languageJęzyk

1. Prolog

Autor: Clara Sunshine18 maj 2026

Dwadzieścia jeden lat temu...

To była noc moich trzynastych urodzin. Dzień, w którym powinienem był po prostu wyluzować z przyjaciółmi. Mieliśmy iść nad kanion. Rozpalić ognisko. Ale coś było nie tak. Czułem to. Zostałem w swoim pokoju, mówiąc im, że nie czuję się najlepiej.

Moje emocje siały we mnie spustoszenie, jakby chciały wyrwać się z okowów mojego ciała.

– Voktorze, co się dzieje? – zapytał miękki głos mamy zza drzwi.

– Po prostu zostaw mnie w spokoju, proszę. – Strach. Czułem strach, coś wewnątrz mnie się zmieniało. Zacisnąłem dłonie na parapecie, wpatrując się w księżyc.

– Zostaw go, nie jest tego wart – dobiegł mnie chłodny głos ojca. Zawsze mnie nienawidził; nawet nie wiem dlaczego.

Serce waliło mi w piersi. Nienawidziłem tego uczucia. Jakby coś wrzeszczało, domagając się wolności. Zamknąłem oczy, próbując się uspokoić. Ale to na nic, słyszałem ich wszystkich. Głosy w całym domu. Dlaczego tak się działo? Słyszałem każde jadowite słowo, które opuszczało usta ojca, gdy odchodzili.

– Valeriusie Volkov… to jeszcze dziecko, coś musi być nie tak – szepnęła mama do taty, gdy wchodzili do sypialni.

– To nieposłuszny kundel. Nic mu nie jest – prychnął. Gniew wypełnił mnie ognistą pasją. Dlaczego on mnie tak bardzo nienawidził? Serce łomotało głośno. Księżyc sprawiał, że czułem się dziwnie. Dlaczego akurat dziś musiała być pełnia? Odkąd pamiętam, podczas pełni zawsze byłem niespokojny. Oczywiście, byłem wilkołakiem, ale to nie było normalne, a przecież nie miałem jeszcze swojego wilka.

– Nie jestem nieposłuszny – szepnąłem. Co zrobiłem źle? Zawsze starałem się sprostać jego wymaganiom, ale nigdy nie byłem wystarczająco dobry.

– Jest bezwartościowym śmieciem. Ten tu zginie młodo. Uwierz mi. – Jego słowa sprawiły, że krew we mnie zawrzała. Moje paznokcie wbijały się w parapet. Z moich ust wyrwał się warkot. Widziałem czerwień, gdy odwróciłem się w stronę drzwi. Miałem dość słuchania tego wszystkiego.

Otworzyłem je gwałtownie i wypadłem na korytarz, kierując się do pokoju rodziców. Każda antagonistyczna uwaga padająca z ust ojca potęgowała moją wściekłość. Szarpnąłem ich drzwi, nawet nie zdając sobie sprawy, że wyrwałem je z zawiasów.

Matka krzyknęła, a ojciec wyglądał na zszokowanego.

– Co to, kurwa, jest… – szepnął, patrząc na mnie. Spojrzałem na niego, czując, jak przeszywa mnie rozdzierający ból. Miałem wrażenie, że moje kości płoną i pękają.

– Nie jestem śmieciem! Nie jestem nieposłuszny! – warknąłem, nie dbając o ból. Nie poznawałem własnego głosu, nie rozumiałem, co się dzieje. Oczy taty rozszerzyły się, gdy cofnął się, patrząc na mnie z dołu. Zmarszczyłem brwi – dlaczego patrzył na mnie w ten sposób? Przecież był ode mnie wyższy.

– Ty nędzny kundlu! Jak śmiesz! Czym ty, do diabła, jesteś?! – ryknął tata; był Alfą.

Zawsze nienawidził tego, że jego rozkaz Alfy nigdy na mnie nie działał. Wiedziałem, że to był powód. Powód, dla którego zawsze mnie bił, gdy go nie słuchałem. Chciał mi pokazać, że jest silniejszy. Ale dlaczego? Czy to aż tak wielka sprawa?

– Nie jestem bezwartościowy. Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?! – warknąłem; nie byłem w stanie rozpoznać własnego głosu.

– Mówiłem ci, że to wybryk natury… – szepnął tata, a w jego głosie słychać było wyraźną odrazę i pogardę. Gniew wybuchł we mnie z nową siłą i rzuciłem się na niego.

To było jak koszmar. Widziałem, co się dzieje, ale jednocześnie nie miałem nad tym kontroli. Widziałem swoje czarne, owłosione łapy z długimi pazurami, które wbijały się w ojca. Nic nie czułem, ale jednocześnie byłem dziwnie spokojny. A potem nagle wszystko pochłonęła czerń.

Kiedy odzyskałem przytomność, stałem nagi w sypialni rodziców. Pokój, który kiedyś był sielską sypialnią, teraz przypominał scenę z horroru. Wszędzie leżały poszarpane części ciał i krew. Ślady pazurów znaczyły każdy cal ścian i podłogi. Silny, metaliczny zapach krwi skaził powietrze. Cofnąłem się, przepełniony grozą. Spojrzałem na swoje dłonie. Dłonie, które były całe we krwi. Przebiegłem wzrokiem po podłodze. Pamiętałem, że zaatakowałem tatę, ale co z mamą?

Podbiegłem na drugą stronę wywróconego łóżka. Zamarłem, gdy zobaczyłem leżącą na podłodze dłoń z pierścionkiem. Pierścionek mamy… Ręka mamy. Nie… jak mogłem zaatakować mamę… Nie. Nie. Nie. Serce waliło mi w piersi, a ja pragnąłem móc cofnąć czas.

To ja to zrobiłem. Zamordowałem własnych rodziców i nie miałem pojęcia jak. Ale jedno było jasne. Tata miał rację. Byłem odmieńcem. Wybrykiem natury. Czymkolwiek się stałem, nie było to normalne.

To była moja pierwsza przemiana. Pierwszy raz, gdy odebrałem komuś życie. Ale z pewnością nie ostatni…

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 1: 1. Prolog - Niepokorna partnerka Króla Alfa | StoriesNook