"Proszę, nie kłóćcie się przeze mnie" – powiedziała Rachel ze łzami w oczach, a jej głos drżał. "Po prostu zostawmy to za sobą i skupmy się na naszej pracy."
Poczucie winy Michaela szybko przerodziło się w postawę obronną. "Zmieniłaś się" – zganił Katherine. "Jesteś całkowicie nierozsądna. Rachel jest po prostu zbyt miła, by chować do ciebie urazę.
Skoro pan Miller już tu jest, dlaczego porządnie nie przeprosisz Rachel, żebyśmy wszyscy mogli ruszyć dalej?"
Katherine omal nie roześmiała się z tego absurdu. Po całym wysiłku, jaki włożyła w bycie dla niego mentorką, Michael najwyraźniej stał się ślepy na prawdę.
"Przeprosić? Za co? Nie zrobiłam nic złego. Może sprawdź fakty, zanim mnie zaatakujesz" – odparowała Katherine.
Charlie byłby skłonny wybaczyć Katherine, gdyby wykazała jakąkolwiek skruchę, ale jej buntownicza postawa tylko podsyciła jego gniew.
"Twierdzisz, że jesteś niewinna? Zatem przyjrzyjmy się twojemu eksperymentowi. Jeśli ich oskarżenia się potwierdzą, wylecisz z mojego laboratorium" – oznajmił Charlie.
Katherine była najlepszą uczennicą w stanie, kiedy rozpoczynała studia, i to na tyle imponującą, że Charlie osobiście zwerbował ją do swojego laboratorium jako studentkę studiów licencjackich.
Szacunek, jakim przez lata darzyła go jako promotora, pozwolił jej zachować spokój, nawet w obliczu jego dzisiejszych ostrych słów.
"Więc zobaczmy" – odpowiedziała spokojnie Katherine, a jej pewność siebie była nie do przeoczenia.
Pozostali zawahali się, przypominając sobie nagle o kluczowym fakcie, o którym zapomnieli.
Dorobek Katherine mówił sam za siebie, obejmował między innymi po kilka patentów każdego roku i całkowitą modernizację systemu medycznego w szpitalu. Z jej reputacją cudownego dziecka kampusu nikt nie wątpił, że zdołałaby opracować lek na raka.
Dłonie Rachel zacisnęły się w pięści, a w jej oczach błysnęła panika.
Znając możliwości Katherine lepiej niż ktokolwiek inny, Rachel zdała sobie sprawę, że jej opanowanie mogło oznaczać tylko jedno – wyniki badań na myszach przybrały pozytywny obrót.
Uznała za szczęście fakt, że tamtego ranka po spotkaniu z Jeremym poczyniła odpowiednie przygotowania.
Gdy Katherine przechodziła obok, Rachel posłała jej pogardliwe spojrzenie.
Katherine na chwilę się zatrzymała, odwzajemniając porozumiewawczy uśmiech.
Nagły strach ścisnął serce Rachel, gdy zaczęła się zastanawiać, czy Katherine odkryła jej intrygę, ale desperacko miała nadzieję, że tak nie jest i mocno wierzyła, że to niemożliwe.
"Zobaczymy, co się wydarzy, Rachel. Wszyscy jesteśmy z tobą" – powiedział Michael, poklepując ją uspokajająco po ramieniu.
Widząc, jak Rachel blednie, Michael założył, że rozdziera ją konfrontacja z Katherine.
"Pamiętaj, to ona nawaliła" – dodał łagodnie Michael. "Nie noś na sobie ciężaru jej błędów."
Rachel zaczerpnęła cicho powietrza, uspokajając się, zanim wykrzesała z siebie słaby uśmiech. "W porządku, rozumiem. Dzięki, Michael."
"Wszyscy jesteśmy tu przyjaciółmi" – odpowiedział Michael ciepłym tonem. "Nie musisz mi dziękować."
Rozmawiając, grupa udała się do najgłębiej położonego pokoju w laboratorium.
To był brutalny spadek w dół w porównaniu do głównego laboratorium – ciasna i ponura przestrzeń.
Ściany były niewykończone, światło pochodziło z pojedynczej gołej żarówki, a całe pomieszczenie było tak małe, że stół laboratoryjny zostawiał miejsce zaledwie dla dwóch, trzech osób.
Charlie zmarszczył brwi w chwili, gdy przekroczył próg.
Cała ta historia nie układała się Charliemu w jedną całość. Gdyby Katherine naprawdę była typem samolubnej, knującej intrygantki, która wrabia współpracowniczkę, nie utknęłaby, pracując w laboratorium wielkości schowka na miotły.
Idąc tutaj, w połowie spodziewał się, że przejęła jego własne biuro w pokoju obok – przestrzeń, która przez okrągły rok stała pusta z powodu jego ciągłych podróży.
Widok jej rzeczywistego miejsca pracy tylko pogłębił jego wątpliwości co do całego oskarżenia o wrabianie.
"Panie Miller, to ja przydzieliłem jej ten pokój" – wyjaśnił Michael, robiąc krok do przodu.
"Kiedy to się zaczęło, Katherine odmawiała przyznania się do jakiejkolwiek winy, zupełnie tak jak dziś" – kontynuował, wyraźnie sfrustrowany. "Jako jej starszy kolega dałem jej tę przestrzeń, mając nadzieję, że skłoni ją to do refleksji.
Wiem, że właściwą karą byłoby wydalenie jej z laboratorium. Ale po tylu latach wspólnej pracy nie potrafiłem być aż tak surowy.
Mimo to nie doceniła tej pobłażliwości. Zamiast tego nasiliła swoją kampanię przeciwko Rachel." Kiedy skończył, jego wzrok powędrował w stronę laboratorium.
Zignorował nędzny stan pokoju, spodziewając się tego, i skupił się na panującym wewnątrz chaosie. "Wygląda to tak, jakby uderzyło w to tornado" – powiedział Michael, wpatrując się w nieład.
Papiery były rozrzucone wszędzie, sprzęt laboratoryjny leżał przewrócony na stole, a klatka dla myszy spoczywała na podłodze z szeroko otwartymi drzwiczkami. Nigdzie nie było widać myszy.
"Kto mógł to zrobić?" – zastanawiał się głośno Michael, zdezorientowany marszcząc czoło. "To miało pomóc nam odkryć prawdę o niej i Rachel, a przecież daliśmy wtedy klucz tylko Katherine."
Rachel uśmiechnęła się z przymusem. "Biorąc pod uwagę wszystkie bezpańskie koty na kampusie, to pewnie one" – powiedziała, zbywając to. "Myszy i tak już nie ma. Zapomnijmy o tym.
Proszę, panie Miller, niech znowu pracuje w głównym laboratorium" – błagała Rachel głosem słodkim od udawanej troski. "Ten mały pokoik to nie miejsce na odpowiednie badania. Do tego czasu na pewno dostała już nauczkę."
Jej słowa natychmiast przyciągnęły uwagę wszystkich.
Michael odwrócił się do Katherine z szokiem wypisanym na twarzy. "Zniszczyłaś laboratorium i wypuściłaś nasze okazy badawcze? Tylko po to, żeby ukryć to, co zrobiłaś?"
Nie potrafił ukryć złości w swoim głosie. "To nie są zwykłe myszy. Jeśli rozmnożą się w tutejszym środowisku, ekologiczne zniszczenia będą twoją odpowiedzialnością."
Pozostali szybko stanęli po jego stronie, a ich szepty przerodziły się w otwarte oskarżenia.
Wyraz twarzy Charliego pociemniał jeszcze bardziej. "Zawsze szanowałem twój bystry umysł, Katherine" – powiedział z ciężkim rozczarowaniem w głosie. "Nigdy bym nie pomyślał, że użyjesz go do takich nieuczciwych intryg."
Z wściekłością uderzył pięścią w drzwi. "Wrobiłaś własną partnerkę z laboratorium, zniszczyłaś sprzęt i wypuściłaś na wolność myszy doświadczalne. Szczerze żałuję dnia, w którym zgodziłem się zostać twoim promotorem."
To była dla Katherine ostateczna kropla przepełniająca czarę. Jakakolwiek więź, jaką dzieliła ze swoim mentorem Charliem, została teraz całkowicie zerwana.
Gorzki uśmiech pojawił się na jej ustach. Zdała sobie sprawę, że potraktowała cały ich zespół i relację z mentorem o wiele poważniej niż ktokolwiek inny.
Przez dłuższą chwilę nikt w pokoju nie mógł się przemóc, by spojrzeć jej w oczy.
Wtedy jej głos, zimny jak stal, przeciął napięcie. "Po pierwsze, dowiem się, kto zdemolował moje laboratorium. I nie poddam się, dopóki tego nie zrobię.
Po drugie, każda z moich laboratoryjnych myszy ma wszczepiony chip głosowy. Mogę aktywować je wszystkie prosto ze swojego telefonu."
Uniosła telefon z już otwartą aplikacją sterującą. "Patrzcie na to" – powiedziała. Gdy smukłym palcem nacisnęła zielony przycisk, jej ironiczny uśmieszek stał się jeszcze bardziej wyraźny.
Z laboratorium nagle dobiegł piskliwy, dziecięcy głosik: "Tutaj! Jestem tutaj!"
Wszystkie spojrzenia padły na klatkę na stanowisku roboczym Rachel. Głos dochodził z myszy, co do których twierdziła, że otrzymały już lekarstwo na raka.






