– Dobrze! – Po tym, jak Andrew przemówił, Donald kazał komuś przynieść umowę.
Andrew wziął długopis i bez wahania złożył podpis, nawet nie rzucając okiem na jej treść.
Twarz Franka pociemniała tak bardzo, jakby zjadł cytrynę.
Ale nie próbował go powstrzymać.
Dopiero gdy Andrew skończył mówić, Frank w końcu wycedził przez zęby, a jego głos przepełniała uraza: – Skoro mój najstarszy syn już podpisał






