languageJęzyk

6. Napięta kolacja

Autor: Clara Sunshine18 maj 2026

VOKTOR

Patrzyłem na rzekę; znajdowałem się tuż poza terytorium Watahy Karmazynowego Księżyca. Choć wysłałem wiadomość, że przybędę, nie mogłem się przemóc, by wejść na teren tej watahy. Przez myśl przemknęła mi młoda kobieta, którą uratowałem zeszłej nocy. Byłem pewien, że pochodziła właśnie stamtąd.

Było w niej coś szczególnego. Po pierwsze, nie patrzyła na mnie, gdy pytała, kim jestem. Po drugie, nie mogłem wybić sobie z głowy jej głosu. Był lekko chrypliwy, a jednocześnie zmysłowy. Była młoda. Mogłem to wywnioskować po jej idealnej skórze. Siedziała ze skrzyżowanymi nogami, ukrywając dolne partie ciała, a ramionami i włosami zasłaniała piersi. Jak na kogoś, kto właśnie został zaatakowany, wciąż zdawała się dbać o swoją skromność. Widziałem w życiu więcej kobiet, niż jestem w stanie spamiętać. Jeszcze jedna nie powinna mieć znaczenia...

To było pieprzone kłamstwo. Miałem ochotę odciągnąć jej ramiona, zobaczyć, co przede mną ukrywa, i to właśnie ta myśl wprawiła mnie w cholernie zły nastrój. Jasne, mógłbym iść ją odnaleźć i jestem pewien, że chętnie rozłożyłaby te swoje nogi. Ale fakt, że natychmiast mnie zainteresowała... Żałowałem, że nie przyjrzałem się porządnie jej twarzy, bo za bardzo rozproszyło mnie jej ciało. Pachniała też kurewsko nieziemsko. Jak czekolada z orzechami laskowymi. Jeśli miałem jakąś ludzką słabość, to była nią właśnie czekolada z orzechami. Dlaczego ta kobieta, do jasnej cholery, musiała pachnieć jak jedyna rzecz, o której mógłbym powiedzieć, że ją lubię? Podniosłem kamyk i wrzuciłem go do wody z głębokim grymasem na twarzy.

Jej wilk był lśniąco biały. Poruszała się zbyt szybko, by dojrzeć wszystko, ale z tego, co widziałem, nie miała na sobie żadnego innego koloru. Znałem tylko jednego innego jasnego wilka, a była nim Rhiannon Sterling. Luna tej właśnie watahy.

— Alfo, ruszamy? Jest już prawie wieczór, a mamy zjeść kolację z tutejszymi Alfami — powiedział Zale, jeden z moich wojowników.

— Chodźmy. — Wstałem, wyciągając świeżego papierosa. Miałem na sobie czarny t-shirt, skórzaną kurtkę i czarne dżinsy. Do tego czarne buty i byłem gotowy. Miałem głęboko gdzieś swoją reputację czy dbanie o wizerunek. Wróciliśmy do samochodów, a ja wsiadłem do swojego Lamborghini.

— Jak długo zostajemy, Alfo? — zapytał Zale, zanim zamknąłem drzwi.

— Około tygodnia. To coś było zbyt blisko ich watahy, a to nie pierwszy raz, kiedy kierują się w tę stronę. — Skrzywiłem się. Nie poszło na całość, by zabić, kiedy zaatakowało tę kobietę... Dlaczego?

20 minut później jechaliśmy przez tereny watahy, zwalniając przy otwartej bramie prowadzącej do rezydencji Alfy. Znajdowała się w bardziej zalesionym miejscu, niż się spodziewałem. Wąską drogę otaczały drzewa. Na raz mógł nią przejechać tylko jeden samochód. Minęliśmy kilku stojących tam wojowników i gdy tylko zaparkowałem przed średniej wielkości rezydencją, zobaczyłem Evarica i Rhiannon wychodzących przed dom. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do nich.

— Voktor — powiedział Evaric, wyciągając rękę. Wiedziałem, że skurczybyk mnie nie lubi. Posłałem mu beznamiętny uśmieszek.

— Evaric — odpowiedziałem, miażdżąc mu dłoń w uścisku, który odwzajemnił z równą pasją. Rhiannon przewróciła oczami i przerwała nasz uścisk dłoni.

— Miło cię w końcu gościć — powiedziała. — Co słychać u Ines i Mikhaila?

— Nie widziałem ich od miesięcy — odparłem ponuro. Nienawidziłem uprzejmych pogaduszek. Przywitała się z trzema wojownikami, którzy przyjechali ze mną: Zale’em, Travisem i Jackiem. Wyglądało na to, że wysłała komuś wiadomość przez więź, bo po moją torbę zjawiła się omega. Pozostała trójka miała spać gdzie indziej.

— I jak długo zamierzasz zostać? — zapytała, prowadząc mnie do środka.

— Tydzień lub coś koło tego. Muszę wyjaśnić kilka spraw.

— Co oznacza, że to nie są dobre wieści — Evaric zmarszczył brwi.

— Cóż, jesteś mile widziany tak długo, jak będziesz potrzebował — zaznaczyła Rhiannon.

Zapach pysznego jedzenia wypełnił powietrze i musiałem przyznać, że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ale to właśnie wtedy, wmieszany w aromat potraw, poczułem go. Ten sam odurzający zapach czekolady z orzechami laskowymi, ale jeszcze intensywniejszy. Skrzywiłem się mocno, spoglądając w stronę schodów. Zapach był silniejszy właśnie w tamtej części domu.

— Voktor? — zawołała Rhiannon, przyglądając mi się z lekkim niepokojem, gdy gapiłem się na schody. Posłałem jej chłodne spojrzenie i ruszyłem za nią do jadalni. Stół był już zastawiony dla ośmiu osób. — To Kaelen, nasz syn — przedstawiła go.

Kaelen był zdecydowanie młodszą wersją Evarica. Bardzo urósł, zupełnie jak Rykard-V. Uścisnęliśmy sobie dłonie i widziałem, że mnie ocenia. Pamiętałem go jeszcze jako dziecko. Jego i jego siostrę...

Moje myśli uleciały, gdy ten sam zapach uderzył we mnie z ogromną siłą. Odwróciłem się w stronę drzwi. Moje oczy rozbłysły czerwienią, gdy usłyszałem kroki. I wtedy weszła ona, młoda kobieta z zeszłej nocy... Przełknąłem ślinę, gdy nasze spojrzenia się spotkały.

Teraz, w jasnym świetle, widziałem jej szałwiowe oczy z uderzającym niebieskim pierścieniem. Jej pełne usta były lekko rozchylone. Kilka kosmyków włosów opadało jej na twarz. Przesunąłem po niej wzrokiem, taksując długą, niebieską sukienkę maxi w fioletowe kwiaty, która opinała jej górne partie ciała. Miała wąską talię i duży biust. Cholera, jak na kogoś, kto właśnie skończył osiemnaście lat, była całkiem niezła... Skrzywiłem się, czując rosnący gniew na samą tę myśl. Słyszałem jej galopujące serce. Tray, którą trzymała, lekko drżała w jej dłoniach. Przypomniałem sobie, że jest dosłownie o połowę młodsza ode mnie.

Evaric warknął i tym razem wyjątkowo mu się nie dziwiłem – dosłownie gapiłem się na jego córkę.

— Nasza córka, Aeliana. Pamiętasz ją?

— Właściwie to nie. Ale pamiętam ją z zeszłej nocy — rzuciłem, siadając przy stole bez zaproszenia.

— Z zeszłej nocy? — zapytała Rhiannon, gdy wszyscy zajmowali miejsca. Ku mojemu poirytowaniu, Aeliana usiadła naprzeciwko mnie, a jej drażniący zapach wypełnił moje nozdrza. Zerknęła na bliźniaków. Oboje wyglądali na zdenerwowanych. Uniosłem brew.

— Wasza córka została wczoraj ugryziona przez Manangala. Czyżbyście o tym nie wiedzieli? — zapytałem Evarica kpiąco, za co zarobiłem nienawistne spojrzenie od dziewczyny naprzeciwko.

— Czy to prawda? — zapytał Evaric, a jego oczy rozbłysły.

— Tato, nic mi nie jest. — Jej zmysłowy głos wywołał przyjemne mrowienie w moim ciele. Zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę byłoby tak źle trochę się zabawić przed wyjazdem. To znaczy, gdyby Evaric się dowiedział, byłby kurewsko wściekły, ale miałem to w dupie. To jego córka mnie, do cholery, kusiła. Zazwyczaj nie interesowałem się dziewczynami w tym wieku... Więc dlaczego teraz?

— Zostałaś ugryziona? Pytałam was oboje o wczorajszą noc — odezwał się lodowaty głos Rhiannon. Podeszła do Aeliany i ściągnęła jej mały kardigan z ramion, warcząc na widok rany, która była już niemal zagojona na jej gładkiej, śniadej skórze.

— Mogłaś, kurwa, zginąć — powiedział Evaric, przenosząc wzrok na syna. — Miałeś się nią opiekować.

— Porozmawiamy o tym później — ucięła krótko Rhiannon. Uniosłem brew.

— Nie krępujcie się, kontynuujcie tę pieprzoną kłótnię — powiedziałem, nakładając sobie jedzenie. Zauważyłem, że Aeliana mierzy mnie wzrokiem, więc uniosłem brew. To było całkiem intrygujące, że się mnie nie bała. Nawet jeśli kobiety mnie pragnęły, to zawsze towarzyszył temu strach.

— Nic mi nie jest. Czy możemy po prostu zjeść, proszę — powiedziała, odrywając ode mnie wzrok.

— Dobrze — odparła Rhiannon, siadając obok Evarica i całując go. Rodzinne dramaty. Oto dlaczego, kurwa, uwielbiam być sam.

------

Kolacja dobiegła końca, a moi ludzie udali się do domu watahy, gdzie mieli nocować. Napięcie między Sterlingami było wyczuwalne. Choć Evaric próbował zagajać o pracy, Manangalach i Wendigo, wiedziałem, że kipi w środku. Jego oczy co chwilę zmieniały barwę z błękitu w kobalt i gdyby partnerka go nie trzymała, jestem pewien, że rzuciłby się na syna.

— To twój pokój. Mam nadzieję, że pobyt będzie udany — powiedział szorstko Kaelen. Wiedziałem, że czeka go ostra przeprawa z ojcem.

— Hm — mruknąłem, wchodząc do środka. Moje rzeczy zostały już wniesione. Zdjąłem kurtkę, potem koszulkę i postanowiłem wziąć prysznic. Słyszałem, jak rodzina kłóci się na dole. Nieważne, jak bardzo starali się być cicho, nikt nie zdawał sobie sprawy, jak dobry mam słuch.

Dwadzieścia minut później wyszedłem z łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Podszedłem do stolika nocnego, by podłączyć telefon, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu stanęła roztrzęsiona i cholernie wściekła Aeliana.

Jej nienawistne spojrzenie zmieniło się w szok, gdy jej wzrok spoczął na moim ciele.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: 6. Napięta kolacja - Niepokorna partnerka Króla Alfa | StoriesNook