Gdy Ryan i Charlie wyszli, pozostali również opuścili szpitalną salę.
Wciąż jednak tłoczyli się na korytarzu, rozkładając na czynniki pierwsze to, co przed chwilą zaszło.
– Czy z tym cudownym lekiem pana Millera jest jakiś poważny problem? – mruknął ktoś.
– Na pewno tak – wtrącił kolejny. – Katherine zwróciła na to uwagę, a oni tak ostro zamknęli jej usta. Nawet nie pozwolili jej dojść do słowa.
–






