Danielle
W PIĄTEK PO POŁUDNIU położyłam ostatnią kartkę papieru na ostatnim stosie sprawdzianów, z których ocenianiem zwlekałam od tygodnia, i odchyliłam się na krześle. Sprawdzając zegarek, jęknęłam. Byłam prawdopodobnie ostatnią osobą, która została w szkole, a z perspektywą kolejnego wczesnego poranka, czułam się wyczerpana. Ale przynajmniej teraz byłam na bieżąco i mogłam cieszyć się weekendem.
Otwierając szufladę biurka, chwyciłam torebkę, w samą porę, gdy zabrzęczał mój nowy telefon. Znalazłam go zagrzebanego na dnie torby i odebrałam, nie sprawdzając, kto dzwoni. "Halo?"
"Hej, mała."
Zmarszczyłam brwi. "Austin?"
Zaśmiał się. "Twój samochód jest naprawiony."
"Ale jeszcze nie miałam okazji porozmawiać z tatą". Potarłam czoło; moje nieprzespane noce i zmartwienia finansowe przerodziły się w potworny ból głowy. "Muszę sprawdzić, czy kwota będzie mu odpowiadać. Czy większość warsztatów nie musi wcześniej uzyskać autoryzacji na naprawę? Co, jeśli nie będę w stanie za nią zapłacić? Szlag, Austin, nie wiem, czy dam radę ci zapłacić. Myślałam, że zadzwonisz do mnie wczoraj. Potrzebuję więcej czasu, żeby to ogarnąć."
"Mała, weź oddech" – powiedział.
Wzięłam, ale odkryłam, że muszę wziąć jeszcze kilka.
"Samochód jest zrobiony" – kontynuował. "Bez opłat."
"Co? Co masz na myśli mówiąc »bez opłat«?"
"Zazwyczaj oznacza to, że waluta w postaci pieniędzy nie zmieni właściciela."
"Zabawny jesteś." Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. "Ale smutny fakt jest taki, że nie mam pięciu tysięcy dolarów i nie czuję się zbyt komfortowo, prosząc o to tatę. W ciągu ostatnich kilku lat zbyt często wyciągał mnie z tarapatów."
Austin westchnął. "Mała. Koszty są pokryte."
"Wyjaśnij mi dokładnie, w jaki sposób są pokryte. Czego chcesz w zamian?"
"Możemy o tym pogadać, kiedy przywiozę twój samochód."
"Wiedziałam" – warknęłam. "Zapomnij. Możesz go zatrzymać."
Rozłączyłam się i rzuciłam telefon do torebki, a moja senność opuściła ciało szybciej, niż się pojawiła. Kipiąc ze złości, chwyciłam torebkę i kurtkę, a następnie wyszłam z klasy przez zewnętrzne drzwi. Zamknęłam je, minęłam sekretariat i pomachałam woźnemu, który odbierał śmieci z frontu szkoły.
Musiałam się przejść. Moje mieszkanie znajdowało się około trzech mil od szkoły, a brak samochodu był dobrą wymówką, by rozchodzić gniew, a przy okazji spalić trochę kalorii. Ostatnio byłam leniwa i przytyłam blisko trzydzieści funtów po zdradzie Stevena. Musiałam przestać się nad sobą użalać i zrobić coś z moją wagą. Napisałam do brata, informując go, że znowu nie potrzebuję podwózki, po czym ruszyłam w stronę domu.
Od pory lunchu temperatura spadła, więc zapięłam kurtkę, wsunęłam ręce do kieszeni i opuściłam głowę, osłaniając się przed wiatrem. Przeszłam zaledwie przecznicę, kiedy pożałowałam swojej decyzji o spacerze do domu w takim zimnie.
Już nie chciałam chudnąć. Chciałam zanurzyć się w gorącej wannie z kieliszkiem wina. Ta myśl wyciągnęła na światło dzienne fakt, że nie miałam już wanny godnej kąpieli, co z kolei przypomniało mi, że nie posiadam już również samochodu, co zaciągnęło mnie w króliczą norę gniewu i irytacji na niesamowicie przystojnego mężczyznę, który pokrzyżował moje plany. Odzyskiwałam swoje życie... a przynajmniej próbowałam, ale teraz Austin chciał w tym planie namieszać. Musiałam wymyślić sposób na zdobycie pieniędzy bez proszenia taty.
Wielkie jodły otaczające prywatną drogę prowadzącą do mojego mieszkania ukazały się moim oczom, a ja odetchnęłam z ulgą. Byłam w domu. Zadzwonię do brata i ułożymy plan działania. On będzie wiedział, co robić.
Skręciłam w drogę i przyspieszyłam kroku. Byłam już oficjalnie zmarznięta na kość i chciałam wejść do środka, by owinąć się kocem. Zobaczyłam parking... a także mój samochód. Zatrzymałam się zdezorientowana. Ruch kątem oka sprawił, że odwróciłam się i zobaczyłam Austina wysiadającego ze swojego pickupa.
Zmarszczył brwi. "Wracałaś na piechotę, Dani?"
"Słucham?"
"Wracałaś pieszo? Sama?"
Spojrzałam na niego. "Eee, tak. Nie mam samochodu."
"Kurwa." Potrząsnął głową. "Wczoraj też szłaś pieszo?"
"Nie, mój brat mnie podwoził, ale—"
"Masz." Sięgnął do kieszeni i wyciągnął kluczyk do mojego samochodu.
Pokręciłam głową. "Nie mogę za niego zapłacić, Austin."
"Bierz kluczyk, Dani." Wzięłam go, a on znowu zaklął. "Mała, twoja ręka jest jak lód."
"Zazwyczaj tak się dzieje, kiedy jest zimno."
"Nie masz rękawiczek?"
"Nie zabrałam ich, ze względu na to, że nie spodziewałam się wracać na piechotę" – przyznałam.
"Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?"
"Z jakiej racji miałabym dzwonić do ciebie?"
Ujął obie moje dłonie w swoje i zaczął je o siebie pocierać. "Odebrałbym cię."
"Z jakiej racji miałbyś mnie odbierać?"
Austin znów zmarszczył brwi. "Chodźmy do środka."
"Czekaj" – powiedziałam, próbując wyrwać dłonie. Trzymał je tylko mocniej. "Co ty tu robisz?"
"Mała." Spojrzał na mnie tak, jakbym była niespełna rozumu. "Przywiozłem ci samochód."
"Mam wrażenie, że mamy poważny problem z komunikacją" – mruknęłam.
Machnął ręką w stronę mojego mieszkania. "Pogadajmy w środku."
"Wchodzisz do środka?"
"Nie będę z tobą rozmawiał tutaj na mrozie." Posłał mi swój seksowny uśmiech. "Oczywiście nie musimy rozmawiać wcale. Zależy od ciebie."
Wypuściłam cicho powietrze. "Nie wiem, czego ode mnie chcesz."
"No chodź. Musisz się ogrzać" – powiedział.
Miałam przeczucie, że nie zamierza odejść, więc skinęłam głową i poprowadziłam go po schodach na górę. Otwierając drzwi, weszłam do środka i zapaliłam światło. Austin zamknął za nami i przekręcił zamek, a ja zrzuciłam kurtkę. Rzucił swoją na krzesło obok telewizora, ale kamizelkę zostawił na sobie.
"Dlaczego nie mówisz jak zbir?" – wypaliłam.
Zaśmiał się. "Słucham?"
"Nic. Po prostu mnie zignoruj." Rzuciłam torebkę na krzesło przy drzwiach. "Chcesz wina?"
"Masz piwo?"
"Eee, może. Sprawdzę." Weszłam do kuchni, by sprawdzić, czy Elliot coś zostawił, gdy ostatnio wpadł na kolację. Odsunęłam mleko na bok i znalazłam trzy butelki ulubionego portlandzkiego piwa mojego brata, mając nadzieję, że Austinowi posmakuje. Chwyciłam jedną, otworzyłam, a potem nalałam do kieliszka resztkę czerwonego wina, które popijałam przez ostatnich kilka dni.
Wróciłam do salonu i zastałam Austina wyciągniętego na mojej kanapie; stopy w ciężkich butach opierał na stoliku kawowym, a w dłoni trzymał pilota od telewizora, przeskakując po stacjach i wyglądając, jakby to miejsce należało do niego. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę, by wziąć piwo. "Dzięki, mała."
Podałam mu butelkę i kręcąc głową, usiadłam w fotelu obok kanapy.
"Co robisz?" – zapytał.
"Co masz na myśli?"
Poklepał poduszkę obok siebie. "Chodź tu."
"Eee, nie, dobrze mi tutaj. Dzięki" – powiedziałam i upiłam łyk wina.
"Mała, chodź tu."
"Nie."






