GENEVIEVE
Dłonie Rosalind drżały w moich. Przez chwilę świat składał się tylko z niej i ze mnie — jad Catherine wciąż dźwięczał mi w uszach, a ciężar tego sekretu palił mnie w pierś.
Rozchyliła wargi, a jej szept zazgrzytał jak ostrze ciągnięte po kamieniu.
– Ani słowa, Genevieve. Nie teraz. Nie tutaj.
Uścisk jej dłoni zacieśnił się, zaskakująco mocny. – To nie jest ani czas, ani miejsce.






