GENEVIEVE
Świat powracał powoli, tym razem łagodniej. Żadnego kłującego światła. Żadnych głośnych alarmów. Tylko cichy szum maszyn i słaby rytm kroków niosący się echem na korytarzu gdzieś za moimi drzwiami.
Zamrugałam, a moje rzęsy zatrzepotały przeciwko ciężarowi snu. Sufit nabrał ostrości – sterylnie biały, trochę popękany w rogu, jakby sam czas zdążył go już odłupać. Moja pierś uniosła się






