languageJęzyk

Rozdział 5 Nie warto się kłócić

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Truman zastanawiał się nawet, czy z powodu braku snu coś mu się nie przewidziało. "Co masz przez to na myśli?"

Katherine nawet nie próbowała ukryć swojego obrzydzenia. "Wyraziłam się całkowicie jasno. Nie bierz mojej cierpliwości za słabość."

Truman wpatrywał się w nią w oszołomionym milczeniu.

Katherine, którą pamiętał, zawsze była taka ugodowa, tak chętna, by go zadowolić.

Nawet podczas ich ostatnich kłótni o Rachel nigdy nie patrzyła na niego z taką zimną pogardą ani nie odzywała się do niego tak ostro.

'Zaraz, czy zeszłej nocy mówiła poważnie?' – dumał. 'Czy naprawdę zamierzała zerwać więzi i odwołać nasze zaręczyny? Nie ma mowy.

Zwykła się poniżać, by służyć mojej matce. Nie ma mowy, żeby teraz tak po prostu ode mnie odeszła. Pewnie tylko próbuje sprawić, bym to ja pierwszy ustąpił.' Sama ta myśl sprawiała, że irytował się jeszcze bardziej.

"Wystarczy, Katherine. Posuń się o krok dalej, a zostaniesz zdana tylko na siebie" – ostrzegł Truman.

Prawie zaśmiała się z jego tak zwanej pomocy – zawsze kazał jej przełykać dumę i znosić obelgi. Skończyła z tym.

Żałowała, że traciła na niego słowa. Z niektórymi ludźmi po prostu nie warto było dyskutować.

Odwróciła się do Jeremy'ego. "Wychodzimy, Jeremy."

Po ostatnim lekceważącym spojrzeniu rzuconym parze, Jeremy otworzył drzwi samochodu.

Katherine wsunęła się na siedzenie, nie oglądając się za siebie.

Truman stał zamroczony, zastanawiając się, co w nią wstąpiło.

Trwał wrośnięty w ziemię, całkowicie oszołomiony.

Za nim Rachel przyglądała się temu, marszcząc brwi.

Słowo "Jeremy" z ust Katherine przykuło jej uwagę.

Jej promotor wspomniał, że do laboratorium ma dołączyć genialny nowy student starszego roku o imieniu Jeremy. 'Czy to mógł być on?' Ta możliwość wprawiła jej myśli w ruch.

Zanim zdążyła rozwikłać to znaczenie, solidny głuchy dźwięk uderzenia sprawił, że poderwała głowę.

Pojawił się Yves, wyrastając jak spod ziemi, a jego pięść leciała w stronę twarzy Jeremy'ego.

Jeremy poruszył się szybciej, unikając ciosu z wyćwiczoną łatwością.

Kłykcie Yvesa mocno uderzyły w maskę samochodu, a skóra już ciemniała, zmieniając się w głęboki siniec.

"Trzymaj się z dala od mojej siostry" – warknął Yves, otrząsając się z bólu i szykując się do kolejnego ciosu.

"Yves, wystarczy." Rachel ruszyła naprzód, chwytając go za ramię.

"Po prostu się uspokój. Była tylko przyjacielska w stosunku do nowego członka laboratorium. Źle to zrozumiałeś" – dodała.

Powiedziała to, żeby wybadać sytuację. Kiedy nikt nie zaprotestował, prawda zakorzeniła się w jej umyśle – to rzeczywiście był ten uzdolniony student, którego obiecywał jej promotor.

Z tego, co słyszała Rachel, Jeremy był cudownym dzieckiem, które przeskakiwało klasy, zdobyło szereg patentów i pochodziło z bogatej rodziny. Z takimi atutami jego potencjał sięgał nieba.

Perspektywa współpracy Katherine i Jeremy'ego była dla Rachel głęboko niepokojącą myślą.

Zamilkła w zamyśleniu, po czym ciągnęła: "Katherine nie wygrała ostatnio żadnych nagród, więc nawiązanie kontaktu z utalentowanymi ludźmi mogłoby jej pomóc w rozwoju. Yves, proszę, uspokój się i pozwól jej zajmować się własnymi sprawami."

Yves poczuł, jak napięcie opuszcza jego ramiona, gdy jego gniew ostygł.

Widok Katherine, która miała właśnie wsiąść do samochodu z jakimś mężczyzną, wzbudził w jego umyśle najróżniejsze mroczne podejrzenia. Od razu założył najgorsze.

Ale jako jej brat czuł, że musi wkroczyć, i dlatego zainterweniował.

Teraz, słysząc to wyjaśnienie, zaczął zdawać sobie sprawę, że mógł źle ocenić Katherine.

Odmówił jednak poczucia winy. Biorąc pod uwagę, że nie wracała na noc, a teraz wsiadała do samochodu z nieznajomym o świcie, jego reakcja była całkowicie zrozumiała.

Oczy Yvesa zwęziły się, gdy rozpoznał Jeremy'ego. Rachel rozpływała się nad genialnym studentem starszego roku, facetem, który przypadkiem był też jurorem oceniającym ich projekt laboratoryjny.

Kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce, a jego wyraz twarzy stwardniał, gdy odwrócił się do Katherine.

'Wytknąłem jej, że nie ma się czym pochwalić, a teraz się go uczepiła', pomyślał. 'Pewnie jest tu po to, żeby uzyskać jego pomoc przy ocenie.

Zero mózgu, same drogi na skróty. Mama i tata mogliby wydać fortunę, a ona i tak znalazłaby sposób, żeby ponieść porażkę. Niektórzy ludzie są po prostu beznadziejni.'

"Więc jej prawdziwym projektem jest podlizywanie się sędziemu, żeby przypisać sobie zasługi za twoją pracę?" – powiedział do Rachel głosem na tyle głośnym, by Katherine go usłyszała.

"Słuchaj uważnie, Katherine" – kontynuował lodowatym tonem. "Jeśli jeszcze raz okradniesz Rachel, to z nami koniec. Przestaniesz być moją siostrą."

Jeremy odwrócił się do Katherine z niedowierzającym spojrzeniem, jakby chciał powiedzieć: "Co to za głupiec?"

Yves potraktował jednak jego minę jako znak, że Jeremy w końcu przejrzał Katherine.

"Jako ich brat powinienem trzymać się od tego z daleka" – powiedział Yves – "ale skoro oceniasz ich pracę, upewnij się, że wiesz, kto jest naprawdę zdolny."

Jeremy'ego zdumiewało, jak mało rodzina Katherine wiedziała o jej przełomowych badaniach w dziedzinie medycyny.

"Wiem, co robię" – zapewnił go Jeremy.

Rachel cicho westchnęła. "Proszę, nie denerwuj się, Jeremy. Badania Katherine utknęły w martwym punkcie, więc szukała wskazówek. Mam nadzieję, że jej pomożesz."

Jednak jej słowa wydawały się nieszczere, jakby chciała powiedzieć więcej, ale nie mogła zmusić się do wyrażenia tego, co myśli.

Ilekroć Rachel wyglądała na zmartwioną, ludzie naturalnie zbierali się wokół niej, by zapytać, co się stało.

Gdyby Jeremy po prostu zapytał, co się wydarzyło, mogłaby z łatwością zszargać reputację Katherine. Potem, nawet gdyby Katherine odniosła sukces w swoich eksperymentach, nikt nie uwierzyłby w jej wyniki.

Jeremy był zbity z tropu oczekiwaniem, że miałby pomóc Katherine. Biorąc pod uwagę jej wybitne umiejętności, pomysł, że miałby jej asystować, był całkowicie nielogiczny.

Widząc jednak, że Katherine za chwilę straci cierpliwość do tych ludzi, wystąpił naprzód i powiedział z nutą wyzwania: "Cóż, skoro tak stawiasz sprawę, na pewno udzielę jej pomocy, jakiej potrzebuje."

Rachel stała jak wryta, całkowicie nieprzygotowana na taki obrót spraw, który zniweczył wszystkie jej oczekiwania.

Nie chcąc tracić ani jednego tchu więcej na tych irytujących ludzi, Katherine natychmiast odwróciła się i wsiadła do samochodu, całkowicie się od nich odcinając.

Jeremy wsiadł zaraz za nią i kazał kierowcy odjechać, a samochód popędził przed siebie bez oglądania się za siebie.

Pozostawiona z tyłu trójka wciąż trawiła to, co się stało, gdy samochód odjechał z piskiem opon, zostawiając ich w chmurze spalin.

Rachel poczuła, że traci opanowanie.

Uderzyła ją myśl – jeśli Jeremy weźmie stronę Katherine, wszystko, na co pracowała, legnie w gruzach. Nie mogła na to pozwolić.

Szybko wyciągnęła telefon i wstukała serię szybkich wiadomości na czacie grupowym.

Widząc zalew wspierających odpowiedzi od grupy, w końcu odetchnęła z ulgą.

Zanim się odezwała, dała sobie chwilę na uspokojenie. "Po prostu się cieszę, że Jeremy nie jest zły i wciąż chce pomóc Katherine" – powiedziała, a jej głos przepełniała udawana ulga.

Następnie odwróciła się do Trumana i Yvesa, a jej ton złagodniał. "Nie róbmy takich ponurych min. Wszystko, do czego dąży Katherine, ostatecznie przyniesie dumę wszystkim, którym na niej zależy."

Yves patrzył na odjeżdżający samochód z pogardliwym uśmieszkiem. "Cóż, jeśli jest taka utalentowana, to zobaczymy, jak sobie poradzi bez wsparcia rodziny Jensenów. Odcinam jej wszelkie środki."

Był przekonany, że żadna ilość potężnych znajomości nie jest w stanie uratować kogoś, kto nie posiada prawdziwych umiejętności.

Powiedział sobie, że kiedy nadejdzie ta porażka, nawet jej łzy nie sprawią, że zmieni zdanie.

Truman milczał, jego wzrok błądził w oddali, a wyraz twarzy stawał się coraz bardziej ponury.

Chociaż wiedział, że Katherine tak naprawdę nie była mu niewierna, w jego piersi zagościł niepokój – niepokojące poczucie, że traci coś ważnego, coś, co było tuż poza jego zasięgiem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: Rozdział 5 Nie warto się kłócić - Od fałszywej córki do najwyższej dziedziczki | StoriesNook