GENEVIEVE
Był czwartkowy poranek; pojechałam do mamy, aby sprawdzić, co u niej i upewnić się, że wszystko w porządku. Byłam optymistycznie nastawiona do jej chemioterapii i po raz pierwszy od dłuższego czasu nie musiałam martwić się o pieniądze. Od czasu, gdy wyrzuciłam Donovana, nie miałam z nim kontaktu. Krzyżyk na drogę. Zmieniłam nawet zamek w drzwiach, żeby znów poczuć się bezpiecznie.
– Hej, śpioszku – mruknęłam, gdy w końcu się poruszyła.
– Genevieve? – Przeciągnęła się i zamrugała. – Jak długo spałam? Dlaczego mnie nie obudziłaś?
– Potrzebujesz jak najwięcej odpoczynku, mamo. – Ujęłam jej dłoń i delikatnie ją ścisnęłam. – Przyniosłam ci twój ulubiony sok z mango. – Postawiłam butelkę na szafce nocnej. – I... nie byłam pewna, czy masz ochotę na babeczkę, ale wzięłam kilka na wszelki wypadek. Mam nadzieję, że możesz je jeść. – Obok soku położyłam małe pudełko ze świeżo upieczonymi babeczkami.
– A niby dlaczego miałabym nie móc? – zaśmiała się cicho. – Bardzo ci dziękuję. Zaczynałam mieć już dość szpitalnego jedzenia. – W jej oczach wezbrały łzy i uśmiechnęła się.
– Hej, mamo, nie wzruszaj się tak z powodu babeczek – zażartowałam, próbując rozładować atmosferę.
– A co z Donovanem? Odezwał się do ciebie? – zapytała z zawahaniem. To był ten moment moich wizyt, którego zawsze się obawiałam.
– U niego wszystko w porządku. Przebywa u Viktora – skłamałam, wymuszając blady uśmiech. Prawda była taka, że nie miałam pojęcia, gdzie jest, i wcale mnie to nie obchodziło.
– Och, rozumiem. – W jej głosie zadźwięczało rozczarowanie. Miała nadzieję, że ją odwiedzi. Ale tego nie zrobi.
Spojrzałam na zegar. – Będę już lecieć do pracy. Zobaczymy się później, dobrze? – Pochyliłam się i pocałowałam ją w nos.
– Kocham cię, Genevieve.
– Ja ciebie bardziej. – Z tymi słowami wyszłam.
Czas zmierzyć się z szefem – moim przyszłym mężem, przypomniałam sobie z wewnętrznym chichotem na absurdalność tego wszystkiego.
Korki nie były duże, więc dotarłam do biura na czas. Po zameldowaniu się u recepcjonistki dowiedziałam się, że pan Sterling już przyjechał.
Usiadłam przy biurku, uporządkowałam swoje rzeczy i wzięłam głęboki oddech, po czym zapukałam do jego drzwi.
– Wejść.
Weszłam do środka. Opierał się w swoim fotelu, emanując tą samą zuchwałą arogancją, co zawsze.
– Dzień dobry, panie Sterling.
Podniósł wzrok znad papierów, omiatając mnie krótkim spojrzeniem. Poprawiłam okulary i zauważyłam, że jego wzrok podążył za tym ruchem.
– Dzień dobry, panno Croft.
– Ja, eee... Przejrzałam umowę i ją podpisałam. – Podałam mu teczkę. Otworzył ją, przeskanował wzrokiem mój podpis i krótko skinął głową.
– Dobrze. Dostarczę ci kopię umowy. Dziś po południu złożysz wypowiedzenie.
Wstał i obszedł biurko, zatrzymując się tuż przede mną. Zaparło mi dech w piersiach.
– Żeby przekonać ludzi, że jesteśmy razem, musisz też odpowiednio wyglądać, Genevieve.
Po raz pierwszy wypowiedział moje imię, a usłyszenie go z jego ust przypominało gorący ogień liżący moją skórę – coś niebezpiecznego, a zarazem rozkosznego.
Wyciągnął rękę i odgarnął moje włosy na bok, a jego dotyk był lekki, lecz stanowczy.
– Przejdziesz metamorfozę. Zdaje się, że tak wy, kobiety, to nazywacie. Nie mogę pokazać się z tobą publicznie, kiedy tak wyglądasz.
Dupek.
– Nic by ci się nie stało, gdybyś był miły. Jak mamy przekonać ludzi, że jesteśmy w sobie zakochani, skoro zawsze patrzysz na mnie tak, jakbyś nie mógł mnie znieść?
Jego wargi drgnęły, ale nie powiedział nic. Zaczynałam się zastanawiać, czy nie podpisałam paktu z samym diabłem.
– Musi nam się to udać, panno Croft. Zrobię wszystko, by to zadziałało, włączając w to tolerowanie pani. Pracuję nad tym. – Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo mnie nie lubił. Nic mu przecież nie zrobiłam.
– To dobrze, bo skoro zamierzam to z panem zrobić, musi pan być dla mnie milszy, ponieważ nie jestem już pańską asystentką, ale partnerką.
Zacisnął zęby. – Jasne. – Wrócił na swoje miejsce. – Sebastian będzie tu za kilka godzin i zajmie się resztą. Jest pani wolna, panno Croft.
Nie ruszyłam się z miejsca.
Uniósł brew. – Wyraziłem się niejasno?
– Nie. – Wyprostowałam ramiona, a mój głos był pewny. – Ale jest jeszcze jedna rzecz.
Oparł się wygodnie, zaintrygowany. – Słucham.
– Wiem, że to udawane małżeństwo, kontrakt dla zachowania pozorów – powiedziałam, robiąc krok w stronę jego biurka i nie dając się onieśmielić. – Ale oczekiwał pan lojalności. Powiedział pan, że będę musiała być postrzegana jako pańska partnerka w każdym tego słowa znaczeniu.
– Zgadza się.
– W takim razie oczekuję od pana tego samego, panie Sterling – rzekłam słodkim, ale stanowczym tonem. – Żadnych romansów. Żadnych przygód na jedną noc. Żadnych tajemniczych kobiet wymykających się z pokoi hotelowych podczas naszego małżeństwa. Skoro mam być z panem związana, choćby tylko na papierze, wymagam wyłączności. Może i nie ma w tym miłości, ale niech mnie szlag, jeśli pozwolę się upokarzać.
Coś błysnęło w jego oczach – zaskoczenie, a może nawet podziw – ale szybko to zamaskował.
– Czyżby rościła pani sobie do mnie prawa, panno Croft? – zapytał cichym, niebezpiecznym głosem.
Nie cofnęłam się. – Owszem. Tak jest sprawiedliwie.
Znów powoli wstał, niczym drapieżnik zaintrygowany swoją ofiarą. – Nie jesteś w pozycji, by stawiać żądania. To ty tego potrzebowałaś.
– A jednak – uśmiechnęłam się kpiąco, wkraczając w jego przestrzeń osobistą – to pan przyszedł do mnie.
Zmierzył mnie wzrokiem, a napięcie między nami gęstniało. – Dobrze – powiedział w końcu. – Żadnych rozpraszaczy. Nikogo innego. Masz moją lojalność, dopóki ja mam twoją.
– Wspaniale – szepnęłam, w pełni usatysfakcjonowana. – W takim razie mamy umowę.
– Uważaj, o co prosisz, Genevieve – mruknął, świdrując mnie płonącym spojrzeniem. – Możesz w końcu dostać całego mnie.






