Simon był zszokowany. Wpadł tylko po to, by sprawdzić stan zdrowia Niny, a jakoś tak wyszło, że złapał poszukiwanego przestępcę, nawet się nie starając. Wyglądało to tak, jakby Felix podał się mu na srebrnej tacy.
Felix leżał rozciągnięty na podłodze, obnażając zęby. – Czekaliście tylko, aż się pojawię, co? – wymamrotał sfrustrowany, wciąż nie chcąc się poddać. – Jak w ogóle mnie znaleźliście?
Nina dzieliła się przekąskami od Simona z Wiewiórczymi Braćmi przy oknie. – Dobrze ci tak; karma wraca – powiedziała chłodno.
Widząc, że Nina nie zamierza mu niczego wyjaśniać, Felix prychnął i wymamrotał pod nosem wyzwiska.
Nina go zignorowała. Mając u boku tak twardego brata, jak Simon, nie bała się niczego. Dla niej ten rzekomo wybitny przestępca rozwalony na podłodze wyglądał raczej jak tłusta nagroda.
– Więc co teraz z nim zrobimy? – zapytała z zapałem Nina, a w jej oczach dosłownie błyszczały znaki dolara. – Kiedy dostaniemy naszą nagrodę?
Simon uśmiechnął się do swojej żądnej pieniędzy młodszej siostrzyczki: – Najpierw muszę zadzwonić do mojego szefa.
Wyciągając telefon, Simon rzekł: – Przestępców pokroju Felixa trzeba przekazać do Komendy Głównej Departamentu Policji w Jelasburgu. Traktują tę sprawę jako priorytet.
Zanim jednak Simon zdążył zadzwonić, jego telefon zabrzęczał. To był Larry Cheney, kolega z pracy. Larry brzmiał na zestresowanego i zdyszanego. – Simon, gdzieś ty do cholery zniknął? Dlaczego jeszcze nie wróciłeś na komisariat?
– Zastępca komendanta w końcu dokopał się jakichś brudów na ciebie i tym razem nie odpuści – panikował Larry. – Twierdzi, że wziąłeś wolne bez wyraźnego powodu, chce ci obciąć pensję, dać oficjalną naganę, cały ten syf.
Simon westchnął. – Larry, jestem w dzielnicy Longridge, odwiedzam moją chorą siostrę. Nie ma mowy, żebym teraz na łeb na szyję wracał.
Larry jęknął: – Serio, pojechałeś aż tam? Jesteś ugotowany, stary. Zastępca komendanta cię zniszczy.
Simon powiedział lekko: – Larry, tak się składa, że właśnie złapałem tu Felixa.
Głos Larry'ego załamał się, gdy krzyknął: – Czekaj… TEGO Felixa? Pojechałeś odwiedzić chorą siostrę i skończyło się na zgarnięciu poszukiwanego przestępcy? Jak możesz rzucać takie bomby tak po prostu, jakbyś wrócił z zakupów?
Simon uśmiechnął się z politowaniem. – Skoro jest tam zastępca, mógłbyś mu przekazać? Niech zgłosi to wyżej i wyśle kogoś, żeby zwinęli Felixa. Wyślę ci adres SMS-em.
Panika Larry'ego natychmiast wyparowała. – Simon, jesteś niesamowity. Przy twoich umiejętnościach to czysty absurd, że utknąłeś tutaj, zajmując się płotkami.
– A teraz wpadasz do domu i pakujesz w wór przestępcę? Prawdziwy talent błyszczy niezależnie od tego, gdzie się znajduje. Zajdziesz daleko, stary. Ten medal masz w kieszeni. Trzymaj się. Już zgłaszam twój sukces górze.
Kiedy Nina usłyszała rozmowę Simona z Larrym, w jej oczach zapaliły się iskierki ekscytacji. – Czy to znaczy, że po złapaniu poszukiwanego przestępcy będziesz w końcu mógł przenieść się z powrotem do miasta?
Właśnie widziała Simona w akcji. Jego umiejętności wykraczały daleko poza pomaganie wieśniakom w szukaniu zaginionych krów i kurczaków w jakiejś głuszy.
Simon ledwie drgnął na wzmiankę o przeniesieniu. – Nie tak prędko – powiedział stanowczo.
Nina, dorastając u Summerów w nieustannym stąpaniu po kruchym lodzie, miała smykałkę do odczytywania nastrojów. Od razu wyłapała tę drobną zmianę w tonie Simona. „W pracy jest zdecydowanie bardziej skomplikowanie, niż myślałam”, pomyślała.
– Cóż, przynajmniej dzisiaj zgarniemy te dwieście tysięcy dolarów nagrody – powiedziała wesoło Nina, klepiąc Simona po plecach.
Simon uśmiechnął się. – Jasne, to ty byłaś dziś prawdziwym MVP.
– Nie ma mowy. – Nina pstryknęła palcami. – To wszystko kwestia współpracy rodzeństwa. Stanowimy solidny duet, prawda?
Tamtej nocy zniknęła wszelka niezręczność między ponownie zjednoczonym rodzeństwem.
Simon wepchnął Felixowi do ust brudną szmatę, by powstrzymać go przed zrobieniem sobie krzywdy. – Pozostaje nam tylko czekać, aż centrala kogoś przyśle.
*****
Tymczasem w rezydencji Summerów Alex, najstarsze z rodzeństwa i specjalny konsultant Departamentu Policji w Jelasburgu, siedział przy łóżku Claire i obierał jabłko.
Na widok nogi Claire w gipsie oczy Alexa złagodniały. – Claire, jesteś stanowczo zbyt łagodna. Szczerze mówiąc, powinnaś wnieść oskarżenie przeciwko Ninie za próbę zrobienia ci krzywdy.
Włosy Claire rozpościerały się za nią jak delikatna gardenia w deszczu. Potrząsnęła delikatnie głową. – Alex, po prostu dajmy spokój. Nina była częścią tej rodziny przez ponad dwadzieścia lat. Nie chcę, żeby sprawy przybrały brzydki obrót.
– Jesteś zbyt dobra – powiedział Alex, podając jej jabłko. – W przeciwieństwie do Niny. Przysięgam, że ona ostatnio tylko sieje zamęt.
Alex uważał, że Claire musiała wiele wycierpieć, by stać się tak troskliwą osobą, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jej przybrani rodzice zmarli, gdy była mała.
Claire rzuciła mu zaciekawione spojrzenie. – Co się stało z Niną?
Twarz Alexa spochmurniała. – Złożyła dzisiaj fałszywe zawiadomienie na policji tylko po to, by zwrócić na siebie moją uwagę i zmusić mnie do zabrania jej do domu. Twierdziła, że natrafiła na ślad Felixa, poszukiwanego seryjnego mordercy.
Claire zamrugała zaskoczona. – Nina to zrobiła? Przecież wie, ile wysiłku włożyłeś w sprawę Felixa. Jak mogła bawić się czymś tak poważnym?
Alex uśmiechnął się, doceniając jej zrozumienie. – Dokładnie. Rozumiesz to.
W tym momencie telefon Alexa zabrzęczał. To był Grant Cole, szef Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego. – Kapitanie Cole? O co chodzi? – zapytał poważnie Alex.
Zamroziły go te wieści. – Chwila… Felixa? Złapali go? – Zrywając się na równe nogi, powiedział: – Dobrze, już tam jadę.
Alex rozłączył się, ledwie mogąc powstrzymać ekscytację. – Claire, seryjny morderca, którego ścigałem od sześciu miesięcy, został dziś schwytany! Muszę tam jechać. Odpoczywaj, dobrze? Krzycz, jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Claire uśmiechnęła się promiennie. – To wspaniale! Nie martw się o mnie. Wiedziałam, że te wszystkie noce grzebania w poszukiwaniu śladów w końcu się opłacą. Wygląda na to, że ten dzień nadszedł.
Z walącym sercem Alex pospieszył pod adres, który wysłał mu Grant.
*****
Alex zaparkował przed zrujnowanym osiedlem w ścisłym centrum miasta. Idąc z Grantem po schodach, zmarszczył brwi na widok nędznego otoczenia. – Czy ta rudera to naprawdę kryjówka Felixa? – zapytał.
Grant pokręcił głową. – Nie. Felix zamierzał zaatakować tutejszą dziewczynę. Jej brat, gliniarz z jakiegoś wiejskiego posterunku, akurat był w pobliżu i powalił Felixa, zanim ten zdążył cokolwiek zrobić.
– Wiejski gliniarz? – Alex parsknął pogardliwie, a w jego oczach błysnęło lekceważenie. – Brzmi, jakby po prostu miał szczęście.
Rozmawiali tak, idąc po schodach, aż dotarli do mieszkania numer 203 na drugim piętrze.






