AELIANA
„Kimś, kto cię, kurwa, uratował, szczeniaku”. Jego głęboki głos sprawił, że po kręgosłupie przeszły mi ciarki. Jego zapach wypełnił moje zmysły.
– Jak masz na imię? – zapytałam cicho, czując, jak ciepło jego ciała wywołuje dreszcze przyjemności.
– Aeliana.
– Słucham? Przecież to moje imię…
– Aeliana! Aeliana!
Zmarszczyłam brwi. Głos zmienił się w taki, który znałam aż za dobrze. Otworzyłam gwałtownie oczy i zobaczyłam pochyloną nade mną Sloane. Zaczerwieniłam się, uświadamiając sobie, że to był sen. Odepchnęłam ją lekko i usiadłam.
Słońce wpadało przez zasłony; wychyliłam się, by wyłączyć lampki.
– O czym śniłaś? – zapytała Sloane, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
– O niczym, dlaczego pytasz?
– Serce ci waliło jak szalone.
Wzruszyłam ramionami z niewinną miną.
– Nie mam pojęcia. – Przeciągnęłam się, sycząc z bólu, który przeszył moje ramię i szyję. Jęknęłam, przyciskając tam dłoń. Sloane natychmiast znalazła się przy mnie.
– Nie zagoiło się? – zapytała z troską. – Może jednak powinnyśmy powiedzieć cioci Crimson i wujkowi Varicowi.
– To nie jest dobry pomysł – odparłam, wstając. Próbowałam nie krzywić się z powodu bólu w kostce. Rano zawsze była sztywniejsza. Kuśtykałam lekko w stronę łazienki.
– Skorzystam z prysznica Kaelena; on już wyszedł na trening – powiedziała Sloane. Skinęłam głową i weszłam do swojej małej łazienki. Nie była duża, ale miała wannę z prysznicem.
Zdjęłam koszulę Kaelena i spojrzałam w lustro sięgające podłogi. Moja zazwyczaj śniada skóra, podobna do skóry taty, była nieco bledsza niż zwykle. Przez chwilę podziwiałam swój misterny tatuaż pod biustem w kształcie żyrandola.
Zrobiłam go dzień po osiemnastych urodzinach i uwielbiałam go. Tata trochę marudził, pytając, dlaczego zrobiłam coś, co przyciąga uwagę do moich piersi. Pewnie dostałby ataku serca, gdyby zobaczył mój tatuaż na udzie, który wyglądał jak podwiązka. Zrobiłam go nieco ponad tydzień temu. Jeszcze go nie zauważył. Odkleiłam bandaże i przyjrzałam się śladowi po ugryzieniu. Goiło się, choć wolniej niż zwykle. Czując lekką ulgę, weszłam pod prysznic, pozwalając, by ciepła woda rozluźniła moje obolałe ramię.
-----
Godzinę później zeszłyśmy ze Sloane na dół. Skończyło się na bitwie na poduszki, zanim w końcu ubrałyśmy się na cały dzień. Miałam na sobie jedwabną koszulkę na ramiączkach w kolorze kości słoniowej, wpuszczoną w dziurawe jeansy rurki i baleriny w tym samym kolorze. Na wierzch narzuciłam kardigan, by ukryć ramię. Chociaż krwawienie ustało, rany wciąż były widoczne. Uwielbiałam szpilki, ale nie mogłam ich nosić zbyt długo, bo stopa odmawiała mi posłuszeństwa. Włosy zostawiłam rozpuszczone, nałożyłam tylko odrobinę kremu tonującego, rozświetlacz, zrobiłam „smoky eye” i wytuszowałam rzęsy. Usta pociągnęłam koloryzującym balsamem z masłem shea. Założyłam małe wiszące kolczyki i kilka naszyjników.
Weszłyśmy do kuchni i obie stanęłyśmy jak wryte. Tata przyciskał mamę do lodówki, jej nogi były oplecione wokół niego, a oni namiętnie się całowali; odgłosy ich uniesienia były słyszalne aż nadto wyraźnie. Zaczerwieniłam się, a Sloane gwizdnęła.
– Niezły występ, wujku Varic! Nie przestawajcie!
Usłyszałam warkot taty, gdy mama rozplotła nogi i odepchnęła go, lekko się rumieniąc. Przysięgam, tylko tata potrafił sprawić, że mama się rumieniła. Uśmiechnęłam się, patrząc na rodziców. Tata miał 40 lat, a mama 37. Byli młodymi rodzicami, ale wyglądali najwyżej na trzydziestkę.
– Chętnie, ale myślę, że jesteś zbyt niewinna, żeby to udźwignąć – rzucił tata do Sloane, która wywróciła oczami.
– Nieprawda. Wcale nie jestem niewinna.
– Tak ci się tylko wydaje – odparł tata z uśmieszkiem, opierając się o blat. – Wszystko w porządku, Seraph? – Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się przebiegle. Tata zawsze witał mnie pocałunkiem. Ale fakt, że nie ruszał się z miejsca, oznaczał, że jest podniecony.
– Tak, tato. Nie dostanę przytulasa? – zapytałam przekornie. Tata uśmiechnął się półgębkiem, przyciągając mamę z powrotem w ramiona i całując ją.
– Jesteś pewna, że go chcesz?
– Fu, nie – odparłam, nie ufając tacie. Mama wywróciła oczami.
– Wszystko u was dobrze, dziewczyny? Słyszałam, że wczoraj w kinie coś się działo. Kaelen mówił, że wróciliście do domu wcześniej. To prawda? – zapytała ostro. Wymieniłyśmy ze Sloane spojrzenia. Skinęłam głową, unikając wzroku mamy, i wyjęłam z lodówki butelkę soku pomarańczowego.
– Tak, ciociu Crimson. Tak właśnie było. Więc jaki jest plan na wizytę króla? To jutro, prawda? – zapytała gładko Sloane, gdy Maura, Omega będąca naszą gospodynią, weszła do środka z pustą tacą.
– Śniadanie podane – powiedziała z uśmiechem.
– Dzięki – odparła mama, podczas gdy tata spojrzał na Sloane.
– Przyjeżdża dzisiaj. Właściwie jest już w mieście – odpowiedział tata, krzywiąc się.
– Ooo, nie mogę się doczekać! Słyszałam, że jest niesamowicie przystojny! – zachwycała się Sloane.
– To zadufany w sobie dupek – warknął tata, za co otrzymał karcące spojrzenie od mamy.
– Evaric, słownictwo. Kiedy spotykają się dwie podobne osoby, dochodzi do spięć – powiedziała do Sloane, gdy wszyscy ruszyliśmy do jadalni. Tata objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
– Wyglądasz pięknie, Seraph – powiedział. Uśmiechnęłam się do niego. Nigdy nie zapominał mi tego mówić. Czasami czułam, że nikt nie może mnie kochać bardziej niż tata, ale potem widziałam, jak patrzy na mamę i marzyłam, by znaleźć partnera, który będzie na mnie patrzył z taką samą adoracją i miłością. Ale czy mój partner w ogóle by mnie chciał? Sama myśl o tym sprawiała, że w brzuchu czułam ucisk.
Kiedy zasiedliśmy przy dużym, solidnym dębowym stole, spojrzałam na jedzenie – na dwóch ogromnych półmiskach znajdowało się wszystko, czego można oczekiwać po pełnym angielskim śniadaniu.
– Czy Król Alf zje u nas kolację? Czy idziecie do domu watahy? – zapytałam, nakładając sobie porcję.
– Tutaj. On nie przepada za tłumami – powiedziała mama, na co tata uniósł brew.
– Myślę, że ludzie też za nim nie przepadają.
Sloane i ja roześmiałyśmy się, a mama spojrzała na tatę z wyrzutem.
– Poważnie, Evaric. On jest Alfą nad Alfami.
– I właśnie tego tata nienawidzi – wtrąciłam.
– Ach tak, problemy z ego – dodała mama z uśmiechem.
– Mogę pomóc w gotowaniu? – zapytałam. Tata zmarszczył brwi.
– Nie musisz mu usługiwać. Maura sobie poradzi.
– Jeśli chce, pozwól jej – odparła mama, całując tatę w szyję, by załagodzić jego rosnącą irytację. Mama doskonale wiedziała, jak udobruchać swojego mężczyznę.
– Musisz przyznać, wujku Varic, że ona świetnie gotuje – dodała Sloane, zajadając bekon.
– Tak, wiem o tym. Po prostu nie chcę, żeby marnowała czas i przemęczała się dla niego.
Wiedziałam, że ma na myśli moją kostkę.
– Wszystko będzie dobrze, tato. – Jako dorosła nigdy nie mówiłam im o skali bólu. Tak naprawdę nie wiedzieli, że boli mnie codziennie. Doszło do tego, że zaczęłam kłamać, mówiąc, że boli coraz rzadziej. To było kłamstwo, z którym nauczyłam się żyć. Zostałam ranna podczas ataku wyrzutków, gdy miałam około dwóch lat, i tatę wciąż zżera poczucie winy, że nie zdołał mnie ochronić. Chociaż uratował mnie przed śmiercią, odniosłam obrażenia, których nie dało się w pełni uleczyć.
– Myślę, że to będzie miły gest. W końcu raz uratował jej życie – powiedziała mama, wyrywając mnie z myśli. Uśmiech taty zniknął, a ja i Sloane spojrzałyśmy na nią z szoku.
– Naprawdę? – zapytałam.
– Opowiadaj – dodała Sloane.
– Miałaś prawie pięć lat, byliśmy na drugich urodzinach Saskii Volkov. Oddaliłaś się do lasu i cóż, dopadło cię jedno z tych stworzeń. Manangal. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się, że on jest Likanem. Uratował cię tamtej nocy i choć twój tata go nie znosi, ja zawsze będę pamiętać, że ocalił naszą córeczkę.
– Teraz jest już większa od ciebie – wtrąciła Sloane, patrząc na moją niską mamę.
– Wciąż jest moim maleństwem – odcięła się mama, patrząc groźnie na Sloane i tatę. – Jeśli Aeliana chce gotować, może to robić. Voktor… cóż, myślę, że ma więcej tajemnic i powodów, by być takim, jakim jest, niż nam się wydaje. Nie zakładajmy od razu, że jest po prostu dupkiem.
– Dlaczego tak uważasz? – zapytała Sloane, bawiąc się jedzeniem.
– Ja też byłam kiedyś inna. Prześladowana, nielubiana, brana na cel. Nawet po tym, jak urodziłam Aelianę i Kaelena, kilka razy próbowano porwać „samicę alfa”, jakbym była jakimś eksperymentem. A Voktor jest jeszcze bardziej inny niż ja – powiedziała mama, popijając wodę. Skinęłam głową. To miało sens. Wiedziałam, jak to jest być inną…
– Musi być ciężko być jedynym w swoim rodzaju – szepnęłam.
– Nie współczuj mu – rzucił tata. Posłałam mu blady uśmiech.
– Dobrze, tato. Więc jest jakieś konkretne menu, czy mogę po prostu przygotować to, na co mam ochotę?
– Rób, co chcesz – powiedziała mama z ciepłym uśmiechem. – Więc dzisiaj odpuszczasz trening?
– Tylko dzisiaj? – zapytałam z poczuciem winy. Mama trenowała mnie w walce bronią, mimo że tata był temu przeciwny. Odmawiała pozwolenia mi na bycie słabą i byłam jej za to wdzięczna. Żałowałam tylko, że nie mogę nosić swojej broni przy sobie. Trudno było ją ukryć, skoro był to półtorametrowy kostur z długim, ostrym kolcem na końcu.
– Tylko dzisiaj.
– Świetnie! Idę zapytać Maurę, czy mamy wszystko, czego potrzebuję – powiedziałam, wstając i wybiegając z pokoju. Syknęłam, gdy w nodze pojawił się skurcz. Chwyciłam się ramy drzwi właśnie w momencie, gdy ktoś do mnie podbiegł; po zapachu wiedziałam, że to tata. Podtrzymał mnie, a ja spojrzałam na niego.
– Nic mi nie jest, tato – szepnęłam, gładząc go przez chwilę po twarzy.
– Nie śpiesz się tak, Aeliana – powiedział, gładząc mnie po włosach. Poczułam falę smutku i skinęłam głową. Jakby wyczuwając mój nastrój, przyciągnął mnie do siebie. Zamknęłam oczy, mocno go przytulając.
– Ojej, jaka z niej córeczka tatusia. Mój tata tylko grozi mi laniem kapciem – rzuciła Sloane, rozśmieszając mamę.
– Robił to samo Vivian, kiedy była młodsza – odpowiedziała mama. Uśmiechnęłam się. Vivian była najlepszą przyjaciółką mamy i jednocześnie ciocią Sloane.
– Ciocia V jest twarda. Nie winię taty. Ale spójrzcie na mnie. Jestem niewinnym małym diabełkiem.
– Żaden diabeł nie jest niewinny – odparła rozbawiona mama. Odsunęłam się od taty.
„Wszystko w porządku, tato, obiecuję, że będę uważać”, przekazałam mu przez połączenie myślowe. Wychodząc z pokoju, czułam na sobie jego wzrok. Czas zabrać się za gotowanie dla Króla Alf.






