Danielle
Mój dzwonek zadzwonił godzinę po wyjściu Bookera. Otworzyłam drzwi mojemu bratu, który pochylił się, by pocałować mnie w policzek, wręczając mi pudełko z telefonem w środku, po czym wszedł do mojego mieszkania. Mój brat był wysoki, miał nieco ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, blond włosy i piwne oczy. Wszystkie moje koleżanki się w nim podkochiwały, z poetyckim zacięciem rozwodząc się nad tym, jak bardzo przypominał Brada Pitta.
– Cześć – powiedziałam i zamknęłam drzwi.
– Hej. Gdzie twój samochód? – zapytał. – Nie ma go na parkingu.
– Jeden z facetów ze złomowiska zlecił odholowanie go gdzieś w celu wyceny. Zadzwoni do mnie jutro albo w piątek. – Zerknęłam na nowy telefon. – Cóż, zostawi mi wiadomość, a ja oddzwonię, bo właściwie nie może do mnie zadzwonić.
Elliot zachichotał. – Zrozumiałem, siostrzyczko.
– Zapominam, że jesteś mądrzejszy, niż wyglądasz. – Wyszczerzyłam się. – Chcesz wina albo piwa?
– Właściwie to muszę lecieć. Chciałem tylko upewnić się, że bezpiecznie dotarłaś do domu. O której musisz być jutro w szkole?
– O siódmej.
– Chcesz, żebym po ciebie przyjechał?
– Och, tak. Szlag. Nawet nie pomyślałam o tym, jak dotrę do pracy – przyznałam. – Jestem trochę rozkojarzona.
Skrzyżował ramiona. – Jak randka w ciemno?
– O mój Boże, była do bani. Tak bardzo do bani. Był nudny przez duże N. Gadał bez przerwy o życiu rozrodczym jedwabników.
– Byłabyś dobrze ubrana.
– Byłabyś ubrana w rzeczy, które można prać tylko chemicznie. Pas – odparowałam.
Elliot zachichotał. – Wiesz, że mógłbym cię z kimś umówić.
– Nie – powiedziałam szybko. – Na razie skończyłam z randkami. Chcę się po prostu skupić na odzyskaniu swojego życia i może ponownym oszczędzaniu.
Twarz mojego brata posmutniała. – Dupek.
– Tak, wiem, Ell, ale nic nie możemy na to poradzić. Em zrobiła wszystko, co mogła od strony prawnej, a on spłaca zadośćuczynienie.
Nasza siostra, Emily, była prawniczką i od lat próbowała rozwiązać moje problemy z prawnego punktu widzenia.
– Sto dolców miesięcznie to jakieś gówno.
– Zgadzam się. Mam nadzieję, że Emily znajdzie coś więcej w jego finansach.
Elliot przyglądał mi się przez kilka pełnych napięcia sekund. – Okej, idę. Odbiorę cię jutro o szóstej trzydzieści.
– Dziękuję. Jesteś najlepszym starszym bratem na planecie.
Wyszczerzył zęby, a jego ciało nieco się rozluźniło. – Przecież wiem.
Szybko mnie przytulił, po czym wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na klucz i opadłam na kanapę. Rozdarłam plastikowe opakowanie zawierające telefon z klapką, podłączyłam go do ładowarki, włączyłam i zadzwoniłam do Kim.
– Tu Kim.
– Hej, to ja.
– Cóż, witaj, „ja”. – Kim zachichotała. – Dostałam twojego SMS-a. Genialne.
– Dziękuję – powiedziałam.
– Zakładam, że jesteś cała i zdrowa w domu?
– Nie, jestem pogrzebana żywcem w rowie na poboczu drogi.
– Och, gdzie? Przyjadę cię uratować.
Roześmiałam się. – Uwielbiam to, jak zawsze mnie chronisz.
– Po prostu lubię dawać – odparowała.
– Skoro o tym mowa, mogłabyś podać mi numer, z którego wysłałam ci te zdjęcia, proszę?
– Aha, jasne? Ale musisz mi powiedzieć, dlaczego.
– Jeden z facetów powiedział, że zadzwoni do mnie jutro z informacją o moim samochodzie, a ja chcę mu podać nowy numer.
– Hmm-mm, założę się, że tak – powiedziała. – Powiedz mi prawdziwy powód.
Jednocześnie uwielbiałam i nienawidziłam tego, że moja najlepsza przyjaciółka potrafiła przejrzeć mnie na wylot. – To jest prawdziwy powód.
– Jest ciachem? Twój „facet”, który jest „jednym z facetów”?
O mój Boże... czy był ciachem? To mało powiedziane. – To bandyta, Kim.
– Nie o to pytałam.
– Tak, jest przystojny... w taki dość szorstki sposób, jak sądzę.
– Hmm-mm, jasne – skwitowała. – Wyślę ci go SMS-em.
– Dzięki.
– Potrzebujesz jutro podwózki?
– Jesteś gotowa przyjechać po mnie o szóstej trzydzieści?
Sapnęła. – Rano? Eee, nie. Wybacz, po prostu nie kocham cię aż tak bardzo.
Zachichotałam. – Wiem. Ell mnie odbierze.
– Och, jak ja go uwielbiam.
– Wiem, kochana. Wszyscy go uwielbiają.
– Okej, wyślę ci ten numer i uderzam w kimono.
– Dzięki, Kim. Widzimy się we wtorek na lunchu, prawda?
– Koniecznie. Pa.
– Pa.
Siedziałam na kanapie, gapiąc się na telefon przez to, co wydawało się wiecznością, zanim nadszedł SMS od Kim. Numer pojawił się na ekranie, a moje serce zabiło szybciej z ekscytacji. Było tuż po dziesiątej, a o tej porze zazwyczaj leżałam już w łóżku, więc zastanawiałam się, czy on przypadkiem też nie śpi. Może nie odbierze, a ja mogłabym zostawić wiadomość. Przygryzłam wargę. Tak naprawdę nie wiedziałam, co zrobić. Czułam nieodpartą potrzebę, żeby do niego zadzwonić. Jakby to, że nie usłyszę jego głosu przed snem, miało sprawić, że nie będę mogła zasnąć.
– Dani, jesteś niedorzeczna – powiedziała do siebie, ale to nie negowało faktu, że mnie pociągał. I to bardzo.
Odłożyłam telefon i pociągnęłam łyk wina, a potem znów wzięłam telefon do ręki i zaczęłam się w niego gapić. Odłożyłam go ponownie i powtarzałam te czynności przez kilka minut, rozmyślając nad własną głupotą. W końcu zrzuciłam to na fakt, że miał mój samochód, a ja dzwoniłam tylko po to, by przekazać mu informacje. Nie miało znaczenia, że było po dziesiątej w czwartkowy wieczór. To były sprawy biznesowe, więc wybrałam numer.
– Siemasz.
– Yyy, cześć. Czy to Austin? – zapytałam. Brak odpowiedzi, więc zerknęłam na telefon, a potem znów przyłożyłam go do ucha. Może źle wybrałam numer. – Przepraszam. Musiałam pomylić numery.
– Dodzwoniłaś się do mnie, Dani. – Jego głos obmył mnie, zsyłając dreszcz wzdłuż kręgosłupa.
– Skąd wiedziałeś, że to ja? – zapytałam.
Zachichotał. – Nikt inny nie nazywa mnie Austinem.
– Och. Racja. Yyy, chciałam tylko, żebyś miał mój nowy numer na wypadek, gdybyś dowiedział się, co dolega mojemu samochodowi.
– I musiałaś mi to powiedzieć teraz?
Byłam oficjalnie idiotką. – Cóż, nie, chyba nie. Ale to było albo teraz, albo bardzo wcześnie rano, ponieważ o siódmej muszę być w pracy, a pomyślałam, że jeśli byś spał, to byś nie odebrał, więc zostawiłabym wiadomość. Nie spodziewałam się, że odbierzesz. – Szlag, znów gadałam od rzeczy.
– Zrozumiałem, skarbie.
– No to dobrze. Okej. Nie zatrzymuję cię.
– Prawdopodobnie dobry pomysł.
Powinnam była się rozłączyć. Ale jak zwykle byłam masochistką. – Dlaczego to prawdopodobnie dobry pomysł?
– Dani, nie jestem facetem dla ciebie.
Sapnęłam. – Słucham? Nigdy nie powiedziałam, że jesteś.
– Nie musisz mówić tego na głos, mała. Masz to wypisane na twarzy.
– Wcale nie mam! Wow. Zawsze jesteś taki nieuprzejmy, czy mam po prostu szczęście?
Zachichotał, a ja, niech to szlag, trochę się na ten dźwięk powierciłam. – Twój samochód to gówno.
– Zgaduję, że jedno i drugie – mruknęłam.
– Naprawdę nie powinnaś nim jeździć – ciągnął, ignorując moje bystre spostrzeżenie.
– Cóż, tylko na to mnie stać, więc nie mam wielkiego wyboru.
– Dlaczego tylko na to cię stać?
– Yyy, przepraszam bardzo, Panie Chamowaty, to nie twój interes.
Znów zachichotał.
Usiadłam prościej. – Cóż, niech ktoś do mnie zadzwoni z informacją, ile będzie mnie kosztować naprawa, a ja poproszę kogoś, żeby mnie zawiózł, żebym mogła go odebrać.
– Cztery tysiące siedemset dziewięćdziesiąt dwa dolary, to obecny kosztorys – powiedział.
Zakrztusiłam się. – Co?
– Twój silnik jest w zasadzie do wyrzucenia, Dani.
– Nie mam takich pieniędzy – szepnęłam, powstrzymując łzy. Byłam skłonna do odrobiny emocji, kiedy byłam wyczerpana.
– Zauważyłem, skarbie. Zastanawiam się dlaczego.
Odrzuciłam głowę do tyłu i zapatrzyłam się w sufit. – Jeśli musisz wiedzieć, pewien były ukradł moje oszczędności i tożsamość. Spędziłam ostatnie cztery lata próbując oczyścić swoje imię i doprowadzić do jego skazania, a teraz mam tyle szczęścia, że dostaję sto dolców miesięcznie w ramach rekompensaty. Pieniądze, które mi ukradł, najwyraźniej wydał... albo, co bardziej prawdopodobne, ukrył... i spędził trzydzieści dni w areszcie okręgowym. W ramach bonusu dostał trzy lata w zawieszeniu. Ja z kolei mam zdolność kredytową w kiblu i muszę używać karty kredytowej mojego tatusia, żeby radzić sobie z nagłymi wypadkami, a to z pewnością jest jeden z nich. Jednak naprawdę nie chcę, żeby musiał płacić pięć kawałków za samochód, który nawet nie jest tyle wart. – Jęknęłam. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie podzieliłam się tym wszystkim z wirtualnym nieznajomym, tym bardziej że poza moją rodziną i dupkiem, który ukradł mi pieniądze, Kim była jedyną inną ludzką istotą, która znała tę historię. – Przepraszam. Zbyt dużo informacji.
– Ile ci ukradł? – zapytał Austin... nie, zażądał odpowiedzi.
– Słucham?
– Ile ukradł ci ten dupek? – Brzmiał na wściekłego.
– To nieistotne – szepnęłam.
– Dani. Ile ci ukradł?
– Pięćdziesiąt cztery tysiące sześćset siedemdziesiąt osiem dolarów i szesnaście centów – wypaliłam. – A to tylko to, co wyciągnął z oszczędności. Obciążył na kolejne sześćdziesiąt tysięcy karty kredytowe, które założył na moje nazwisko.
– Ja pierdolę. Serio?
– Serio. Oszczędzałam na dom. – Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach, gdy wspomnienia o zdradzie Stevena zalały mnie na nowo. – W każdym razie, to nie twój problem. Yyy, porozmawiam z tatą i wymyślę, co zrobić z samochodem. Naprawdę doceniam twoją pomoc. Porozmawiamy jutro. Pa. – Rozłączyłam się i wcisnęłam twarz w poduszkę dekoracyjną, żeby krzyczeć. Nie miałam zbyt wiele czasu na tarzanie się w użalaniu się nad sobą, gdy telefon zadzwonił w mojej dłoni. – Halo?
– Jak ten skurwiel miał na imię? – zażądał odpowiedzi Austin.
– Słucham?
– Ten dupek, który ukradł ci pieniądze. Jak on się nazywa?
– A po co?
– Mała, jak on się nazywa? – powtórzył ściszonym głosem.
– Steven.
– Steven jak?
– Nikt.
– Dani, podaj mi jego pieprzone nazwisko.
– Nie – podkreśliłam. – To nie twój interes. – Usłyszałam, jak bierze głęboki oddech, a potem rozległo się pukanie do moich drzwi. Zmarszczyłam brwi. – Muszę kończyć, ktoś puka do drzwi.
– Ta, powinnaś otworzyć, skarbie.
– Nie otwieram drzwi o dziesiątej w nocy, Austin. Wbrew pozorom, nie jestem idiotką.
Zachichotał. – Otwórz je, mała.






