languageJęzyk

Rozdział 2 Fałszywe oskarżenie

Autor: Anya Moreau 4 kwi 2026

– Nie złożyłam fałszywego doniesienia! Informacja, którą im przekazałam, była prawdziwa – powiedziała pospiesznie Nina.

Alex odparował: – Nadal się wypierasz, co? Policja właśnie dzwoniła do naszego zespołu. Powiedzieli, że niejaka Nina, informatorka, zauważyła Felixa w pobliżu swojego mieszkania.

– Całe szczęście, że najpierw zadzwonili do mnie. W przeciwnym razie cały oddział biegałby w kółko i tracił czas przez twój durny wybryk – powiedział Alex, ledwo powstrzymując gniew.

– Odchodzę od zmysłów przez sprawę morderstw Felixa, a ty wywijasz taki numer tylko po to, żeby nas nastraszyć i zmusić do przyjęcia cię z powrotem, prawda? – rzucił oskarżycielsko.

Nina poczuła, że jej serce twardnieje z żalu. – Alex, przysięgam, że tego nie wymyśliłam. Jak mogłabym żartować z czegoś takiego?

– Nie nazywaj mnie Alexem – warknął, a jego gniew rósł. – Jesteś tylko oszustką żyjącą cudzym życiem. Dociera do ciebie w ogóle, przez co Claire musiała przechodzić przez te wszystkie lata?

– Twój prawdziwy brat to jakiś nikt, który utknął na odległym posterunku policji, wiążąc koniec z końcem za grosze. Jaką niby mógł dać pomoc Claire?

Jego głos na moment złagodniał. – Claire musiała chwytać się dorywczych prac, żeby w ogóle przetrwać na studiach. Tymczasem ty żyłaś jak pączek w maśle, czerpiąc pełnymi garściami ze wszystkiego, co dawała ci rodzina Summerów.

Nina wymusiła gorzki uśmiech. Claire przynajmniej była zdrowa. Niekończąca się presja i godziny zakuwania, które fundowała Ninie rodzina Summerów, wyniszczyły jej organizm. Ciągle chorowała.

„Szczerze mówiąc, oddałabym to wszystko za normalne, zdrowe życie”, pomyślała Nina, czując głęboki ból. „Zamiast tego ciągle płonę z gorączki, kaszlę i mdleję. A teraz nie stać mnie nawet na własne rachunki za leczenie czy przyzwoite jedzenie”.

– Jeśli jeszcze raz sfabrykujesz jakieś fałszywe tropy, nie miej do mnie pretensji, jeśli wciągnę w to policję. Za fałszywe doniesienia możesz trafić do więzienia – ostrzegł Alex, po czym rozłączył się bez słowa.

Nina potarła skronie, a gorące łzy frustracji i gniewu popłynęły po jej policzkach. „Za kogo ten Alex się uważa? Zachowuje się, jakby miał wyłączność na dzwonienie na policję. Co za dupek”, wściekała się. „Jeśli coś się naprawdę wydarzy, będę całkowicie ugotowana…”.

W tym momencie miękki, puszysty ogon otarł się o jej policzek. To był Coco, delikatnie ocierający jej łzy swoją kitą. – Nino, właśnie dzisiaj myłem ogon. Jest super czysty. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza – powiedział Coco, próbując ją pocieszyć.

Jej łzy popłynęły jeszcze mocniej. „To boli bardziej, niż potrafię to wyrazić. Ci, na których zależało mi przez ponad dwadzieścia lat, znaczą mniej niż wiewiórka, którą znam krócej niż dwadzieścia dni”, pomyślała, czując głęboki żal.

„Co ja mam teraz w ogóle zrobić?”. Wybuchła paniką. „Ten idiota Alex wszystko mi psuje”. Nagle uderzyła ją pewna myśl. „Zaraz, zaraz. Jest jeszcze ktoś, kogo mogę prosić o pomoc”.

Prawdziwy brat Niny, Simon Reed, był prowincjonalnym gliniarzem około trzydziestu kilometrów stąd. Jeszcze nigdy się nie spotkali; odnowienie kontaktu było wciąż świeżą sprawą. Na razie miała tylko jego numer.

Kiedy Simon dowiedział się, że Nina została wyrzucona przez rodzinę Summerów, poprosił kogoś, by pomógł jej znaleźć miejsce do zatrzymania się. „Może wcale nie jest taki zły…”, pomyślała Nina, a w jej wnętrzu zapłonęła iskierka nadziei.

Zestresowana Nina wybrała numer Simona. Połączenie zostało natychmiast odebrane. – Cześć, Simon? – powiedziała drżącym głosem.

– Nina? O co chodzi? – odpowiedział Simon; jego głos był spokojny, choć brzmiała w nim nuta zaskoczenia.

Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, Simon wtrącił: – Brzmisz na wyczerpaną i masz chrypkę. Jesteś chora czy coś?

Nie spodziewała się, że zauważy to tak szybko. Ścisnęło ją w dołku. – Tak, wczoraj miałam gorączkę – przyznała, po czym szybko zmieniła temat. – Simonie, śledzi mnie poszukiwany zbieg. Możesz mi pomóc? Naprawdę się boję.

Jej głos drżał, gdy opowiadała mu o wszystkim, z wyjątkiem sekretnego ostrzeżenia od Wiewiórczych Braci. Mówiła cicho. – Nikt mi nie wierzy i szczerze mówiąc, nie wiem, do kogo innego się zwrócić…

Zamiast dopytywać o szczegóły, głos Simona pozostał opanowany. – Nie martw się. Zostań w domu i zamknij wszystkie drzwi i okna. Już jadę.

W tle słyszała szelesty, jakby zgarniał swój sprzęt.

– Jeśli się boisz, nie rozłączaj się. Cały czas będę na linii – dodał.

Nina znieruchomiała, a jej głos załamał się z emocji. – Dobrze. – Nigdy nie przypuszczała, że ktoś, kogo nawet nie poznała, rzuci wszystko i przygna z odległości trzydziestu kilometrów tylko dlatego, że zadzwoniła.

Zżerana ciekawością Nina wyszukała Simona w internecie, nie spodziewając się zbyt wiele. Wiedziała, że policjanci z małych miasteczek zazwyczaj zajmują się drobnymi sprawami.

Ale to, co znalazła, całkowicie ją zszokowało. Artykuł za artykułem udowadniały, że Simon był najlepszym absolwentem Krajowej Akademii Policyjnej – najbardziej prestiżowej uczelni dla policjantów. Był mistrzem kraju w sztukach walki i zdobywał nagrody już na drugim roku studiów.

„Skoro jest tak niesamowity, to dlaczego utknął w jakiejś dziurze na końcu świata?”, zastanawiała się oszołomiona Nina. „Podpadł komuś wpływowemu? A może pomyliłam facetów?”.

Głos Simona wyrwał ją z zamyślenia. – Nino, jadłaś już coś?

– Nie. Zamierzałam wyjść po coś do jedzenia, ale teraz boję się nawet zamówić dostawę – wymamrotała, skulona na łóżku.

– Trzymaj się. Jestem w drodze – powiedział Simon tonem stanowczym, lecz dodającym otuchy.

Po tych słowach Nina słyszała w słuchawce jedynie szum pędzącego wiatru. O dziwo, to ją uspokajało i sprawiało, że czuła się bezpieczniej.

Na wpół we śnie, na wpół na jawie, pomyślała sennie: „Jeśli Simon naprawdę jest takim twardzielem, może faktycznie mamy szansę złapać dziś w nocy tego zbiega. A jeśli nam się uda, na szali czeka dwieście tysięcy dolarów nagrody!”.

Zbyt zmęczona i głodna, by zrobić cokolwiek innego, Nina zwinęła się w kłębek i odpłynęła, a jej umysł osunął się w krainę snów.

Nie wiedziała, jak długo spała, gdy pilny głos Chubby'ego gwałtownie ją wybudził. – Nino, ktoś nadchodzi!

Nina poderwała się z łóżka, a po jej plecach przebiegł zimny dreszcz.

Na zewnątrz panowały egipskie ciemności. Życie w starej, zrujnowanej części miasta oznaczało fatalne oświetlenie; noc pochłonęła wszystko za oknem. Ściany mieszkania były cienkie, a kroki niosące się echem po korytarzu wypełniały pokój napięciem.

Jej serce waliło jak młotem, dopóki nie usłyszała głosu Simona, zarówno w telefonie, jak i tuż za drzwiami. – Nino, jestem. Otwórz.

Wypuściła wstrzymywe powietrze i pośpiesznie odkluczyła zamek. W sekundę po tym, jak drzwi się otworzyły, zamarła.

Stał tam wysoki, wręcz absurdalnie przystojny chłopak o opalonej skórze i ostrych rysach twarzy. Jego oczy były poważne, władcze i pełne autorytetu. Wyglądał, jakby zszedł wprost z plakatu bohatera narodowego – idealny materiał na łamacza serc.

„Nie ma mowy… czy to naprawdę mój brat Simon?”, pomyślała Nina, całkowicie oszołomiona.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 Fałszywe oskarżenie - Fałszywa dziedziczka i detektyw rozmawiający ze zwierzętami | StoriesNook