languageJęzyk

Rozdział 6 Ślepy na prawdę

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

"Szczerze mówiąc, podjęłaś słuszną decyzję, żeby od nich odejść" – powiedział Jeremy, podając jej butelkę z wodą i kręcąc głową nad słabą oceną sytuacji przez jej rodzinę.

Jak na ironię, uświadomił sobie, że był winien rodzinie Jensenów podziękowania.

Katherine odrzucała kiedyś liczne możliwości w Jelaston, by z nimi zostać. Teraz, gdy te więzy zostały zerwane, w końcu była wolna i mogła podążać własną ścieżką.

Tymczasem jego mentor, David Hunter, przygotowywał się do otwarcia laboratorium w Jelaston, co stwarzało dla nich idealną okazję do współpracy.

"Więc jakie masz teraz plany?" – zapytał nieoczekiwanie.

Przyjmując butelkę, Katherine wzięła łyk, obserwując krajobraz przesuwający się za oknem.

"Opracowuję lek na chorobę krwi" – powiedziała. "Ale do końca badań obserwacyjnych na myszach laboratoryjnych zostało jeszcze około piętnastu dni."

Jeremy znał Katherine na tyle dobrze, by wiedzieć, że doprowadzi ten projekt do końca, bez względu na osobiste zawirowania, z którymi się mierzyła.

"Wkrótce będę prowadził wykład na twoim uniwersytecie" – wspomniał. "Daj znać, jeśli będziesz czegoś potrzebować."

Katherine skinęła w milczeniu głową, wyglądając na całkowicie wyczerpaną.

*****

Po powrocie na kampus Rachel poszła prosto do laboratorium.

Jej współpracownicy natychmiast ją otoczyli.

"Rachel, czy to naprawdę był Jeremy? Masz więcej zdjęć? Pokaż nam" – domagali się podekscytowani.

"Przepraszam, Katherine przez cały czas zajmowała Jeremy'ego" – powiedziała Rachel z przepraszającym uśmiechem. "Nie mogłam zrobić żadnych dobrych zdjęć."

Ich podekscytowane miny natychmiast zrzedły.

"To ty jesteś prawdziwą dziedziczką, nie ona. Dlaczego zawsze pozwalasz jej wejść sobie na głowę?" – zaprotestowała jedna osoba.

"Pamiętacie, jak oskarżyła cię o splagiatowanie jej pracy? Bez naszych zeznań wrabiałaby cię" – dodała inna.

"Jeremy na pewno interesuje się twoimi badaniami nad lekiem na raka. Ona po prostu próbuje przypisać sobie twoje zasługi" – zauważyła trzecia osoba.

"Zostało zaledwie piętnaście dni naszych testów na myszach, a ona krąży jak sęp wyczuwający przełom" – zauważył ktoś inny.

Zaledwie ostatnia osoba skończyła mówić, drzwi do laboratorium otworzyły się.

Charlie Miller, ich promotor, wszedł w białym fartuchu, marszcząc brwi na widok zebranych studentów. "Czy nie powinniście rejestrować danych zamiast tu stać?" – skarcił ich lekko.

Studenci natychmiast ustawili się w szeregu, milcząc i spuszczając wzrok.

Tylko Rachel wystąpiła naprzód. "Proszę ich nie winić, panie Miller" – powiedziała cicho. "To była moja wina. Nie udało mi się namówić Jeremy'ego, by został. Wydawał się dość zajęty."

Charlie poprawił okulary, a jego twarz złagodniała. "Więc spotkałaś Jeremy'ego? Ten urwis przyjechał do Dalinston bez słowa."

"Jestem pewna, że chciał zrobić panu niespodziankę" – odparła Rachel, pochylając nieśmiało głowę.

Charlie zaśmiał się ciepło. Nie należał do osób chowających urazę do studentów.

Jego myśli powędrowały jednak do telefonu, który otrzymał kilka miesięcy wcześniej od Davida z Jelaston. David rozpływał się w pochwałach nad potencjałem 'tej dziewczyny od Jensenów', stanowczo sugerując, że jej miejsce jest w bardziej prestiżowym laboratorium.

Charlie naturalnie założył, że miał na myśli Rachel – w końcu jej praca w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco poprawiła jego własną reputację. Teraz pozwolenie jej na odejście było nie do pomyślenia.

Nabierał przekonania, że nagła wizyta Jeremy'ego to nic innego jak intryga Davida, mająca na celu zwerbowanie Rachel.

"Nie pozwól, by Jeremy odciągał cię od pracy" – powiedział Charlie. "Skoro o tym mowa, Rachel, pokaż mi swoją tezę."

Rachel natychmiast podała przygotowany rękopis ze wszystkimi danymi potwierdzającymi.

Oczy Charliego rozszerzyły się, gdy przeglądał strony. "Rachel, nigdy nie przestajesz mi imponować. Lek na raka? Na jakim etapie są testy na myszach?"

"Około piętnastego dnia" – odpowiedziała szybko Rachel.

Charlie rozpromienił się z dumy. Sukces takiego leku zrewolucjonizowałby leczenie raka – byłby to spadek dla przyszłych pokoleń.

"Jesteś naprawdę niezwykła" – pochwalił. "To zasługuje na krajową nagrodę medyczną. Osobiście dopilnuję procesu patentowego."

Jej koledzy studenci składali szczere gratulacje, a ich wsparcie było całkowicie pozbawione zawiści.

Skromny rumieniec pojawił się na policzkach Rachel. "Dziękuję, panie Miller. I dziękuję wam wszystkim."

Oddając dokumenty, Charlie omiótł wzrokiem laboratorium. "Zaraz, kogoś nam brakuje. Gdzie jest Katherine?"

Radosny wyraz twarzy Rachel natychmiast zniknął. Cicho wycofała się, spuszczając wzrok, jakby miała nadzieję stać się niewidzialna.

"Rachel? Czy wszystko w porządku?" – zapytał Charlie, a jego głos złagodniał z troski na widok jej nagłej zmiany zachowania.

Reszta studentów nie mogła dłużej milczeć i natychmiast stanęła w obronie Rachel.

"Panie Miller, podczas gdy był pan na programie wymiany, Katherine oskarżyła Rachel o kradzież jej badań" – wyjaśnił jeden ze studentów.

"Wszyscy wstawiliśmy się za Rachel, bo to było niesprawiedliwe. Katherine tak się zdenerwowała, że przeniosła się ze swoją pracą do tylnego laboratorium" – dodał drugi.

Łzy napłynęły do oczu Rachel. "Nigdy bym nie skopiowała jej pracy, panie Miller. Po prostu tak się złożyło, że wybrałyśmy podobne kierunki badań. Jeśli ma pan jakieś wątpliwości, chętnie poddam się formalnej kontroli" – powiedziała poważnie.

Charlie z gniewem uderzył dłonią w stół. "Nie znoszę niczego bardziej niż akademickiej nieuczciwości i ludzi, którzy tworzą niepotrzebne dramaty. Żeby ona obróciła się przeciwko własnej partnerce z laboratorium? Nie puszczę tego płazem."

"Proszę się nie złościć" – powiedziała szybko Rachel. "Jestem pewna, że Katherine miała swoje powody. Zostawmy to. Nic złego się nie stało, a ja nie chcę stwarzać problemów."

Jej rozsądne nastawienie sprawiło tylko, że Charlie chciał chronić ją jeszcze bardziej. "Nie zadawaj sobie trudu, by ją kryć. Gdzie jest Katherine? Chcę ją natychmiast zobaczyć."

Przyjście Katherine opóźniło się z powodu ciągłych zaproszeń Jeremy'ego do Jelaston. Zjawiła się później niż Rachel, w samą porę, by w drzwiach zobaczyć całą rozgrywającą się scenę.

"Jestem tutaj" – oznajmiła Katherine.

Grupa odwróciła się w zaskoczeniu. Byli tak zajęci swoimi oskarżeniami, że nikt nie zauważył jej nadejścia.

Katherine spokojnie podeszła i stanęła przed Charliem. "Witamy z powrotem, panie Miller. Mam nadzieję, że podróż się udała."

Katherine zawsze była jedną z ulubionych studentek Charliego – bystra, obdarzona intuicją i naturalnym talentem do badań.

Jej uprzejme powitanie na moment rozgrzało jego serce, ale wtedy oskarżenia studentów powróciły ze zdwojoną siłą, ponownie podsycając jego gniew.

Charlie nigdy nie przypuszczał, że może ona tak bardzo zejść z właściwej ścieżki. Dla niego uczciwość miała większe znaczenie niż jakiekolwiek osiągnięcia akademickie – nawet najbardziej genialny umysł nie był mile widziany w jego laboratorium, jeśli brakowało mu dobrego charakteru.

"Wstyd mi, że jestem twoim promotorem" – powiedział chłodno Charlie. "Nigdy nie uczyłem cię kłamać ani dręczyć młodszych stażem."

Jego słowa otworzyły tamę, a wkrótce pozostali dołączyli do krytykowania jej.

"Nie masz za grosz godności, Katherine? Upadać tak nisko dla nagrody?" – powiedział Michael Duncan, student z najstarszego rocznika. "Wstyd mi pracować z tobą w tym samym laboratorium."

Wcześniej zawsze go wspierała, pomagając mu przygotowywać materiały do egzaminów magisterskich i konkursów.

Wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo zdolna była Katherine, co sprawiło, że jego nagłe potępienie było tym bardziej nieoczekiwane.

Katherine podniosła wzrok z zimnym uśmiechem. "Więc wyjdź. Nikt cię tu nie trzyma."

"Jak mogłaś…" – gniew Michaela osłabł, gdy napotkał jej pewne spojrzenie. Wspomnienia jej dawnej życzliwości wypłynęły na wierzch, odbierając mu mowę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 Ślepy na prawdę - Od fałszywej córki do najwyższej dziedziczki | StoriesNook