Machnęłam lekceważąco ręką. – Sprawy klubowe, nieważne. Pomijając twoją wciśniętą mi na siłę ochronę, nie łączą mnie z Klubem żadne więzi, Mack, więc jestem wolnym strzelcem.
– Gówno prawda. – Mack spochmurniał. – Zapytam cię więc jeszcze raz. Po jaką cholerę tu przyszłaś, skoro wiedziałaś, że nie mam dziś dyżuru?
Przygryzałam dolną wargę, próbując wymyślić sensowny argument.
– Kim...
–






