— Czas na moje leki — powiedziała oschłym tonem.
— Przyniosę ci. — Hatch wyciągnął telefon z kieszeni, kierując się do kuchni, i przyłożył aparat do ucha. — Jax, tu Hatch. Ryan Lundy zjawił się u Maisie. Ucisz go, kurwa, stary, bo inaczej Psy to zrobią. Gówno mnie obchodzi dlaczego, po prostu to załatw. To mój kurtuazyjny telefon. Drugiego nie będzie. — Westchnął. — Ta. Cześć. — Hatch podał mi






