POV Lyry
Obudziłam się wcześnie rano, zdecydowana wziąć udział w otwarciu nowego centrum handlowego w Crownspire City. Wiedziałam, że Kaelen się tam pojawi i miałam nadzieję na okazję do rozmowy.
Stojąc przed szafą i przygotowując się do wyjścia, poczułam nadchodzący ból głowy. Wszystko było tak jaskrawe i krzykliwe.
Musiałam sobie przypomnieć, że znów mam dwadzieścia lat. Na tym etapie życia skupiałam się na zabawie i bardzo chciałam wyrażać swoją osobowość. Chciałam wyglądać odważnie, ale teraz bałam się, że wypadam po prostu naiwnie.
To nie było wrażenie, jakie chciałam dziś po sobie zostawić. Musiałam być traktowana poważnie, zwłaszcza przez Kaelena. Poza oświadczynami, to miało być moje pierwsze publiczne wystąpienie po osiągnięciu pełnoletności i chciałam emanować pewnością siebie oraz dojrzałością.
Po dłuższej chwili spędzonej na przeglądaniu szafy, znalazłam bladożółtą sukienkę, która nie była ani kiczowata, ani obsypana kamykami. Założyłam ją i przyjrzałam się sobie w lustrze. Przy odpowiedniej stylizacji mogła się sprawdzić.
Szukałam dalej i znalazłam ciemnoszarą krótką marynarkę, parę pasujących szarych butów oraz pasek, który dopełniał całości.
Biżuterię ograniczyłam do minimum — założyłam kolczyki wkrętki i delikatny wisiorek. Nie był to mój najlepszy strój, ale wyglądałam dojrzale i schludnie.
Gdy byłam gotowa, zeszłam na śniadanie. Od razu zauważyłam, że członkowie mojej watahy są zaskoczeni moim wyglądem.
— Ładnie wyglądasz — usłyszałam głos kogoś z domowników. — Co to za okazja?
— Wyglądasz na znacznie bardziej dojrzałą — dodał ktoś inny.
Uśmiechnęłam się. — Chciałam pojechać dziś na ceremonię otwarcia centrum handlowego i pomyślałam, że powinnam spróbować wyglądać porządnie.
Mój ojciec uśmiechnął się do mnie. — Jesteś pewna? — zapytał. — Będą tam Alfy, Bety i Gammy. Zazwyczaj nienawidzisz kontaktów z innymi wysoko postawionymi wilkołakami.
Odwzajemniłam uśmiech. To była prawda — kiedy byłam tą naiwną córką Alfy, nie cierpiałam oficjalnych wydarzeń, na których czułam się obserwowana i brana pod lupę. Nie wiedziałam, jak się zachować, i zawsze bałam się, że przyniosę sobie wstyd.
Tym razem jednak byłam gotowa.
— Cóż, myślę, że to dobry pomysł, bym zaczęła spotykać się z innymi i budować silniejsze relacje. W końcu w przyszłości będzie to korzystne dla interesów watahy, jeśli będę w dobrych stosunkach z innymi.
Widziałam, że moja matka i pozostali wpatrują się we mnie ze zdumieniem, ale ojciec po prostu uśmiechał się dumnie.
Reszta śniadania minęła bez zakłóceń, podobnie jak godzinna jazda do Crownspire.
Dziwnie było tu wrócić. Crownspire, gdzie rezydował Król Alfa, było tętniącą życiem metropolią, w której wiele Alf miało swoje firmy, więc spędziłam tu w życiu sporo czasu.
Ale kiedy Varn został królem, Crownspire stało się moim domem.
Odsunęłam te myśli, gdy dotarliśmy do centrum handlowego. Zostało wybudowane przez watahę Kaelena i gdy tylko je zobaczyłam, zrozumiałam, że to luksusowy plac zabaw mający pokazać ich bogactwo.
Spodziewając się tłumów, nie chcieliśmy utknąć w kolejkach, więc przyjechaliśmy wcześniej. Nie było tu jeszcze zbyt wielu ludzi. Przygotowano podium z mikrofonem na oficjalne otwarcie, ale po Kaelenie nie było ani śladu.
Przedostałam się na przód i podeszłam do jednego z pracowników, który rozwijał kable i ustawiał mikrofony. — Przepraszam — zagadnęłam. — Czy wiesz, gdzie jest Alfa Kaelen?
Pracownik spojrzał na mnie z zaciekawieniem, zanim w jego oczach pojawił się błysk rozpoznania. — Jest w swoim biurze, odpoczywa przed przemówieniem. Jest dziś bardzo zajęty i prawdopodobnie ruszy w drogę, gdy tylko skończy mówić.
Skomplikowałam usta. Musiałam upewnić się, że dostanę szansę na rozmowę z nim dzisiaj. — Dziękuję — rzuciłam.
Powiedziałam rodzicom, że muszę skorzystać z toalety, a potem skierowałam się w stronę pobliskiego budynku, w którym mieściła się lokalna kwatera główna watahy Kaelena.
Szłam w stronę toalet, a gdy upewniłam się, że nikt nie zwraca na mnie uwagi, pospiesznie ruszyłam korytarzem. Na szczęście łatwo znalazłam drogę do jego gabinetu. Miałam świetne wyczucie czasu, bo Kaelen i jego Beta właśnie szli korytarzem, gdy się zbliżałam.
Pewnym krokiem ruszyłam w ich stronę, ale jego Beta zastąpił mi drogę. — Przepraszam — powiedział, patrząc na mnie z wymuszonym uśmiechem. — Alfa jest dziś bardzo zajęty. Może znajdziemy czas na szybkie zdjęcie, ale to wszystko.
Powstrzymałam chęć przewrócenia oczami na jego arogancję. — Nie jestem fanką — powiedziałam dobitnie. — Nazywam się Lyra. Jestem córką Alfy z Vaelwood. Przyszłam omówić współpracę z Alfą Kaelenem.
Postawa Bety zmieniła się, gdy zwrócił uwagę na Kaelena. — To narzeczona Varna — powiedział, wskazując na mnie. — Niedawno ogłoszono nowinę o ich zaręczynach.
Kaelen spojrzał na mnie z zaciekawieniem. — Jaką to współpracę proponujesz?
Zerknęłam na jego Betę, a potem podeszłam bliżej. Kaelena wyraźnie rozbawiła moja śmiałość, ale zignorowałam to, wspięłam się na palce i szepnęłam mu do ucha: — Chcę twojej pomocy w zniszczeniu Varna.
Kaelen uśmiechnął się drwiąco, a jego wyraz twarzy był prześmiewczy. — Naprawdę jesteś tą naiwną małą księżniczką, o której słyszałem — powiedział. — Jeśli macie kochankowską sprzeczkę, musisz sobie z tym poradzić sama. A jeśli próbujesz wciągnąć mnie w pułapkę, będziesz musiała być znacznie bardziej kreatywna.
Odwrócił się, dając znak Becie, gotów mnie ominąć. Ale w tym momencie cały ból wynikający z mojej relacji z Varnem i jego zdrady powrócił, ściskając mnie w piersi. Wzięłam głęboki oddech, by zachować spokój i spojrzałam Kaelenowi prosto w oczy.
— Varn dopuścił się niewybaczalnych czynów, których nie mogę teraz wyjawić — powiedziałam stanowczo. — To nie jest błaha sprzeczka kochanków.
Wspomnienia z poprzedniego życia powróciły, a smutek i nienawiść z powodu śmierci z rąk ukochanego męża i najlepszej przyjaciółki znów mnie przytłoczyły.
— Chodzi o moją watahę, moją rodzinę i... o wszystko.
Kaelen zatrzymał się, a wyraz jego twarzy nieco łagodniał. Widziałam, że w jakiś sposób poczuł głębię moich emocji.
— Chcesz zostać Królem Alfą — kontynuowałam. — Mogę ci w tym pomóc.
— Brzmisz bardzo pewnie — zauważył Kaelen. Podszedł nieco bliżej, a jego wzrok powoli przesunął się po mojej sylwetce. — Moja wataha jest wystarczająco potężna, by zapewnić mi wygraną. Dlaczego miałbym potrzebować ciebie?
Poczułam, jak krew uderza mi do policzków przez naszą bliskość i sposób, w jaki mnie oceniał. Nie pozwoliłam jednak, by mnie to rozproszyło.
— Varn może nie być teraz twoją największą konkurencją. Ale nasze watahy połączą się po ślubie, co da mu największą władzę i wpływy — wyjaśniłam tak spokojnie, jak tylko potrafiłam. — Ty natomiast jesteś znany z mało poważnego podejścia. A plotki... cóż, nie muszę ci przypominać, co mówią, prawda?
Oczy Kaelena pociemniały, gdy we mnie utonęły.
Szybko mówiłam dalej, nie chcąc przeciągać struny. — Jeśli mi pomożesz, gdy już zostanę Alfą Vaelwood, udzielę ci pełnego poparcia. Mogę pomóc w zmianie twojego wizerunku publicznego, a mój status zapewni ci wsparcie, którego potrzebujesz.
Kaelen milczał przez chwilę, rozważając moje słowa. Potem uśmiechnął się półgębkiem. — Jestem zainteresowany — przyznał. — Ale twoja oferta nie wystarczy, by uzasadnić ryzyko.
— Po tym, co Varn mi zrobił, zaakceptuję wszystko — powiedziałam. — Każde warunki. Mam tylko jeden — nigdy nie zrezygnuję z praw do dziedziczenia tytułu Alfy w mojej watasze.
— Wszystko? — zapytał niskim głosem.
— Tak — potwierdziłam.
W ułamku sekundy skrócił dystans między nami, kładąc dłoń na mojej talii i przyciągając mnie bliżej.
— Jeśli tak, to ożeń się ze mną zamiast z nim — powiedział — gdy już zerwiesz z Varnem.






