languageJęzyk

Rozdział 4 Koło Apex w mieście

Autor: Rosalind Cavendish5 cze 2026

W końcu nadszedł weekend Kręgu Apex i czas, by Kaelie i Kieran spotkali się z przyjaciółmi. Zapakowali swoje rzeczy na tylne siedzenie pickupa Kierana i ruszyli w drogę do pałacu. To był piękny dzień z bezchmurnym niebem. Kaelie włączyła radio i uchyliła okno, pozwalając, by pęd powietrza uderzał ją w twarz; w skrytości ducha miała nadzieję, że poczuje zapach swojego partnera. Dotarli do pałacu jako pierwsi i po zostawieniu toreb w swoich pokojach, poszli przywitać się z Evanderem.

Evander podniósł wzrok znad biurka, widząc, że nadchodzą. — To już ten czas? — zapytał.

— Spokojnie, reszty jeszcze nie ma — odparł Kieran.

*Ding!* Ich telefony wydały krótki dźwięk.

— Czat grupowy — powiedziała Kaelie, zerkając na ekran. — Właśnie wjeżdżają przez bramę — dodała.

— Cóż, to równie dobry moment na przerwę jak każdy inny. Chodźmy się z nimi przywitać przed pałacem — zaproponował Evander, wstając od biurka i odkładając papiery, nad którymi pracował.

Cała trójka wyszła przed drzwi pałacu w momencie, gdy podjechały pozostałe cztery osoby.

— Co tam, Kręgu Apex? — rzucił do nich Cal z szerokim uśmiechem, wyciągając z Jeepa bagaże swoje i swojej partnerki, przy czym Thatcher mu pomagał.

— To tylko jeden weekend, dlaczego macie tyle tobołów? — zapytał Evander, patrząc sceptycznie na wypchanego Jeepa.

— Hej, Cal i ja mamy po plecaku. Za to Hadley i Tam spakowały się, jakby szła apokalipsa — odgryzł się Thatcher, posyłając im pełne rezygnacji spojrzenie i rozkładając ręce.

— A ty zawsze czegoś zapominasz! — broniła się Tamsin.

— Zakwaterujmy te gołąbki, zanim ten weekend zamieni się w terapię dla par, a tego chyba nikt z nas nie chce — przerwała im Kaelie z lekkim rozbawieniem, ruszając w stronę pałacu.

Ponieważ Kaelie i Kieran przyjechali wcześniej, udali się do salonu, by poczekać wraz z Evanderem.

— Jak się czujesz? — zapytała Kaelie, patrząc na przyjaciela.

Wzdychając, Evander przeszedł przez pokój, by nalać sobie drinka, zanim przemówił: — Bywało lepiej. Mama pojechała odwiedzić siostrę, a Cyrus bawi się w króla, więc zostałem sam z opieką nad zamkiem. — Bliźniaki posłały mu współczujące spojrzenia. — Cóż, jesteśmy tu, żeby pomóc ci trochę wyluzować — powiedział Kieran. — Doceniam to — odparł Evander. — Bardzo mi się to przyda.

Po rozpakowaniu się, pary weszły do pokoju. — Czy tylko mi się wydaje, że jest tu ciszej niż zwykle? — zapytał Thatcher, wchodząc do salonu ze swoją partnerką i resztą grupy. — To dlatego, że nie ma mojego brata. Liczba wyrzutków na granicy wzrosła, więc większość gwardii królewskiej udała się z nim na patrol, by ocenić sytuację — wyjaśnił Evander.

— Aha — mruknął Thatcher, łącząc fakty, po czym podszedł do barku, by nalać sobie drinka.

— Nas też zaatakowali wyrzutkowie w zeszłym tygodniu. Tata nie jest przesadnie zmartwiony, ale zachowujemy ostrożność — dodał Kieran.

— Słusznie — odparł Evander. — Monitorujemy ich aktywność. Nie zrobili jeszcze nic alarmującego, ale chcemy być gotowi. — Mężczyźni pokiwali głowami z aprobatą.

— Zróbmy coś! — wykrzyknęła Hadley. — Siedziałam zamknięta w samochodzie i muszę spalić trochę energii!

— Czy to nie robota dla Cala? — zażartował Kieran, posyłając jej wymowne spojrzenie, co rozśmieszyło całą grupę. — Wyjdź z tego rynsztoka! — odparowała Hadley, czerwieniąc się na twarzy. — Cóż, w sumie nie mija się z prawdą — dodał jej partner, za co oberwał w ramię.

— Dobra! Oto plan — ogłosił Kieran, przejmując dowodzenie. — Wszyscy idą się przebrać i wyszykować, dzisiejszą noc spędzamy na mieście!

— Na mieście? — dopytała Kaelie, patrząc na brata.

— Jesteśmy dziećmi alf, czy to znaczy, że nie wolno nam wychodzić? — rzuciła Tamsin z kanapy.

— Cóż, dziś wieczorem będziemy lekkomyślnymi nastolatkami: będziemy jeść, pić i tańczyć. Jakieś sprzeciwy? — zapytał Kieran, omiatając wzrokiem ich twarze.

— Brak — odpowiedzieli chórem, a na ich twarzach zagościły uśmiechy.

— W porządku, Krąg Apex wyrusza za dwadzieścia minut — zarządził Kieran, klaszcząc w dłonie.

Dwadzieścia minut później byli już przebrani i wyjeżdżali z pałacowego podjazdu Escalade'em Evandera. Dziewczyny założyły obcisłe sukienki mini, a mężczyźni koszule i eleganckie spodnie. Zaczęli od kolacji w restauracji, gdzie każdy opowiadał, co u niego słychać od czasu ostatniego spotkania.

Po jedzeniu zapakowali się z powrotem do ciasnego Escalade'a i znaleźli popularny klub. Gdy podeszli do drzwi, bramkarz ledwie na nich zerknął, po czym natychmiast wprowadził ich do sekcji VIP. Jeden potomek alfy był dobry dla PR-u lokalu, ale cała grupa i do tego książę? Właściciele oszaleliby z radości.

Muzyka była hipnotyzująca, wciągając grupę na parkiet. Kaelie tańczyła na zmianę z Evanderem i Kieranem. W końcu zrobiła sobie przerwę, by wziąć coś do picia przy barze.

— Poproszę to, co mi pan poleci — powiedziała Kaelie do barmana, który skinął głową i zaczął przygotowywać drinka.

— Wow — odezwał się głos za jej plecami. Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę, który mierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Był przystojny, ale biła od niego arogancja, która podpowiadała jej, że to prawdopodobnie jakiś wojownik. — Wyglądasz jak anioł, który spadł z nieba — powiedział z uśmiechem, który pewnie miał sprawić, że zemdleje z zachwytu, a zamiast tego wywołał w niej odrazę. — Lucyfer też nim był — odparła z drapieżnym uśmiechem, chwyciła drinka i wróciła do przyjaciół, zostawiając faceta w osłupieniu.

— Co powiedziałaś temu gościowi? Wygląda na przerażonego — zapytał Evander, gdy wróciła do grupy. Kaelie uśmiechnęła się i odpowiedziała: — Och, nic takiego. Mam nadzieję, że przemyśli swoje życie, a przynajmniej swój tekst na podryw.

— Przebiegła kobieta — mruknął, kręcąc głową.

Zaczęła znowu tańczyć, ale bycie nieoznaczoną samicą działało na palantów jak zaproszenie. Na parkiecie podszedł do niej jakiś gość od tyłu i położył dłoń na jej talii. — Zabierz rękę, zanim ja ci ją zabiorę — warknęła. Zaśmiał się, ale zanim skończył, ona złapała go za ramię i wykręciła mu nadgarstek. Natychmiast odskoczył, łapiąc się za rękę. — Ty suko! — wrzasnął z gniewem w oczach, który szybko zamienił się w czysty strach, gdy za plecami dziewczyny stanęli Kieran, Evander, Cal i Thatcher.

— Coś mówiłeś? — zapytał drwiąco Kieran, świdrując go wzrokiem.

— Czy mama nie nauczyła cię, żeby nie dotykać damy bez jej pozwolenia? — zapytał Evander, bawiąc się sytuacją.

— J-ja p-przepraszam — wydukał. — P-proszę, wybacz mi? — zwrócił się do Kaelie z oczami wielkimi jak spodki.

Czekała. Patrzyła na niego w sposób, który sprawiał, że cały drżał. Po minucie powiedziała: — Idź i niech cię więcej nie widzę. — Gdy tylko wypowiedziała te słowa, rzucił się pędem do wyjścia.

— No, teraz to jest impreza — zaśmiał się Cal.

Szybko wrócili do tańca, całkowicie zapominając o incydencie. Evander ujął dłoń Kaelie, gdy DJ zmienił rytm na salsę. Kołysała biodrami, a on dotrzymywał jej kroku, oboje zatracili się w muzyce.

Po kilku tańcach zrobiła przerwę na kolejnego drinka. Tym razem towarzyszyły jej Tamsin i Hadley.

— Więc powiedz nam — zaczęła Tam szeptem, by chłopcy ich nie usłyszeli. — Czy byłaś rozczarowana, że Evander nie okazał się twoim partnerem?

— I tak, i nie — odpowiedziała z wahaniem. — To znaczy... chciałabym znać mojego partnera i się z nim przyjaźnić, ale nasza relacja zawsze była koleżeńska, a nie romantyczna — przyznała, obserwując Evandera na parkiecie z inną dziewczyną.

— To ma sens — zgodziła się Hadley. — Zastanawiam się jednak, kim są wasi partnerzy... Wyobrażam sobie, że biorąc pod uwagę to, kim jesteście, na pewno będą silni. Założę się, że dowiemy się tego na szkoleniu dla przywódców — stwierdziła pewnie.

— Zgadzam się i myślę, że twój partner będzie silny i przystojny — dodała Tamsin, uśmiechając się do Kaelie.

— Piję za to! — zawołała wesoło Kaelie, a trzy dziewczyny stuknęły się kieliszkami.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 Koło Apex w mieście - Uciekająca towarzyszka Króla Alfy: Biała Wilczyca z Argentlune | StoriesNook