languageJęzyk

Zwolniony, część II

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

– Alcee – Kylen wyciągnął rękę, by powstrzymać ją przed wejściem do windy. Położył dłoń na jej ramieniu, by zatrzymać ją w miejscu. – Możemy wyjaśnić to nieporozumienie.

– To nie jest nieporozumienie, panie Burgess. Kazała mi to zrobić w ułamku dostępnego czasu, grożąc w przeciwnym razie zwolnieniem. Nie mam złudzeń co do swoich magicznych zdolności, dlatego zaakceptowałam wypowiedzenie. Poprosiłam Tanka, by wezwał ochronę, która wyprowadzi mnie z budynku.

– Chociaż panna Verrilli jest asystentką dyrektora generalnego, nie jest z działu kadr i nie może nikogo zatrudniać ani zwalniać.

– Akurat nie mogę! – Kobieta podeszła bliżej, a jej obcasy stukały o podłogę. Przypomniało to Alcee jej matkę, która często nosiła ten sam rodzaj butów, ale nigdy nie było słychać, kiedy się zbliżała. Jedna z nich miała w sobie wdzięk, druga ani trochę. Irytujący głos tej kobiety stanowił kolejny dowód na to, że bawi się w przebieranki, próbując uchodzić za kogoś, kim nie jest, ponieważ elegancja i dobre maniery były jej całkowicie obce. – Z nią tutaj koniec. Pyskowała przełożonym i klęła na mnie.

– Sam pan słyszał. – Alcee machnęła ręką, gdy jędzowata kobieta tupnęła obcasem z taką siłą, że Alcee aż zdziwiła się, że szpilka nie pękła. – Jest moją przełożoną, a ja odmówiłam wykonania jej polecenia w piętnaście minut. Skończyłam tutaj.

Kylen chwycił drugą kobietę za ramię i zaczął ją odciągać, zerkając przez ramię na Alcee. – Alcee, proszę, dokończ konfigurację biurka. Jeśli po zmontowaniu całości nadal będziesz chciała odejść, napiszę ci rewelacyjny list polecający. W międzyczasie zamierzam błagać pana Lozano, by przypomniał pannie Verrilli o jej obowiązkach i oczekiwaniach wobec niej.

– Puść mnie, ty amerykański barbarzyńco! – Kobieta szarpała ramię, podczas gdy wleczono ją bezceremonialnie korytarzem.

– Naprawdę wolałabym odejść z pracy, niż mieć z nią do czynienia – Alcee napotkała wzrok Tanka i wiedziała, że prawda krzyczała do niego prosto z łagodnego brązu jej tęczówek.

– Jeśli wyjdziesz z niedokończoną robotą, on zadba o to, żebyś nie dostała pracy nigdzie indziej – zagroził jej Tank. – Chcesz listu polecającego, czy wolisz być wiecznie bezrobotna?

– Ugh – wyrzuciła ręce w górę i pomaszerowała z powrotem do biurka. – Kiedy byłam w liceum, włamałam się kiedyś do szkolnego systemu i spieprzyłam wyniki testów SAT dziewczynie, która się nade mną znęcała. Upewniłam się, że nie dostanie się na żadne studia, a kiedy zdawała je ponownie, zrobiłam to znowu. Tęsknię za tym, jakie łatwe były tamte dni w porównaniu z tym gównem. – Znowu znalazła się na kolanach pod biurkiem, układając kable, nad którymi wcześniej pracowała.

Odgłos krzyków w korytarzu, dobiegający od osamotnionego kobiecego głosu na jego końcu, sprawił, że oboje nadstawili uszu, a potem, niecałe dziesięć minut po tym, jak Kylen ją odciągnął, kobieta znów stała przed Alcee, mrucząc pod nosem nieszczere przeprosiny.

– Nie spiesz się i upewnij, że to zostanie zrobione jak należy. – Kobieta zakończyła swój monolog.

– Aha. – Alcee nawet nie spojrzała na kobietę, kontynuując pracę.

– Jesteś niegrzeczną Amerykanką.

Usłyszała chrząknięcie mężczyzny i ponowną, szybką wymianę zdań po włosku, po czym kobieta odeszła z furią.

– Przepraszam za zachowanie mojej siostry.

– Pańskiej siostry? – Alcee podniosła wzrok, by napotkać spojrzenie mężczyzny, który teraz stał naprzeciwko biurka, które składała.

Wyciągnął do niej rękę. – Bastiano Verrilli. Jestem szefem ochrony korporacyjnej pana Lozano. Miło mi panią poznać, panno Mariani.

Sposób, w jaki wypowiedział jej nazwisko, wywołał dreszcz strachu na jej plecach. Jego oczy były ciemne i badawcze, a ona wiedziała bez cienia wątpliwości, że mężczyzna ten wie, kim jest. Nie byłby szefem ochrony Torquato Lozano, gdyby nie wiedział, kto przebywa na jego piętrze.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odszepnęła, nie wyciągając ręki, by uścisnąć podaną dłoń, lecz zamiast tego chowając się z powrotem pod biurkiem, by podłączyć kabel, który trzymała. Znajomy dźwięk uruchamiającej się drukarki sprawił, że uśmiechnęła się z ulgą. Jeszcze jedna rzecz z głowy.

– Kiedy pani tu skończy, ma pani przyjść do sali konferencyjnej, żeby spotkać się z panem Lozano.

Wystawiła głowę, uderzając czubkiem czaszki o twarde drewno. – Czy to polecenie od dyrektora generalnego? – Druga część jej pytania: „czy od dona” pozostała niewypowiedziana, ale to, jak stojący przed nią mężczyzna uniósł brew, zdradziło jej odpowiedź.

Pochylił się nad biurkiem; jego wielkie, mięsiste dłonie zacisnęły się na blacie, gdy spojrzał jej prosto w oczy. – Czy pani ojciec wie, że pracuje pani dla rodziny Lozano?

– Mojemu ojcu – stęknęła, szarpiąc za przedłużacz spod biurka – nic nie umyka, panie Verrilli. Jeśli jednak pyta pan, czy osobiście kontaktowałam się z nim, by informować go o moich codziennych zajęciach, to od chwili, gdy wyrzucił mnie z domu sześć lat temu, nie wolno mi z nikim z rodziny Mariani rozmawiać. Poza sporadycznymi telefonami od moich braci, którzy łamią jego rozkazy, aby sprawdzić, co u mnie słychać, z nikim innym z rodziny nie rozmawiałam. Jeśli mój ojciec wie, czym się zajmuję, to dlatego, że sam to sprawdził, a nie dlatego, że dobrowolnie udzieliłam mu takich informacji.

Mężczyzna wydawał się zaskoczony. – Wyrzucił panią?

– W chwili, gdy mój ojciec odkrył, że jedyna rzecz, której używał, aby przehandlować mnie panu Lozano, nie była już nienaruszona, wywalił mnie na zbity pysk. Kosztowałam go mnóstwo pieniędzy i utratę twarzy.

– Pan Lozano anulował kontrakt.

– Owszem, ponieważ moja błona dziewicza nie była już nienaruszona. Bez mojego dziewictwa nie miałam już dla rodziny żadnej wartości, więc mnie wyrzucono. Przypuszczam, że to było lepsze niż kula, którą mi groził.

– Chwileczkę, chwileczkę – pan Verrilli wydawał się całkowicie zdezorientowany. – Chce mi pani powiedzieć, że pani ojciec wyrzucił panią, bo nie była pani dziewicą?

– Tak. Obiecał moje dziewictwo panu Lozano, a ja złamałam ten pakt.

– Pan Lozano zerwał umowę, ale nie dlatego, że... – Przerwał, jakby uświadomił sobie, że mówi za dużo. – Proszę mi wybaczyć.

Skrzywiła się, widząc, jak niemal biegiem ruszył do sali konferencyjnej na końcu korytarza.

Mężczyźni z mafii byli dziwni.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Zwolniony, część II - Mężczyzna, który kupił moją dziewictwo, jest moim zaaranżowanym mężem | StoriesNook