— Stary, budź się! — Ezra walił w drzwi Cyrusa. Było prawie południe, a zupełnie nie pasowało do Cyrusa przesypianie całego dnia. W końcu Ezra otworzył drzwi. Gdy wszedł do środka, zastał króla nieprzytomnego w łóżku. W pokoju cuchnęło alkoholem i seksem.
Obok Cyrusa leżała czarnowłosa kobieta. Daphne.
— Ezro, nie powinieneś nam przeszkadzać — powiedziała, przeciągając się.
On tylko parsknął.
— Nie powinno cię tu być. Sugeruję, żebyś wyszła, zanim on się obudzi.
Stoczyła się z łóżka, zbierając ubrania przed wyjściem.
— Drań — syknęła, przechodząc obok niego.
— Szatan — odparował, co sprawiło, że zatrzymała się z otwartymi ze zdziwienia ustami i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
— Jak śmiesz mnie tak nazywać! Jestem córką alfy! — wykrzyknęła.
— Masz rację. To obraźliwe dla szatana — odrzekł. Daphne sapnęła z oburzenia i wypadła za drzwi.
Ezra wpatrywał się w króla, niepewny od czego zacząć, aż w końcu wszedł Gideon.
— O rany, co ten kot przwlókł — powiedział Gideon, wchodząc do królewskiej komnaty z kawą w ręku.
— Nie tylko przwlókł; zjadł to, wydalił i przysypał piaskiem — stwierdził Ezra, patrząc z znużeniem na leżącego na łóżku króla.
— No, pobudka, słoneczko! — zawołał Gideon, zrywając kołdrę.
Cyrus w odpowiedzi warknął na swojego betę, ale nie ruszył się z miejsca.
Gideon zniknął w łazience, wyłaniając się po minucie ze szklanką wody. Podszedł do łóżka i wylał ją na Cyrusa.
Cyrus zerwał się na równe nogi z zaciśniętymi pięściami i gniewem w oczach.
— O, dobrze, że już wstałeś — powiedział Gideon, niewzruszony agresywnym zachowaniem króla. — Potraktujmy to jako wczesny początek BARDZO potrzebnego prysznica. — Król usiadł na krawędzi łóżka.
— Śmierdzisz tak, jakbyś postanowił wykąpać się w pryzmie gnoju, a skoro czuję tu ślady Daphne... to właściwie na jedno wychodzi — stwierdził Gideon.
— Miałem przyjemność rozmawiać z tą diablicą, kiedy wchodziłem — wymamrotał Ezra.
Cyrus westchnął, patrząc na swojego betę i gammę. Z wdzięcznością przyjął kawę z rąk Gideona i upił łyk.
— Więc zamierzasz nam powiedzieć, co się stało zeszłej nocy, czy mamy sami poskładać te kawałki? — zapytał Gideon z uniesioną brwią.
— Krótko mówiąc: whisky. Dużo whisky. Najwyraźniej wystarczająco dużo, bym zapomniał, że Daphne to Daphne — odparł Cyrus, gdy pulsowanie w jego głowie w końcu zaczęło słabnąć.
— Wiesz, że teraz będzie paradować po pałacu, jakby była królową, prawda? — zauważył Ezra.
— Ugh — jęknął Cyrus. Odkąd byli dziećmi, Daphne uczyniła swoją życiową misją zostanie królową. Jej ojciec był członkiem rady doradczej, więc przez lata spędzała w pałacu mnóstwo czasu. Znał jej ambicje, ale trzymał się na dystans, z wyjątkiem chwil, gdy upijał się do nieprzytomności i tracił zmysły. — Zajmę się tym później — powiedział, dopijając kawę.
Polowanie na renegatów okazało się klapą. Złapali kilka tropów, ale nie widzieli ani jednego osobnika. Sfrustrowało go to tak bardzo, że po powrocie zaczął pić. W międzyczasie jakoś pojawiła się Daphne. To, jak się tu znalazła, wciąż było trochę mgliste. Prawdopodobnie lepiej, że nie pamiętał.
Znów poczuł frustrację na wspomnienie nieudanego patrolu.
— Wydarzyło się coś nowego od zeszłej nocy? — zapytał.
— Nie, burza zmyła wszelkie zapachy, a poranny patrol nie znalazł niczego niepokojącego — poinformował go Ezra.
— Dobrze, wezmę prysznic i niedługo spotkamy się na dole — powiedział król. Gideon i Ezra skinęli głowami i wyszli, zadowoleni z wykonanej pracy.
Cyrus miał nadzieję, że prysznic zmyje wspomnienie poprzedniej nocy, ale na próżno.
Po kąpieli dowlókł się do garderoby, bez entuzjazmu wkładając ubrania. Po szybkim sprawdzeniu się w lustrze uznał, że jego stan kacowy i tak się już nie poprawi.
Gdy otwierał drzwi swojego pokoju, jego serce nagle zamarło. Zastygł w bezruchu. Coś było w powietrzu, nie wiedział co. Wciągnął powietrze nosem.
Jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości. Ten zapach. Był tak kuszący, nic wcześniej tak nie pachniało, ale był słaby. Stary.
Po kilku uderzeniach serca odzyskał zmysły. To mogło oznaczać tylko jedno. Jego mate. Jego mate tu była... a on był w tym czasie z Daphne. Zaklął pod nosem.
Musiał ją znaleźć! Jego zamglony umysł nagle stał się krystalicznie czysty. Ruszył biegiem. Szukał. Podążył za zapachem do ogrodu, gdzie go zgubił.
— Nie! Nie! Nie! — krzyknął. Czekał na swoją mate tyle lat, a teraz rozpłynęła się na wietrze.
*Gid! Ezra!* — zawołał przez więź telepatyczną.
*Co się stało!?!* — obaj odpowiedzieli natychmiast, przerażeni paniką w jego głosie.
*Znajdźcie ją!* — rozkazał.
*Kogo znaleźć?* — zapytał Ezra.
*Moją mate!* — odrzekł król, sfrustrowany. Warknął.
*Co do jasnej...? Gdzie jesteś?* — odpowiedział Gid.
Zarówno Beta, jak i Gamma natychmiast ruszyli do akcji. Po dołączeniu do Cyrusa rozesłali całą Gwardię Królewską, by przeszukała teren w poszukiwaniu tajemniczej kobiety. Zanim jednak przeszukano kuchnię, zapach Kaelie został całkowicie zatarty przez krzątający się tam personel.
Po wielu godzinach poszukiwań na terenie pałacu nic nie znaleziono. Gideon, Ezra i Cyrus udali się do gabinetu króla. Gideon przygotował dla nich wszystkich drinki przy barku, podając szklankę Ezrze i przysuwając drugą Cyrusowi.
Siedząc przy biurku, Cyrus ledwo kontaktował.
— Muszę ją znaleźć — tylko tyle był w stanie z siebie wykrztusić.
— Znajdziemy ją — powiedział Ezra, próbując uspokoić króla.
— A-ale co, jeśli słyszała mnie z Daphne? Boże, to fatalnie... — wymamrotał.
— Wszystko będzie dobrze — spróbował ponownie Ezra.
Cyrus chwycił szklankę i rzucił nią o ścianę, rozbijając ją w drobny mak.
— To jest straszne! Co ja mam zrobić? — przerwał na chwilę, uspokajając się. — Nie potrafię wyobrazić sobie gorszego sposobu, w jaki moja mate mogła mnie zastać. Nawet nie wiem, kim ona jest...
— Po pierwsze — powiedział Gid, przejmując inicjatywę. — Po pierwsze, sprawdźmy, kto w ogóle był w pałacu w ten weekend. Dobrze? Pasuje?
— Tak — odetchnął Cyrus, kiwając głową.
Ezra połączył się z gwardzistami i kazał przynieść księgi logowań.
— Dobra, zobaczmy — powiedział.
Przeglądając akta, kontynuował: — W porządku! Podczas twojej nieobecności w pałacu prowadzono jakieś prace, ale to sami mężczyźni. Hmm... Ach! Odwiedziły nas rodziny Alf w ramach przygotowań do Szkolenia Liderów. Sprawdzali, gdzie będą mieszkać i tak dalej. I... — Ezra skanował księgi — wygląda na to, że twój brat zaprosił kilku przyjaciół, ale to właściwie wszystko. Dość łatwo będzie zawęzić krąg.
— Więc najprawdopodobniej pochodzi z rodziny alfy — stwierdził Gid. Cyrus, wciąż niezdolny do jasnego myślenia, powiedział: — Dobra, daj mi listę. Pojadę do każdej z tych watah, aż ją znajdę.
— Mógłbyś tak zrobić... — powiedział Ezra niepewnie — ale wizyty królewskie są bardzo uciążliwe dla watah i prawdopodobnie potrzebowałbyś jakiegoś powodu...
— Dlaczego nie sprowadzimy ich tutaj? Jako wydarzenie — wtrącił Gid. — Może bal dla Alf i ich rodzin przed rozpoczęciem szkolenia liderów. W ten sposób nie będzie to podejrzane ani nie wzbudzi zdziwienia, a ty będziesz mógł jej szukać.
— Zróbmy tak — zgodził się Cyrus.
— Natychmiast zabieram się do pracy — powiedział Gid, wychodząc z pokoju. Cyrus westchnął z ulgą. Znajdzie ją. Musi.






