Danielle
– Potrzebujesz czegoś, skarbie?
Podskoczyłam (ponownie) i odwróciłam się, by zastać się z podbródkiem na wysokości pępka bardzo postawnego mężczyzny, z którym Booker rozmawiał wcześniej. Spojrzałam w górę i się skrzywiłam. Był blondynem o głęboko niebieskich oczach i wyglądał groźnie.
– Cześć. Jestem Dani.
– Cześć, Dani – powiedział z uśmiechem.
– Cześć – powtórzyłam, robiąc krok w tył, by zyskać trochę przestrzeni, ale udało mi się jedynie wpaść na krawędź biurka. Nie zamierzałam się krzywić w jego obecności, ale przygryzłam wnętrze policzka na tyle mocno, że poczułam krew.
– Już to mówiłaś.
– Yyy, no tak. Mówiłam. Świetny zmysł obserwacji. – O mój Boże, on nie jest pięciolatkiem. Weź się w garść, Dani. – Yyy, przepraszam, jeśli nie powinnam tu wchodzić, szukałam książki telefonicznej.
– Szukasz książki telefonicznej – powiedział i podszedł o krok bliżej.
– Tak. Książki telefonicznej. Macie tu taką? Muszę zadzwonić po taksówkę. Mógłbyś się trochę cofnąć, proszę? – No naprawdę. Gdzie niby miałam uciec? Właśnie zapędził mnie w kozi róg. Wzięłam głęboki oddech.
– Musisz zadzwonić po taksówkę – powtórzył, a jego głos był niski i chropowaty.
Wypuściłam z siebie sfrustrowane westchnienie. – Tak, muszę zadzwonić po taksówkę.
– A co z Uberem albo Lyftem?
– Mój telefon padł – wyjaśniłam. – Ale nawet gdyby nie padł, jest za stary na tę aplikację, a mój brat nie może po mnie przyjechać. Wciąż jest na komendzie. – Dlaczego czułam potrzebę zdradzania tak wielu informacji?
– Komendzie? Jak na komendzie uzupełnień?
– Nie.
Mack zmarszczył brwi. – W sensie, na komendzie policji?
Szlag!
Przygryzłam wargę. – Przepuścisz mnie, proszę? Denerwujesz mnie, a ja chcę tylko zadzwonić do kogoś, żeby mnie odebrał i zawiózł do domu.
– Odwiozę cię do domu – powiedział Booker, wchodząc z powrotem do środka z gniewnym grymasem skierowanym w stronę „wielkiego motocyklisty” przede mną. – I odsuń się od niej, do cholery, Mack. Widzisz, że jest przerażona.
– Powiedziała ci, że jej brat jest gliną? – zażądał odpowiedzi Mack.
– Właściwie to detektywem – poprawiłam, po czym spuściłam głowę. Musiałam się zamknąć w cholerę.
– Odsuń się od niej, do kurwy nędzy – powtórzył Booker. Poświęciłam chwilę, by na niego spojrzeć, a jego wyraz twarzy był trochę przerażający. Posłał swojemu przyjacielowi takie spojrzenie, jakby miał go zabić, gdyby ten nie zrobił tego, co mu kazał. Zamiast sprawić, że poczułam się nieswojo, poczułam się chroniona. Kolejny wyraźny sygnał, że jest ze mną coś z gruntu nie tak.
Mack wyszczerzył zęby, unosząc ręce w geście poddania, po czym odsunął się ode mnie. Przemknęłam dookoła biurka i znów na otwartą przestrzeń, trzymając torebkę przed sobą... nie jestem pewna, w jakim celu. Po prostu jakoś poczułam się przez to trochę bezpieczniej.
– Chodź. Odwiozę cię do domu – powiedział Booker.
– Nie, w porządku. Jeśli po prostu zamówisz mi taksówkę, będzie dobrze.
Booker pokręcił głową. – Zamykamy, skarbie, a na taksówkę trzeba trochę poczekać, więc po prostu pozwól mi odwieźć cię do domu.
Przełknęłam ślinę.
– Co? – zapytał.
Zerknęłam na Macka, a potem z powrotem na Bookera. – Yyy... czy motocykle nie są bardzo niebezpieczne?
Booker zdawał się wymienić z Mackiem kolejne tajemnicze spojrzenie, zanim obaj wybuchnęli śmiechem.
Przyciągnęłam torebkę bliżej. – Cóż, jeśli zamierzacie tam stać i śmiać się ze mnie, to z pewnością wolę zadzwonić po taksówkę.
Najwyraźniej jestem cholernie przezabawna, kiedy jestem przerażona do granic możliwości, ponieważ Mack zaczął się śmiać jeszcze głośniej.
– Mam pick-upa – powiedział Booker, gdy już spoważniał.
– Z łopatą i plandeką na pace czy bez?
Booker zmarszczył brwi. – Słucham?
– Nic. Nieważne. – Doszłam do wniosku, że jeśli zamierzał mnie zamordować, na tym etapie i tak niewiele mogłabym z tym zrobić. – Tak, podwózka do domu byłaby bardzo mile widziana.
Booker skinął głową i machnął ręką w stronę rolowanych drzwi.
– Miło było cię poznać – powiedziałam do Macka i ruszyłam na zewnątrz.
– Ciebie również, mała – rzucił Mack do moich pleców.
Booker zaprowadził mnie do swojego forda F-150, a ja odwróciłam się do niego przodem. – Mogę prosić o pożyczenie twojego telefonu?
– Że co?
– Twojego telefonu. Mogę go na sekundę pożyczyć?
Sięgnął do kieszeni i mi go podał. – Śmiało.
Stanęłam przed maską pick-upa i zrobiłam mu zdjęcie, razem z tablicą rejestracyjną, po czym wysłałam je do Kim, żeby wiedziała, kto wiezie mnie do domu i kiedy wyjeżdżam. Przynajmniej jeśli mnie zamorduje, będą mogli wytropić mojego zabójcę.
– Dzięki – powiedziałam, oddając mu telefon.
Znów posłał mi ten swój seksowny uśmiech i otworzył moje drzwi. Nie spodziewałam się po nim takiej galanterii, kiedy czekał, aż wejdę do środka, ale zamaskowałam zaskoczenie. Nie zdawałam sobie sprawy, że twardzi motocykliści robią takie rzeczy.
Booker zajął miejsce obok mnie i odpalił silnik, podczas gdy ja zapięłam pasy. Nie odezwał się słowem, gdy wyprowadził pick-upa z Arbor Lodge, a ja wykorzystałam ten moment, by przyjrzeć się jego pojazdowi. Był nowy i, że tak powiem, wyposażony we wszystkie możliwe bajery. Skórzane fotele, drewniane intarsje i zarąbisty system stereo... w każdym razie wyglądał na zarąbisty system stereo. Obecnie był wyłączony.
Minęło około dziesięciu minut i osiągnęłam swój limit przebywania w ciszy. – Twoje prawdziwe imię to nie Booker, prawda? – Zerknął na mnie i pokręcił głową, po czym znów skupił się na drodze. – Zamierzasz mi zdradzić swoje prawdziwe imię?
– Austin Carver.
– Och – wyrwało mi się, nie potrafiąc ukryć zaskoczenia.
Uśmiechnął się. – Nie tego się spodziewałaś?
– Właściwie to nie. Nie zrozum mnie źle, to ładne imię. Brzmi słodko, ale chyba spodziewałam się, że będziesz jakimś Maverickiem albo kimś w tym stylu.
– Maverickiem?






