ALISTAIR
Telefon w mojej dłoni równie dobrze mógłby być kością. Kruchy. Łamliwy. Drwiący ze mnie ciszą martwego nadajnika. Gapiłem się na czarny ekran, aż wzrok mi się zamazł, aż widziałem tylko jej twarz migoczącą na ciemnym szkle jak duch.
– Proszę pana? – Jeden z moich ludzi stał na skraju alejki, zachowując ostrożność w głosie, jakbym był granatem z wyciągniętą już zawleczką.
Uniosłem gł






