languageJęzyk

Zwolniony? Część I

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

W pośpiechu starała się przygotować stanowisko, instalując na biurku dwa monitory, ergonomiczną klawiaturę i nowoczesny laptop z wszelkimi bajerami, takimi jak drukarki, głośniki i cała reszta niezbędnych akcesoriów.

Im dłużej pracowała, tym mocniej docierało do niej, że musi się zwolnić. Pracowała tu o trzy lata za długo. W momencie, gdy firma przeszła w inne ręce, pomimo plotek, jakoby nowy dyrektor generalny przebywał we Włoszech i zamierzał utrzymać tam swoją główną bazę, powinna była od razu poszukać zatrudnienia gdzie indziej. Dała się zwieść złudnemu poczuciu bezpieczeństwa, ukrywając się tuż pod nosem wroga.

Zbliżający się w jej kierunku stukot obcasów na kafelkach sprawił, że się wzdrygnęła, słysząc, jak Tank rzuca stłumione „ja pierdolę”. Zajrzała w otwarte drzwi gabinetu dyrektora generalnego, gdzie pracował potężny mężczyzna, i zobaczyła, że przebiegł go dreszcz na dźwięk kroków zbliżającej się kobiety, zanim jeszcze w ogóle ją zauważył.

Mamrotanie kobiety po włosku – seria przekleństw na to, jak opieszały jest tutejszy personel i jacy nieokrzesani są nowojorczycy – sprawiło, że Alcee zaczęła pulsować głowa, co natychmiast zmusiło ją do pohamowania się, by w żaden sposób nie zdradzić, że zna ten język. Zamiast tego trzymała głowę spuszczoną w dół i rozplątywała długi kabel. Pomyślała, że jeśli nie będzie nawiązywać z kobietą kontaktu, może zostanie zostawiona w spokoju. Ta myśl przetrwała niewiarygodnie krótko.

– Proszę dopilnować, żeby te kable nie plątały się tam, gdzie mogłabym się o nie potknąć. – Piskliwy głos kobiety przeszył kręgosłup Alcee.

– Tak, proszę pani – przytaknęła, nie podnosząc wzroku, by uniknąć kontaktu wzrokowego. Uniosła zacisk, który miał ukryć i przypiąć kable do spodu biurka. – To utrzyma je z dala od pani nóg.

– Ugh, ile to jeszcze potrwa?

– Jeszcze trzydzieści minut, najwyżej czterdzieści.

– Nie do przyjęcia. Ma to być zrobione w piętnaście minut.

Alcee rzuciła okiem na Tanka przy drugim biurku, który we frustracji zacisnął wargi. Poczła to samo złowrogie przeczucie słysząc ton kobiety i wiedziała, że odpowiedź jej się nie spodoba. – Obawiam się, że to niemożliwe.

– To spraw, żeby stało się to możliwe.

– A jeśli nie potrafię?

– Wtedy wylatujesz.

Tym razem spojrzenie, jakie posłała Tankowi, sprawiło, że mężczyzna wyprostował się, gotów ruszyć w jej kierunku. Wiedziała, że w jej oczach pojawił się błysk, którego nie mógł nie zauważyć. Ta kobieta właśnie wręczyła jej kartę „Wychodzisz wolny z więzienia”, a ona w życiu nie przegrała w Monopoly. Miała zamiar pochwycić tę małą kartę i uciekać.

– Nie, nie, nie, Cee, pozwól mi pomóc. – Tank poruszył się o wiele szybciej, niż powinien to zrobić mężczyzna jego gabarytów, opuszczając biurko, przy którym pracował, by pospieszyć jej z pomocą.

– Nie możesz jej pomóc. Musisz dokończyć konfigurację stanowiska pana Lozano. On potrzebował wejść do tego gabinetu już wiele godzin temu. A tymczasem zmuszony jest pracować przy niewygodnym stole.

Miała mocny akcent, a Alcee była pewna, że celowo go wyolbrzymia, bo świetnie zdawała sobie sprawę, że sama mogłaby zrobić dokładnie to samo, gdyby tylko chciała. Mimo że przez większość czasu brzmiała amerykańska do szpiku kości, gdyby w tym momencie znalazła się we Włoszech, wtopiłaby się w swoją rodzinę, jakby nigdy z kraju nie wyjechała. Kobieta próbowała zachowywać się tak, jakby z powodu włoskich korzeni była od nich lepsza. Przez to Alcee tym bardziej chciała stąd odejść. Fałszywa suka.

– Masz piętnaście minut albo koniec z tobą. – Kobieta spojrzała na nią gniewnie.

Alcee wstała od biurka, ignorując jęk Tanka, po czym upuściła kable na podłogę. – Nie musisz mnie zwalniać. Sama odchodzę. Ciao stronza – skłoniła się nisko w pasie i odwróciła do Tanka z zadowolonym, łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. – Wezwij ochronę, żeby spotkała się ze mną pod szafką, bo zgodnie z protokołem pracownicy zwolnieni lub odchodzący muszą zostać odeskortowani z budynku. – Pomyślała przez moment, czy aby wesoło nie podskoczyć w drodze do swojej szafki.

– Nie, Alcee, nie możesz tak po prostu zrezygnować – rzucił się w pogoń za nią.

Druga kobieta mrugała z niedowierzaniem oczami, jakby oczekiwała, że Alcee zacznie się kłócić i będzie próbowała ratować swoją posadę. Czy ona naprawdę sądziła, że zacznie błagać? Niedoczekanie. Była z rodu Mariani. Marianowie nie błagali. Może i nie była principessą w oczach ojca, ale nazwisko z aktu urodzenia miała głęboko zakorzenione w DNA. Duma płynęła w jej żyłach gęściej niż jakakolwiek inna z jej cech.

Gdy nacisnęła przycisk przywołania windy, Kylen akurat wyszedł z sali konferencyjnej. – Tank, gdzie wy się wybieracie? Instalacja nie mogła przecież zostać jeszcze zakończona.

– Ta tutaj lodowa księżniczka zwolniła Alcee, ponieważ usłyszała od niej, że konfiguracja biurka potrwa od trzydziestu do czterdziestu minut. Próbuję ją błagać, żeby nie odchodziła. Genevra chciała, żeby zrobiono to w piętnaście minut, co jest technicznie niemożliwe. I nie chodzi tu tylko o to, że samo fizyczne ustawienie sprzętu zajmuje z trzydzieści czy czterdzieści minut, bo potem muszę jeszcze zalogować się do systemu i dostosować go do standardów firmy. Gdyby ich laptopy nie uległy zniszczeniu, nie bylibyśmy w tej sytuacji, ale pan Lozano jasno zaznaczył, że jego osobisty komputer nie może być powiązany z firmą, a ten, który przywiózł ze sobą z Włoch, został zniszczony podczas popołudniowego wypadku samochodowego. – Zmruczał pod nosem coś o kulach tkwiących w laptopie, przez co kręgosłup Alcee wyprostował się jak struna. – Konfigurujemy dla nich obojga zupełnie nowy sprzęt, a ona stawia niemożliwe do spełnienia żądania. Spieszyliśmy się tak bardzo, jak tylko potrafiliśmy. Alcee i tak miała przecież dziś wieczorem wdrażać aktualizacje w dziale marketingu, z czym odpuściliśmy sobie do jutra. Zorganizowałem ekipę, która zjawi się jutro rano o szóstej, by zrobić to, od czego Alcee została na dole oderwana.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki