ALISTAIR
– Powiedziała, że chyba kurwa postradałem zmysły i wyszła – wściekałem się, ściskając szklankę w dłoni z taką siłą, jakby miała powstrzymać mnie przed wybuchem. Sebastian, ten sukinsyn, tylko się zaśmiał, jakbym opowiedział najśmieszniejszy żart roku.
– To nie jest śmieszne – warknąłem, chociaż jakaś część mnie wiedziała, że trochę jednak tak.
– Z takim podejściem, to czego ty się spodziewałeś, dupku? – zapytał, w końcu nieco poważniejąc, pociągając łyk piwa. – Zmieniłeś jej życie w prawdziwe piekło przez ostatnie kilka miesięcy, po czym zjawiasz się znikąd i każesz jej wyjść za siebie? I co ty sobie wyobrażałeś? Że się tak po prostu zgodzi? Jakbyś był jakimś pieprzonym księciem z bajki? Jesteś kurwa oderwany od rzeczywistości.
Zacisnąłem szczękę, ale nie oponowałem. Nie bez powodu Sebastian jest moim najlepszym przyjacielem – nie owija w bawełnę. Nigdy tego nie robił. Co nie zmienia faktu, że ciężko jest przełknąć prawdę, którą wciska ci prosto do gardła.
– Sam wpadłeś na ten pomysł – mruknąłem z goryczą. – Teraz muszę wymyślić plan B. Jeśli nie wezmę ślubu w ciągu miesiąca, cała moja ciężka praca, moje poświęcenia, wszystko, co zbudowałem, pójdzie na marne.
Kto inny, jak nie mój dziadek, potrafiłby trzymać w swoich szponach moje życie nawet zza grobu. Mam nadzieję, że podoba ci się to przedstawienie, staruszku. Zawsze kochałeś teatralne gesty.
Wczoraj odczytano testament – ostatni cios dziadka zadany z zaświatów. Zgodnie z nim dziedziczę 65% imperium biznesowego, w tym firmę, którą razem zbudowaliśmy, tylko wtedy, gdy wezmę ślub w ciągu miesiąca po jego śmierci. Jeśli tego nie zrobię, wszystko trafi do tej marnej wymówki, którą nazywam ojcem.
To się nigdy nie wydarzy. Po moim pieprzonym trupie.
Dziadek praktycznie mnie wychował. Dorastając, był jedynym autorytetem na kształt ojca, jakiego miałem. Zawdzięczam mu wszystko. Mój zapał, mój hart ducha, moją ambicję. Ale ten człowiek miał słabość do dramatyzowania i najwyraźniej nie mógł spoczywać w pokoju bez wykonania jednego ostatecznego zagrania o władzę. Wiedział, jaki mam stosunek do małżeństwa. Znał traumę, jaką pozostawił po sobie ten katastrofalny związek moich rodziców. A jednak i tak posunął się do tego absurdalnego warunku.
Najgorsze w tym wszystkim? Tu nie chodziło tylko o zawarcie małżeństwa. Nie, to byłoby zbyt proste. To musiał być ślub z miłości. Żadnych transakcji biznesowych, żadnych małżeństw z rozsądku. A co było gwoździem do trumny? Żadnych rozwodów przez co najmniej trzy lata. Cały on. Zawsze przekraczał granice.
Więc Sebastian – błyskotliwy, bezwzględny Sebastian – przedstawił swój plan. – Ożeń się ze swoją asystentką – powiedział. – Sfabrykujcie historię miłosną. Znasz ją na tyle długo, by to sprzedać. Powiedz im, że spotykacie się w tajemnicy. Nikt niczego nie będzie podejrzewał, a ponieważ najwyraźniej nienawidzicie się nawzajem, nie ma ryzyka, że w grę wejdą uczucia i coś się, kurwa, skomplikuje.
To był rozsądny plan. Elegancki w swej prostocie.
Tyle że... odmówiła.
Oczywiście, że odmówiła.
Jednym palącym haustem dopiłem resztę whisky. – Wiem, o co zaraz zapytasz. Skoro tak bardzo jej nienawidzę, to dlaczego, do cholery, ją zatrudniłem?
Sebastian uniósł brew, ale nie zadał pytania. Już to wiedział.
– To nie był mój wybór – kontynuowałem z goryczą. – Zatrudnił ją mój ojciec. Stwierdził, że potrzebuję kogoś "kompetentnego", by miał na mnie oko. W ten sposób dawał mi do zrozumienia, że mi nie ufa. Próbowałem ją zwolnić w pierwszym tygodniu, ale kontrakt był nie do podważenia. Jedynym sposobem na to, by odeszła, było jej dobrowolne zwolnienie się z pracy. I wierz mi, próbowałem złamać jej ducha. Zawalenie robotą, narzucenie niemożliwych terminów, zrobienie z jej życia absolutnego piekła.
– Nigdy nie pękła – zauważył Sebastian, wzruszając ramionami. – Zawsze dostarcza to, czego oczekujesz. Za każdym jebanym razem. Też bym ją zostawił.
– Jest posłuszna aż do przesady – mruknąłem. – Cicha. Zyscyplinowana. Irytująco profesjonalna. Nigdy nie pyskuje – aż do dzisiaj. Dzisiaj wyhodowała sobie kręgosłup. Tego jednego dnia, w którym potrzebowałem od niej "tak", ona postanowiła nagle mieć zasady.
– Zastanawiałem się, kiedy to nastąpi. – Sebastian uśmiechnął się złośliwie. – Wybrała sobie jednak najgorszy z możliwych momentów.
– Dokładnie – burknąłem.
Zanim zdążył dodać coś więcej, jego telefon zabrzęczał, a on zsunął się ze stołka barowego. – Muszę to odebrać. Zaraz wracam.
Skinąłem głową, zamyślony mieszając resztki lodu w szklance.
Właśnie wtedy to poczułem – dłoń na moim ramieniu.
– Cześć, przystojniaku – dobiegł mnie zmysłowy głos, słodziutki i boleśnie sztuczny. Spojrzałem w górę i zobaczyłem kobietę, która miała na piersiach ledwie tyle materiału, by można to było uznać za bluzkę. Jej dekolt znajdował się praktycznie przed samą moją twarzą. – Mogę ci postawić drinka?
Normalnie powiedziałbym "tak". Wziąłbym to rozproszenie, ucieczkę, to ciało i tę noc. Ale to nie była ta noc. Tej nocy wszystko wydawało się... nie takie, jak trzeba.
– Nie jestem zainteresowany – odpowiedziałem, zmuszając się, by mój głos pozostał spokojny.
Ale ona nie ustępowała.
– Tylko jeden drink, a potem może...
Mój telefon zadzwonił, przerywając jej w pół słowa. Nigdy nie byłem bardziej wdzięczny za to, że coś mi przerwano.
Przeprosiłem i nie oglądając się za siebie, wyszedłem na rześkie nocne powietrze, odbierając połączenie.
Na widok numeru dzwoniącego uniosłem brwi. Moja asystentka. Interesujące.
Odebrałem.
– W sprawie pańskiej propozycji z dzisiejszego ranka... – Jej głos drżał, był niepewny. – Czy mówił pan... mówił pan poważnie?
– Tak. – Żadnego wahania. Nie było takiej potrzeby.
– W... W takim razie zgadzam się.
Słyszałem wysiłek kryjący się za jej słowami. Cichą kapitulację. Coś musiało ją złamać między porankiem a tą chwilą. Nie zapytałem. To nie brak ciekawości mnie powstrzymywał – to była powściągliwość. Skoro była na tyle zdesperowana, by się zgodzić, musiała osiągnąć swój punkt krytyczny.
A nie byłem na tyle okrutny, by drążyć ten ból.
– Dobrze – powiedziałem chłodnym, opanowanym tonem. – Warunki i szczegóły omówimy jutro. W biurze.
Następnie zakończyłem połączenie i wsunąłem telefon z powrotem do kieszeni.
Zgodziła się.
To może faktycznie wypalić.
Albo... może zrujnować wszystko.
Ale na razie mam narzeczoną do wykreowania.






