Oczy Trumana pociemniały, a na jego skroni pulsowała żyła, gdy wykonał ruch, by chwycić Katherine.
Ale Katherine po prostu wypiła resztę wina i pozwoliła, by kieliszek wyślizgnął się z jej dłoni, uśmiechając się, gdy z brzękiem roztrzaskał się o podłogę.
"Postradałaś zmysły?" – przybrana matka Katherine, Evelyn Jensen, wystąpiła naprzód, celując w nią oskarżycielsko palcem.
"Próbujesz zawstydzić naszą rodzinę przed tymi wszystkimi gośćmi? Te wszystkie lata, które na ciebie zmarnowałam", dodała ostrym głosem.
Wspomnienie spisku z nerką przemknęło przez umysł Katherine i kiedy jej oczy spotkały się ze spojrzeniem Evelyn, wszelkie ślady jej dawnego uczucia zniknęły.
"Wydaliście na mnie trzydzieści tysięcy dolarów przez sześć lat. Przeleję wam wszystko z powrotem", powiedziała chłodno Katherine.
"Jeśli mi nie wierzycie", kontynuowała, rzucając w stronę gości przygotowane wcześniej wyciągi z rachunków, "możecie sami sprawdzić każdą płatność".
Wydruki finansowe szybko przechodziły z rąk do rąk wśród gości, a ich szmery zdziwienia stawały się coraz głośniejsze z każdym kolejnym odkryciem.
Kwota była szokująco niska. Mniejsza niż to, co wielu wydałoby na domowego zwierzaka.
Katherine cicho zdjęła diamentowe kolczyki – prezent od Evelyn sprzed tych wszystkich lat, gdy rodzina wzięła ją pod swój dach.
"Dołączyłam do waszej rodziny z niczym i z niczym ją opuszczę. To należy do was", powiedziała spokojnie, kładąc kolczyki na dłoni Evelyn.
Twarze Jensenów pociemniały z wściekłości, ale dowody już krążyły wśród ich gości. Próba ich odzyskania teraz sprawiłaby tylko, że wyglądaliby na jeszcze bardziej zdesperowanych.
Evelyn, nie widząc innego wyjścia, wrzasnęła: "Niewdzięczna dziewucha!", po czym dramatycznie udała omdlenie. Jej mąż, Frank Jensen, natychmiast znalazł się u jej boku, wyprowadzając ją z tej upokarzającej sceny.
Podczas gdy jej trzej bracia obrzucali ją oskarżeniami, Katherine pozostawała niewzruszona; z chłodnym wyrazem twarzy patrzyła, jak jej przybrani rodzice odchodzą.
"Może zaszło jakieś nieporozumienie", mruknął jeden z gości. "Pani Jensen wyglądała na tak zdenerwowaną, że mało nie zasłabła. Czy można ufać tym rachunkom?"
"Ta adoptowana córka ma charakter. Dlaczego musiała wybrać akurat dzisiejszy dzień, żeby zerwać więzi i skompromitować Jensenów?" – wtrącił kolejny.
"A co z zaaranżowanym małżeństwem między Garciami a Jensenami?" zapytał trzeci. "Rachel wróciła, ale Katherine wciąż trzyma się tych zaręczyn. Może..."
Wyczuwając zmianę nastrojów w tłumie, Rachel osunęła się na podłogę. Łzy wypełniły jej oczy, a ramiona trzęsły się od cichego szlochu, gdy idealnie weszła w rolę ofiary.
"Katherine, nigdy nie chciałam zająć twojego miejsca w naszej rodzinie", powiedziała Rachel drżącym głosem. "Truman był tutaj tylko na moich urodzinach. Proszę, uwierz mi.
"Po dzisiejszym wieczorze nic się nie zmieni. Jeśli jesteś na mnie zła, możemy porozmawiać o tym później. Ale proszę, nie rób teraz scen. Przyniesiesz wstyd całej naszej rodzinie".
Widząc to, Truman odzyskał panowanie nad sobą.
"Więc zrobiła to wszystko tylko dlatego, że jest zazdrosna o Rachel", doszedł do wniosku w duchu. "To wszystko przedstawienie, by nami manipulować. Byłem dla niej zbyt miękki przez ten cały czas. Pora, by poznała swoje miejsce".
"Wystarczy, Katherine", powiedział zimno Truman. "To tylko przyjęcie urodzinowe. Twoja pozycja w rodzinnie jest bezpieczna, tak samo jak nasze zaręczyny. A teraz przeproś Rachel, zanim jeszcze pogorszysz swoją sytuację".
Jego słowa podziałały idealnie. Wszyscy postrzegali teraz Katherine jako zazdrośnicę, która pogrywa z nimi psychologicznie, by sprawować nad nimi kontrolę.
Katherine mogła tylko zaśmiać się z niedowierzaniem.
Truman potraktował to jako kolejny dowód jej uporu. Nie potrafił zrozumieć, jak dziewczyna, którą kiedyś kochał, mogła się aż tak zmienić.
Z twarzą napiętą od gniewu i rozczarowania, podszedł bliżej i przemówił niskim, szorstkim głosem: "Skończ z tymi wybrykami. To ona jest prawdziwą córką Jensenów, a ty jesteś tylko adoptowana.
"Jedynym powodem, dla którego jestem dla niej miły, jesteś ty. Jensenowie nie zatrzymaliby cię tutaj, gdyby Rachel się na to nie zgodziła ze względu na mnie.
"Po tych wszystkich okropieństwach, które o niej naopowiadałaś, powinni cię wyrzucić już dawno temu".
Jego głos stał się ostrzejszy, gdy kontynuował: "A może zapomniałaś? Moja matka nigdy nie zaakceptowałaby sieroty jako mojej żony. Jeśli teraz jej nie przeprosisz, to między nami koniec".
Katherine była zmęczona słuchaniem ciągle tych samych wymówek.
Truman zawsze twierdził, że wszystko to robi dla dobra Katherine. Ale noszenie Rachel na rękach, zabieranie jej na nocne spacery i udział w jej przyjęciu urodzinowym, podczas gdy Katherine walczyła o życie, miały niewiele wspólnego z pomocą dla niej.
Zawsze bronił się, mówiąc, że to dla jej własnego dobra – aby zabezpieczyć jej pozycję w rodzinie Jensenów i uczynić ją godną jego osoby.
Początkowo wierzyła, że musi pracować nad sobą, więc całą swoją energię poświęciła badaniom.
Chciała osiągnąć wielkie rzeczy i stać się kimś, kogo Truman poślubiłby z dumą.
Ale teraz zrozumiała – prawdziwa miłość nie wymagała żadnych usprawiedliwień, a jej braku nigdy nie dało się zapełnić osiągnięciami.
Katherine zsunęła z nadgarstka bransoletkę z niebieskiego kryształu i położyła ją na dłoni Rachel.
"Katherine, co ty wyprawiasz? To rodzinna pamiątka". Głos Trumana natychmiast wyostrzył się z gniewu.
Z niedowierzaniem patrzył, jak ona od niechcenia oddaje sam symbol ich zaręczyn.
"Nasze zaręczyny zostały zerwane, panie Garcia", powiedziała chłodno Katherine. "Ta bransoletka należy teraz do Rachel".
Zanim Truman zdążył zareagować, odwróciła się twarzą do całej sali.
Pomimo jej zaniedbanego wyglądu, intensywność jej spojrzenia wzbudzała absolutną uwagę.
Wśród zgromadzonych zapadła głęboka cisza.
Skłoniła się z szacunkiem. "Dziękuję, że jesteście dziś świadkami ostatecznego zerwania moich więzi z tym miejscem. Przepraszam za zamieszanie. Jeśli kiedykolwiek będę mogła odwdzięczyć się za waszą uprzejmość, uczynię to. Wyrażam wam wszystkim moją wdzięczność".
Z tymi ostatnimi słowami Katherine odwróciła się i ruszyła boso w stronę wyjścia, zostawiając na podłodze wyraźną ścieżkę krwi, która uciszyła całą salę.
Goście stali w osłupiałym milczeniu, zanim zaczęły się szerzyć szepty.
"Czy ona naprawdę tak po prostu odeszła od obu rodzin? To wymaga więcej odwagi, niż zdołałbym kiedykolwiek z siebie wykrzesać", wyszeptał z niedowierzaniem jeden z gości.
"Zwykła prowincjuszka robiąca przedstawienie, by zwrócić na siebie uwagę", prychnęła lekceważąco inna.
"Ale te obrażenia wyglądają wystarczająco realistycznie. Musieli doprowadzić ją do ostateczności", zamruczał trzeci gość. "Nawet najłagodniejszego człowieka można złamać".
W słabo oświetlonym rogu sali siedział ze skrzyżowanymi nogami Joseph Foley, a jego spokojna postawa przebijała się przez stłumioną atmosferę.
Jego oczy wyostrzyły się, gdy padły na ślad krwi. Kiedy wstał, jego nagły ruch i imponująca postawa sprawiły, że jego przyjaciel zamarł w połowie oddechu.
"Joe, jak myślisz? Czy ona jest szczerze odważna, czy po prostu w coś pogrywa?" zapytał zaintrygowany przyjaciel Josepha, Sean Chapman.
Twarz Josepha była nieprzeniknioną maską. Utrzymywał swoje ostre spojrzenie utkwione w miejscu, w którym wyszła Katherine, nie zadając sobie trudu, by spojrzeć na przyjaciela. "Jest zdecydowana", powiedział w końcu. "I bystra".
Sean wyglądał na zdezorientowanego, nie rozumiejąc oceny Josepha.
Rzadko skłonny do rozwodzenia się nad tematem, Joseph kontynuował: "Zerwanie więzi z Jensenami było najskuteczniejszym rozwiązaniem. A zakończenie zaręczyn bez zawahania – to pokazuje prawdziwą siłę charakteru".
Jakby tknięty jakąś osobistą myślą, wydał z siebie cichy śmiech.
Rodzina Jensenów starannie dobrała listę gości, zapraszając wpływowe osobistości, z nadzieją, że pomogą im podnieść ich pozycję społeczną.
Choć dramatyczne zerwanie przez Katherine więzi rodzinnych i zaręczyn wydawało się śmiałe, jej pełne wdzięku przeprosiny wobec gości sprawiły, że nikt nie poczuł się urażony.
Jej ujawnienie dokumentacji finansowej obnażyło nieprzyjemną rzeczywistość kryjącą się za szanowaną fasadą rodziny.
Dostojni goście, na których Jensenowie tak ciężko pracowali, by wywrzeć wrażenie, z pewnością ponownie zweryfikują swoją opinię o rodzinie po tym pokazie.
Nie tylko czysto odcięła się od swych powiązań, ale także publicznie upokorzyła Jensenów – był to sprytny ruch, który idealnie zrealizował oba te cele.
"Jest jeszcze jedna rzecz", dodał w zamyśleniu Joseph. "Czy naprawdę wierzysz, że przed laty Jensenowie tak po prostu przez pomyłkę wzięli Katherine za swoją córkę?"






