GENEVIEVE
– A więc oboje ogłosicie zaręczyny w sobotę – powiedział Sebastian, a po jego zwykłej żartobliwości nie było ani śladu. – Do tego czasu on kupi ci pierścionek, a za dwa tygodnie weźmiecie ślub. – Jego wzrok przeskakiwał między nami. – Pasuje?
Zawahałam się, a potem w końcu skinęłam głową. Pan Wiecznie Zirytowany z kolei nie przestawał wpatrywać się we mnie, jakbym była źródłem wszystkich jego problemów.
– W porządku – kontynuował Sebastian. – Wprowadzisz się do niego w niedzielę. Spakuj swoje rzeczy.
Przysięgłabym, że Alistair wzdrygnął się na wzmiankę o moich rzeczach.
– Chwila... co masz na myśli, mówiąc, że zamieszkamy razem? – Nawet nie wzięłam tego pod uwagę, kiedy się na to godziłam.
Sebastian uniósł brew. – Cóż, każde małżeństwo mieszka razem, prawda? – Pan Sterling spojrzał na niego, jakby właśnie dostał w twarz. Zgaduję, że on też o tym nie pomyślał.
– Ja, eee... nie pomyślałam o tym – mruknęłam, co wywołało chichot Sebastiana.
– Jak wspomniałem, będziecie małżeństwem przez trzy lata. W tym czasie nie wolno ci być w związku z nikim innym. – Przysunął mi kontrakt. – Przeczytaj go dokładnie. Wyszczególniono w nim wszystko, czego się od ciebie oczekuje. Jeśli masz jakieś własne warunki, daj mi znać.
Spojrzał na pana Sterlinga, który przez cały czas milczał, a potem z powrotem na mnie. – Otrzymasz milion dolarów po podpisaniu umowy i kolejny milion po upływie trzech lat.
Moje oczy się rozszerzyły. To było więcej niż zakładała pierwotna oferta.
– To jest... – szukałam słów. Obaj mężczyźni patrzyli na mnie w oczekiwaniu.
– Za mało? – Alistair odezwał się po raz pierwszy, odkąd zaczęliśmy rozmawiać. Ten człowiek mógł być prawą ręką diabła, albo kimś jeszcze gorszym, ale nie dało się zaprzeczyć jego czystej męskości. Miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt wzrostu, gęste, czarne włosy, piwne oczy, prosty nos z lekkim skrzywieniem – jakby był kiedyś złamany – ostrą jak brzytwa linię szczęki i pełne, wprost stworzone do całowania usta. Szkoda, że ktoś, kto tak wyglądał, miał osobowość wściekłego wilka. Chociaż, co dziwne, wydawało się, że większość tego jadu zachowywał wyłącznie dla mnie.
– Genevieve. – Głos Sebastiana wyrwał mnie z odrętwienia. Zamyśliłam się tuż przed nimi; co za wstyd.
– Tak. To znaczy, to wystarczy. Aż nadto – powiedziałam pospiesznie.
Wargi Alistaira lekko się wykrzywiły.
– Dobrze. Masz czas do piątku, żeby to przejrzeć i podpisać. – Sebastian wręczył mi teczkę. Wzięłam ją i wstałam, by wyjść.
– I Genevieve? – Sebastian oparł się wygodnie na krześle.
– Nie możesz pisnąć o tym nikomu ani słowa. Jeśli to zrobisz, umowa staje się nieważna.
– Oczywiście – odparłam i wyszłam z gabinetu.
Wróciwszy do biurka, otworzyłam umowę i przejrzałam warunki:
Mieliśmy ze sobą mieszkać przez trzy lata.
Nie przemyślałam tego. Chyba nie może być aż tak źle... prawda? Kogo ja oszukuję? On mnie nienawidzi. Może, jeśli będę schodzić mu z drogi, on zrobi to samo.
Konieczne będzie publiczne okazywanie sobie uczuć.
Z trudem przychodzi mu nawet spojrzenie na mnie bez wykrzywiania warg z odrazą. Ciekawe, jak zamierza to udawać.
Żadnych innych związków ani partnerów w czasie trwania małżeństwa.
Żaden problem. Od lat jestem singielką.
Nikt nie może się dowiedzieć o umowie.
Będę musiała wymyślić historyjkę dla przyjaciół. Mamie i tak nie zamierzałam nic mówić.
Wszystkie moje wydatki podczas trwania małżeństwa będą pokryte, niezależnie od dwumilionowej odprawy.
Nie mogę dłużej pracować jako jego asystentka ani na żadnym innym stanowisku.
Dzięki Bogu. Nawet przez sekundę nie będę za tym tęsknić.
Naruszenie któregokolwiek z warunków będzie mnie kosztować pięć milionów dolarów.
Przedterminowe rozwiązanie umowy? Kolejne pięć milionów.
Kiedy to podpiszę, nie będzie już odwrotu. Dobrze się o to postarał.
Było o wiele więcej warunków, ale zajmę się nimi później. Na razie wciąż byłam jego asystentką.
Dziś jest wtorek. Mam czas na decyzję do piątku.
Czy w ogóle jest nad czym się zastanawiać? Moje życie wkrótce się zmieni – mamy również. Będziemy mogły wreszcie zostawić za sobą to gnijące mieszkanie.
I bez względu na to, co kto powie – zwłaszcza ona – nie zabiorę ze sobą Donovana.
Nie po tym, co zrobił. Nawet mama nie zdoła zmienić mojego zdania.
Powiem jej. Kiedy wyzdrowieje.






