Alcee zamarła, sztywna jak kłoda, kiedy Don Torquato Lozano chwycił ją w ramiona, przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Zanurzył nos w jej włosach, jakby wdychał jej zapach, a potem głośno wypuścił powietrze. Jej stopy nie dotykały już podłogi, gdy została przygnieciona do jego klatki piersiowej.
– Opuść mnie ponownie, a wrócisz w worku na zwłoki – szepnął jej do ucha.
Jej oczy rozszerzyły się






