languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

  Danielle

  No szlag!

  Podszedł do mnie z powrotem. – Wszystko okej?

  – Klub motocyklowy? – zapytałam.

  Skinął głową.

  – Coś jak Hells Angels?

  Booker uśmiechnął się z politowaniem. – W teorii.

  – Szlag. – Spojrzałam na niego. – Naprawdę powinnam już iść.

  – Dokąd, skarbie? W promieniu ponad mili nie ma tu niczego.

  – Wyjaśnij mi coś. Jesteście klubem, bo macie naprawdę fajne motocykle i lubicie czasem spędzić razem czas przy piwie, czy jesteście jakimiś wyjętymi spod prawa czy coś w tym stylu?

  – Ponieważ to sprawy klubu, to nie twój interes.

  – Jasne. – Nie potrafiłam przestać konwulsyjnie przełykać śliny. – Po prostu wskaż mi kierunek do najbliższego miejsca, w którym mogłabym zadzwonić, a przestanę ci zawracać głowę.

  – Około dwudziestu pięciu jardów przed tobą.

  – Nie rozumiesz – szepnęłam. – Nie mogę tam wejść.

  – A to niby dlaczego?

  – Ponieważ mój tata jest, kurczę, komendantem policji – wypaliłam, zanim uświadomiłam sobie, że właśnie wyrzuciłam z siebie coś, co mogłoby sprawić, że w mgnieniu oka zostanę zabita lub porwana, w zależności od tego, w czyje ręce trafiłaby ta informacja.

  – Robisz sobie ze mnie jaja.

  Pokręciłam głową. – Chciałabym.

  – No to mnie pieprz.

  – Nie, dziękuję – rzuciłam uszczypliwie. Cięte riposty były moją specjalnością, zwłaszcza gdy się denerwowałam.

  Przechylił głowę. – Nie byłabyś rozczarowana, mała.

  Zacisnęłam usta w wąską linię, siłą woli zmuszając się do milczenia.

  Booker zachichotał. – Warsztat jest czysty, słoneczko. W pełni legalny, choć pewnie będzie lepiej, jeśli odwiozę cię do domu, zamiast żeby twój tatuś po ciebie przyjechał.

  – Właściwie to byłby mój brat... albo Kimmie. Kim to moja najlepsza przyjaciółka. Nie żeby cię obchodziło, kto jest moją najlepszą przyjaciółką. – Wzięłam głęboki oddech; plątanie się w zeznaniach nie było teraz najlepszą opcją.

  Znów się uśmiechnął. Boże, miał piękny uśmiech. Oczywiście był to z tych uśmiechów, przez które opadają majtki, ale na razie nie zamierzałam reagować... moja bielizna musi pozostać na swoim miejscu. – Jest nas tu teraz tylko sześciu, więc wciągniemy twój samochód na plac, wezmę twoje dane i odwiozę cię do domu.

  Przełknęłam ślinę. – Powinnam zadzwonić do brata.

  – Więc wciągniemy twój samochód na plac, a ty będziesz mogła zadzwonić do brata.

  Skinęłam głową i pozwoliłam mu poprowadzić się przez duży parking, otoczony dwuipółmetrowym ogrodzeniem z drutem kolczastym na szczycie. Poszłam za nim w ciepło skromnej, ale czystej poczekalni. Wyglądała jak poczekalnia w moim lokalnym punkcie wymiany oleju, co z jakiegoś powodu mnie zaskoczyło. Nie jestem pewna, czego się spodziewałam. Może rozkładówek z „Playboya” z około osiemdziesiątego czwartego porozklejanych na ścianach?

  – Telefon jest na ladzie – powiedział Booker. – Wybierz dziewiątkę, żeby połączyć się z miastem.

  Skinęłam głową i podniosłam słuchawkę, wybierając numer, podczas gdy on otworzył drzwi i krzyknął: – Mack! Potrzebuję cię z przodu.

  – Halo? – odebrała Kim, brzmiąc na zdezorientowaną.

  – Kimmie, hej, to ja – szepnęłam.

  – O mój Boże, Dani! – W tle słyszałam dźwięki z restauracji, w której pracowała. – Odchodziłam od zmysłów. Rozumiem, że twój telefon znowu padł?

  – Tak. – Zerknęłam w prawo i zobaczyłam Bookera rozmawiającego z kimś po drugiej stronie pokoju, poza zasięgiem słuchu. – Jest oficjalnie martwy, całkiem martwy.

  – Skąd dzwonisz? – zapytała.

  – Yyy, z jakiegoś złomowiska, przed którym jakimś cudem udało mi się zepsuć.

  – Oczywiście, że tak – powiedziała Kimmie z chichotem. – Dzwoniłaś do Ell?

  – Yyy, nie mogę.

  – A to dlaczego?

  – Właścicielem warsztatu jest klub motocyklowy – szepnęłam i znów zerknęłam na drzwi, żeby upewnić się, że Booker nie słucha.

  – I co z tego? – odszepnęła.

  – Halo, widziałam ten serial o Sam Crow... nie są całkowicie legalni.

  Kim wybuchnęła śmiechem; zdradliwe prychnięcie świadczyło o tym, że nie jest w stanie opanować wesołości.

  – Kimmie – warknęłam.

  – O mój Boże, Dani, jesteś urocza. Naprawdę – powiedziała i znów się roześmiała.

  – Och, zamknij się – wycedziłam. – Wiesz, że jeśli zadzwonię do Elliota, to on się cały...

  – Dani? Kluczyki, mała – zażądał Booker.

  Aż podskoczyłam, bo nie widziałam, jak do mnie podszedł. – Yyy, poczekaj sekundę – powiedziałam do Kim i pogrzebałam w torebce. Odpinając kluczyk do samochodu od reszty kluczy, podałam mu go, a on skinął głową, po czym znów mnie zostawił. – Okej, jestem z powrotem.

  – Kto to był? – zapytała Kim.

  – Jeden z mężczyzn, którzy tu pracują.

  – Yyy, znał twoje imię i nazwał cię „mała” – zauważyła. – Myślę, że celowo udajesz głupią.

  – Ma na imię Booker – powiedziałam.

  – Brzmi smakowicie.

  – E tam – skłamałam.

  – Zadzwoń do Elliota, Dani. Albo mogę po ciebie przyjechać, kiedy skończę pracę za godzinę.

  – Nie – odpowiedziałam z westchnieniem. – Zadzwonię do Ell.

  – Dobrze. Pożycz jego telefon i zadzwoń do mnie, kiedy dotrzesz do domu, okej? Muszę pozbierać zamówienia.

  – Jasne. – Byłam w połowie wybierania numeru brata, gdy Booker wrócił, więc odłożyłam słuchawkę i wymusiłam uśmiech.

  – Dzwoniłaś do brata, przyjaciela czy kogokolwiek innego? – zapytał.

  – Do Kim. Tak. Wciąż jest w pracy. Właśnie miałam zadzwonić do brata.

  – Dlaczego tego nie zrobisz, a potem podasz mi trochę informacji, podczas gdy będziemy na niego czekać.

  Skinęłam głową i ponownie podniosłam słuchawkę. Włączyła się poczta głosowa. – Hej, Ell, to ja. Zepsuł mi się samochód w Portland i zastanawiałam się, czy mógłbyś po mnie przyjechać. Jestem u... – Spojrzałam na Bookera z prośbą o pomoc, a on podał mi wizytówkę. Odczytałam na głos adres i numer telefonu Big Ernie's Wreck 'n' Tow, a potem się rozłączyłam. – Poczta głosowa.

  – Zauważyłem, mała – powiedział.

  Moje policzki zapłonęły. – Jasne.

  Booker wszedł za ladę i podał mi kartkę papieru z logo Big Ernie's. – Napisz swój adres i numer telefonu, a ja zadzwonię, kiedy dowiemy się, co dolega twojemu samochodowi.

  – Planujecie go zezłomować?

  Uśmiechnął się i pokręcił głową. – Odholujemy go do warsztatu samochodowego i tam naprawimy.

  – Przypuszczam, że to jeden z tych innych biznesów?

  – Ta.

  Skinęłam głową. – Nie będę mogła odebrać, ale możesz zostawić wiadomość, a ja oddzwonię do ciebie z dobrego numeru.

  Skinął głową, a ja nabazgrałam swoje dane. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, ile wyniesie naprawa mojego samochodu, ale jako przedszkolanka mogłam niemal zagwarantować, że przekroczy to mój budżet. Znowu podskoczyłam, gdy zadzwonił telefon... byłam tak spięta, że tylko butelka merlota mogłaby choć trochę mnie uspokoić.

  – Big Ernie's – powiedział Booker, po czym uśmiechnął się do mnie. – Tak, jest tutaj.

  Podał mi słuchawkę. – Halo? – powiedziałam.

  – Jakim cudem wylądowałaś na złomowisku w Arbor Lodge? – zażądał wyjaśnień Elliot.

  W zamyśleniu obserwowałam, jak Booker i trzech innych mężczyzn wyszło na zewnątrz i udało się w stronę, gdzie zostawiłam samochód.

  – Nie mam pojęcia – przyznałam. – Byłam w Pearl i myślałam, że jadę w stronę Vancouver, ale najwyraźniej nie.

  – Jak na kogoś tak mądrego, twój zmysł orientacji jest żałosny.

  – Tak, doskonale zdaję sobie z tego sprawę – mruknęłam.

  – Gdzie jest twój telefon? – zapytał.

  – Martwy. – Westchnęłam. – I to tak naprawdę, całkowicie martwy.

  – Kupię ci nowy.

  – Nie musisz tego robić – zaoponowałam... po raz enty.

  – Wiem, siostrzyczko, ale twój upór zaczyna kolidować z moim harmonogramem – powiedział.

  Uśmiechnęłam się. Kochałam mojego brata, nawet gdy był irytujący. – Zaczyna?

  Zachichotał. – Jestem w środku czegoś; możesz tam posiedzieć przez chwilę?

  – Nie, w porządku. Wezmę taksówkę.

  – Która będzie cię kosztować tyle samo, co telefon – stwierdził.

  – Zrozumiałam, starszy bracie. – Zmarszczyłam nos. – Wielce ci dziękuję za tę bystrą obserwację.

  – Weź taksówkę na komendę, a ja stamtąd odwiozę cię do domu.

  – Nie, nie trzeba. Pojadę do domu.

  – Dani – powiedział z westchnieniem.

  – Elliot – przedrzeźniałam go z uśmiechem. – Serio. Wszystko jest okej. Obiecałam, że zadzwonię, i zadzwoniłam. Może i pracuję z pięciolatkami, ale nie jestem jedną z nich, więc się nie martw.

  – Och, bardzo zabawne. Jesteś pewna, że wszystko u ciebie w porządku?

  – Tak, wszystko gra. Wpadnij później, jeśli chcesz. Po prostu wracam do domu. Jutro muszę wcześnie być w pracy, więc położę się wcześniej.

  – A może wezmę ci telefon na kartę, a później zamówię jakiś porządny.

  – Dzięki, Ell. Oddam ci pieniądze – powiedziałam.

  – O to możemy się kłócić później. Muszę kończyć.

  – Okej, pa. – Rozłączyłam się i wsunęłam za biurko w poszukiwaniu książki telefonicznej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Motocyklista i grzeczna dziewczyna | StoriesNook