pałacu.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki