Na cmentarzu stała za wielkim dębem, około pięćdziesięciu metrów od miejsca pochówku, obserwując przez lornetkę, jak mała grupa gromadzi się wokół jej pustej trumny. Późnopopołudniowe słońce rzucało długie cienie na wypielęgnowany trawnik, a ona słyszała głos księdza niesiony przez wiatr.
Agent Rogers mówił cicho do swojej słuchawki ze swojej pozycji w pobliżu bram cmentarza. – Wszystkie jednostki






