Danielle
Opuścił stopy na podłogę i obrócił się przodem do mnie. "Nie?"
Pokiwałam głową, po czym potrząsnęłam nią przecząco.
Austin uśmiechnął się, odstawiając piwo na stolik kawowy i podnosząc się na równe nogi. Wziął moje wino i postawił je obok swojego piwa.
"Co robisz?" – zapytałam, odchylając się do tyłu, jakbym mogła dzięki temu zyskać trochę przestrzeni. Głupia ja.
Schylił się, wsuwając jedno ramię pod moje kolana, a drugie za moje plecy, podnosząc mnie tak, jakbym ważyła nie więcej niż małe dziecko, po czym usiadł z powrotem na kanapie ze mną na swoich kolanach.
"Austin?" – pisnęłam.
"Tak, mała."
"Co ty robisz?"
"Cóż, piłem piwo." Gładził mnie po włosach, uśmiechając się jak wariat.
Próbowałam zsunąć się z jego kolan, ale trzymał mnie mocniej. "Naprawdę mnie dezorientujesz."
"Rozumiem to."
"Więc dlaczego to robisz?"
Zaśmiał się. "Bo to zabawne."
Westchnęłam. "Rozłożysz mi naprawę auta na raty?"
"Nie."
"Nie dam rady ci zapłacić bez rozłożenia tego na raty, Austin."
Przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze. "Wiem."
Odepchnęłam jego rękę. "Spodziewasz się, że się z tobą prześpię?"
"Z powodu tego, że naprawiłem ci samochód, nie."
"Co?"
"Mała" – powiedział z westchnieniem. "Próbujemy tu coś ustalić. Chcę cię poznać, więc będziemy się poznawać."
"Ponieważ ty chcesz mnie poznać, to będziemy się poznawać?"
"Tak."
"A co, jeśli ja nie chcę poznać ciebie?"
Usiadł trochę prościej i mnie pocałował. Zafascynował mnie swoimi ustami. To było niesamowite... i przerażające, a jednak nie mogłam zrobić niczego poza czuciem, więc to robiłam. I było to przytłaczające, piękne i ogarniające wszystko. Całował mnie tak, jakby tonął, a ja była jego oddechem.
Odzyskałam zmysły i przerwałam pocałunek, opierając czoło o jego czoło. "Co ty ze mną robisz?"
Uśmiechnął się, całując mnie znów krótko. "A co chcesz, żebym z tobą robił?"
"Myślę, że byłoby najlepiej, gdybym na to nie odpowiadała."
Austin ponownie przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze. "Cholera, urocza jesteś."
"Naprawdę nie zamierzasz pozwolić mi zapłacić za samochód?"
"Naprawdę nie pozwolę ci zapłacić za twój samochód". Uścisnął mnie delikatnie. "Mack myślał, że jest gorzej, niż było. Hatch to obejrzał i powiedział, że zajmie to mniej niż trzy godziny."
"Pięć kółek to całkiem sporo, Austin."
Uśmiechnął się. "Gdybyś była kimś z ulicy, tyle byśmy z ciebie zdarli. Części kosztowały mniej niż trzysta. Reszta to robocizna."
"Powinnam przynajmniej porozmawiać o spłacie w ratach z tym, kto go naprawił. Hatch, prawda?"
"Ja go naprawiłem, Dani."
"Ty?" Spojrzałam na jego dłonie. Wciąż były wolne od smaru.
Uśmiechnął się. "Miałem rękawiczki, mała."
"Myślałam, że użyłeś słowa »ja« w ogólnym sensie, oznaczającym, że to zorganizowałeś" – powiedziała.
"Wychwyciłem to."
Ujęłam jego twarz w dłonie. "Naprawiłeś mój samochód."
"Naprawiłem twój samochód."
"Dziękuję."
"Nie ma za co."
"Mogę już zejść z twoich kolan?" – zapytałam.
"Za minutę."
Nie powiedziałam nic, ale spodobała mi się ta odpowiedź. Podobało mi się to, gdzie byłam. Przy nim czułam się chroniona.
"Zadałaś mi wcześniej pytanie" – powiedział.
"Jakie?" Moja twarz zapłonęła.
"O mój sposób wysławiania się."
"Komentarz o byciu zbirem?"
Zaśmiał się. "Ta, ten."
"Przepraszam. To było nieuprzejme."
"Chcesz, żebym na nie odpowiedział?" – zapytał.
Wzruszyłam ramionami. "Jeśli chcesz."
"Poznajemy się, prawda?"
Skinęłam głową. "Mogę już zejść z twoich kolan?"
Pokręcił głową, a moje serce przyspieszyło. Był wyborny.
"Więc mogę chociaż dostać swoje wino?" – zapytałam. Uśmiechnął się, chwytając mnie mocniej, po czym pochylił się, podniósł kieliszek wina ze stołu i mi go podał. Uśmiechnęłam się. "Dziękuję."
Austin pocałował mnie znowu, a ja uśmiechnęłam się w jego wargi. "Schodzimy z tematu."
Skinął głową. "Lubię z tobą schodzić z tematu."
Znowu się oblałam rumieńcem.
"W każdym razie, jestem geniuszem" – powiedział.
"Słucham?" Zakrztusiłam się łykiem wina i odkaszlnęłam, by oczyścić gardło. Austin masował moje plecy, dopóki nie udało mi się złapać tchu. "To ostatnia rzecz, jakiej spodziewałam się usłyszeć z twoich ust."
Zaśmiał się. "Wychwyciłem to."
"Naprawdę jesteś geniuszem?"
"Naprawdę jestem geniuszem. Moje IQ wynosi sto siedemdziesiąt jeden."
"Przestań." Wpatrywałam się w niego przez sekundę, licząc, że może drgnie, zdradzając kłamstwo. Nie drgnął. "Jeśli jesteś geniuszem, jakim cudem jesteś członkiem gangu?"
Uniósł brew. "Gangu?"
"Błagam cię, przyznam, że żyłam pod kloszem, ale wiem wystarczająco dużo, by zdawać sobie sprawę, że kluby motocyklowe to w dużej mierze gloryfikowane gangi, Austin."
Roześmiał się. "Ja pierdolę, jesteś urocza."
Pchnęłam go w ramię, zsunęłam się z jego kolan i podniosłam na równe nogi.
"Co powiedziałem?" – zapytał.
"Nic."
"Mała. Nie gram w takie gry. Coś wlazło ci w tyłek. Powiedz mi co."
"Skoro musisz wiedzieć, uderzyłeś w czuły punkt" – warknęłam.
"Bez jaj." Pochylił się do przodu, opierając przedramiona na kolanach. "Jak to zrobiłem?"
Przygryzłam wargę i odstawiłam wino na jeden z bocznych stolików. Zrobiłam sobie minutę przerwy, by mu się przyjrzeć, po czym uznałam, że skoro chciał mnie poznać, to mnie, do cholery, pozna. Wiedziałam, że kiedy to zrobi, ucieknie najdalej jak potrafi i nigdy nie obejrzy się za siebie. "Jestem najmłodsza w rodzinie. Byłam tym, co można opisać jedynie jako niespodziankę. Elliot miał dziesięć lat, kiedy moja mama odkryła, że jest w ciąży ze mną, Emily miała dwanaście. Myśleli, że już skończyli."
"Okej" – powiedział.
"Zawsze byłam »urocza« i »słodka«, i »naiwna«" – nakreśliłam w powietrzu cudzysłów po każdym określeniu – "a do tego jeszcze do niedawna miałam »szczęście« być dziewicą. Ponieważ moja siostra jest zastępcą prokuratora okręgowego, brat detektywem, a ojciec komendantem policji, zawsze żyłam w bańce nadopiekuńczości. Jeśli podobał mi się jakiś chłopak, a ja jemu też, albo mój brat groził mu śmiercią, jeśli mnie dotknie, albo nigdy nie wychodziło to poza pocałunek, kiedy dowiadywali się, z kim będą mieli do czynienia". Wzięłam głęboki wdech. "I wiesz co? Mieli rację, bo ten jedyny facet, który przez to wszystko przebrnął, okazał się tym, który ukradł wszystkie moje pieniądze! Bardzo ciężko pracowałam, żeby o tym wszystkim zapomnieć, ale kiedy mówisz do mnie tak, jakbym była tylko uroczą buzią, uderzasz w czuły punkt i przypominasz mi, jak niewiarygodnie wręcz jestem głupia."
"Żebym miał pewność, że dobrze cię zrozumiałem". Austin wstał i zniwelował dzielącą nas odległość. "Ponieważ uważam, że jesteś piękna i seksowna jak diabli, to sprawiło, że poczułaś się głupia?"
Prychnęłam. "Nie jestem seksowna."
"Mała." Zmarszczył brwi. "Jesteś."
"Jestem gruba."
"Ja pierdolę, wcale nie jesteś". Spochmurniał. "Masz prawdziwe ciało, mała. A nie kościsty tyłek modelki z wybiegu w stylu »zjedz pieprzoną kanapkę«. I tak przy okazji, większość mężczyzn lubi trzymać za coś miękkiego. Ja lubię."
"Austin" – zganiłam go i spojrzałam na swoje stopy. "Przestań."
"Hej". Przesunął dłoń na moją szyję, a jego kciuk gładził mój puls, po czym uniósł mój podbródek. "Rozumiem, że ten dupek cię zniszczył, i zamierzam się z tym zająć, ale musisz coś wiedzieć. Nie kłamię. Więc kiedy mówię, że jesteś urocza, to znaczy, że jesteś kurwa urocza, ale to również oznacza, że uważam cię za zabawną i z tego, co widziałem do tej pory, bystrą. Szlag, mała, twoje spostrzeżenia i poczucie humoru nie należą do osoby głupiej. A potem dodaj do tego fakt, że chcę cię pieprzyć... to znaczy, że jesteś seksowna jak diabli."






