languageJęzyk

Rozdział 3 Poczekaj na jej powrót

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Yves ruszył za Katherine przez drzwi. "Nie zamierzasz przeprosić Rachel?" zażądał zimnym głosem.

Katherine stała poturbowana i wyczerpana, a emocjonalny ciężar zerwania więzi rodzinnych i zakończenia zaręczyn doprowadził ją do ostateczności.

Yves prychnął, gdy się zatrzymała. "Stara, dobra Katherine. Wciąż urządza histerie, żeby zapewnić sobie fundusze na badania", pomyślał. "Teraz jesteśmy zmuszeni dalej wspierać jej karierę badawczą, żeby tylko zachować twarz. Zupełnie nie to, co Rachel, która zapracowała na swoją pozycję prawdziwą pracą".

"Tym razem przekroczyłaś granicę", powiedział Yves tnącym głosem. "Chcesz wybaczenia? W takim razie będziesz stała na zewnątrz i czekała, aż matka się obudzi. To twoja jedyna szansa".

Gdy Katherine milczała, Yves uznał to za żal zmieszany z dumą. Uciekł się do swojej stałej metody – najpierw ostre słowo, a potem kusząca propozycja.

"Napraw ten bałagan ze względu na rodzinę, a zabiorę cię do Starlight Bistro – tylko we dwoje", powiedział.

Tego rodzaju obietnica zazwyczaj działała jak magia, doprowadzając Katherine do łez wdzięczności i natychmiastowego posłuszeństwa.

Był przekonany, że postrzega go jako swojego wybawcę za to, że interweniował w tej katastrofie, i w pełni oczekiwał jej wdzięczności.

Dlatego też, kiedy w końcu odwróciła się twarzą do niego, poczuł znajomą falę satysfakcji, lecz pod nią czaiło się dziwne, nieoczekiwane rozczarowanie.

"Mogłaby zyskać mój szacunek, gdyby kiedykolwiek starczyło jej odwagi, by odejść na dobre", dumał. "Ale skoro jest w końcu gotowa zachowywać się jak należy, przypuszczam, że mogę okazać wielkoduszność i dać jej jeszcze jedną szansę".

Dla Yvesa rozwiązanie było proste. Konferencja prasowa załatwiłaby wszystko. Katherine złożyłaby publiczne przeprosiny, Rachel udzieliłaby jej łaskawego przebaczenia, a cały skandal zostałby przekuty w chwytającą za serce historię o pojednaniu, ratując reputację rodziny i jednocześnie zjednując sobie sympatię opinii publicznej.

"Zawsze byłem tym, który cię najbardziej rozpieszczał, przyjeżdżając tu osobiście, żeby zabrać cię do domu. Koniec z tymi bzdurami", powiedział ostro Yves.

Te słowa zabolały jak fizyczny cios, rozrywając pierś Katherine.

"Czy to właśnie on nazywa rozpieszczaniem?" – pomyślała z goryczą Katherine. "Te tanie błyskotki, które mi rzucał, kiedykolwiek wspominałam o odejściu? Kilka spinek do włosów, pluszowa zabawka i broszka – wszystko to razem nie było warte nawet dwudziestu dolarów".

Niegdyś wierzyła, że intencja liczy się bardziej niż cena. Teraz zrozumiała, w jak głębokim była błędzie.

"Ty..." Słowa Yvesa uwięzły mu w gardle, kiedy jego oczy w końcu spotkały się z jej spojrzeniem.

Ten widok zaparł mu dech – Katherine stała blada i krwawiąca, a świeże rany plamiły jej białą sukienkę szokującym szkarłatem.

Gapił się w całkowitym niedowierzaniu, zszokowany, że ryzykowała życie, byleby tylko kontynuować to przedstawienie.

Jego następną jasną myślą było to, że jej obecny stan czynił jakikolwiek publiczny występ przed dziennikarzami całkowicie niemożliwym.

"Nosisz maskę troski, a knujesz za moimi plecami", powiedziała Katherine z łamiącym się śmiechem, z oczami pełnymi rozpaczy. "Zależy ci tylko na ratowaniu reputacji rodziny Jensenów. Czyż nie tak?

"Dom powinien być bezpieczną przystanią, ale mój stał się pułapką".

Yves poczuł ukłucie winy na jej słowa, ale nie ustąpił. "Po prostu nie chcę patrzeć, jak ciągle popełniasz błędy", upierał się.

Katherine westchnęła cicho. "Zawsze nazywasz to troską, ale ja czuję to jako kontrolę".

Nie da się już więcej oszukać jego pozorom.

"Możesz starać się jak chcesz, żeby upiększyć kosz na śmieci, ale to wciąż pozostanie śmietnikiem. Panie Jensen, nigdy nie pogodziłam się z żadnym zadanym mi w przeszłości bólem", powiedziała, a jej głos był opanowany, lecz ociężały od bólu.

"Więc daruj sobie to przedstawienie. Spróbuj powstrzymać mnie znowu, a nie zawaham się przed zszarganiem reputacji rodziny Jensenów". Nie obracając się nawet za siebie, odwróciła się i odeszła.

Zrozumienie tego, co się właśnie wydarzyło, zajęło Yvesowi chwilę. Nie mógł uwierzyć, że ona faktycznie odeszła.

Przetoczyła się przez niego fala wściekłego zaprzeczenia. Uderzył pięścią w ścianę, przekonany, że to jego własna, dotychczasowa pobłażliwość sprawiła, iż zapomniała o swoim prawdziwym miejscu w rodzinie.

Wkrótce się uspokoił, uświadamiając sobie, że Katherine odważyła się mu sprzeciwić tylko dlatego, że zawsze był wobec niej łagodny.

"Poczekaj no tylko", pomyślał chłodno. "Wrócisz do rezydencji Jensenów w ciągu trzech godzin, błagając o wybaczenie".

Przypominając sobie, jak Rachel zawsze broniła Katherine, szybko wysłał wiadomość na czat rodzinny: [Kiedy tym razem przyjdzie błagać o łaskę, niech nikt nie będzie dla niej łagodny. Musi dostać nauczkę.]

Katherine nie było na tym czacie rodzinnym, więc pozostała nieświadoma. Nie żeby to miało dla niej jakiekolwiek znaczenie.

Wzięła taksówkę i wróciła do skromnego mieszkania, które wynajęła dwa lata temu ze stypendium. Po szybkim prysznicu i prowizorycznym opatrzeniu ran, padła na łóżko i zasnęła.

Następnego ranka obudził ją czysty instynkt.

Spoglądając na zegarek, zobaczyła, że jest wpół do szóstej rano – dokładnie ten sam czas, w którym zwykła się budzić, by przygotować ziołowy tonik dla Rachel.

Zdała sobie sprawę, że jej zegar biologiczny nie przestawił się, nawet po odejściu z rodziny Jensenów. Z cichym, gorzkim śmiechem odwróciła się na drugi bok i wróciła do snu.

Biorąc pod uwagę, że zostało jej zaledwie piętnaście dni, jedyne, na czym mogła się skupić, to ukończenie projektu badawczego, który miała przed sobą – nic innego już się nie liczyło.

*****

"Gdzie mój ziołowy tonik?" zapytała Rachel, zauważywszy jego brak na stole śniadaniowym.

Zeszłanocne przyjęcie zakończyło się katastrofą. Aby uniknąć przylepienia łatki złej przybranej matki, Evelyn dramatycznie udała omdlenie.

Frank słono zapłacił, by zabezpieczyć wszystkie materiały dla mediów i wysłał wystawne prezenty do każdego z gości. Załagodził skandal, lecz ogromnym kosztem.

Wściekły Frank oświadczył, że jeśli Katherine kiedykolwiek wróci, będzie stała przy bramie do samego rana, zanim zostanie wpuszczona.

Byli pewni, że przypełznie z powrotem. Dla nich to było nic więcej, jak tylko jej intryga, by wywrzeć presję na rodzinę; wierzyli też, że nie miała dokąd pójść.

Yves w pełni oczekiwał, że zobaczy Katherine przygotowującą ziołowy tonik, tak jak zazwyczaj. Więc kiedy rano nie zastał niczego gotowego, zmarszczył brwi i zapytał kpiąco: "Czy wystawanie na zewnątrz tak bardzo przypadło jej do gustu, że zapomniała o swoich obowiązkach?"

Przywołał skinieniem ręki gospodynię, Wendy. "Wendy, Rachel wciąż potrzebuje swojego ziołowego toniku. Idź po Katherine i przyprowadź ją z powrotem do środka".

Klepiąc Rachel po ramieniu uspokajająco, dodał: "Nie martw się tym. Po prostu zjedz swoje śniadanie. Każę Katherine zrobić tonik i przynieść ci go później".

Rachel wyglądała na zatroskaną. "Ale wtedy Katherine się spóźni".

"Ona nie zdobyła przez cały rok ani jednej nagrody", powiedział lekceważąco Yves. "To ty cały czas wygrywasz i to ty cieszysz się przychylnością mentora.

"Mentor ma się dzisiaj z tobą spotkać w sprawie twojej pracy dyplomowej. Powinnaś pojechać wcześniej, żeby zrobić dobre wrażenie".

Taka szansa zdarzała się tylko raz w roku. Gdyby ich mentor zainteresował się Rachel, otworzyłoby to przed nią drzwi, o jakich nawet jej się nie śniło.

"Dobrze", powiedziała cicho Rachel. "Yves, kiedy Katherine wróci, proszę powiedz jej, że mi przykro. Nie chcę, żeby była na mnie zła".

Yves poczuł, jak serce topnieje mu od jej uroczego, błagalnego spojrzenia.

"Taka właśnie powinna być siostra, urocza i wyrozumiała. A nie jak Katherine, która najwyraźniej musi się nauczyć manier", pomyślał.

Rachel celowo wymknęła się tylnymi drzwiami, nie chcąc natknąć się na Katherine.

Nerwowy węzeł w jej żołądku ścisnął się na myśl o tym, jak dużo Katherine mogła wiedzieć.

"Nie może wiedzieć o płatnym zabójcy", argumentowała w myślach Rachel. "Gdyby wiedziała, skonfrontowałaby to ze mną wczoraj wieczorem. Ale utrzymywanie jej przy życiu jest zbyt ryzykowne. Musi zostać uciszona na zawsze."

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 Poczekaj na jej powrót - Od fałszywej córki do najwyższej dziedziczki | StoriesNook