GENEVIEVE
Dni wlokły się z bolesną precyzją, każda sekunda ciągnęła się tak, jakby miała coś do udowodnienia. Gregory, w swoim nieskończonym urojeniu, myślał, że zasłużył sobie na coś ode mnie. Może na szacunek. Może na uczucie. Może na wdzięczność. Cokolwiek to było, on nazywał to zaufaniem. Ja nazywałam to przynętą.
Po moim udawanym posłuszeństwie — wyćwiczonych uśmiechach, szeptanych „dziękuj






