Pokój przesłuchań na Komendzie Głównej Policji skąpany był w ostrym, białym świetle. Katherine siedziała na twardym, plastikowym krześle z pustym wyrazem twarzy.
– Pani Lambert, musimy jeszcze uściślić kilka konkretnych godzin dotyczących ruchów Franka przed jego zniknięciem – powiedział funkcjonariusz.
Katherine skinęła głową; jej głos był ochrypły, jakby zdrapany do żywego.
– Oczywiście. Ale szc






