Po dwudziestu minutach jazdy ich oczom ukazał się potężny drapacz chmur. Aleksandros zaparkował na najniższym poziomie podziemnego parkingu, po czym wjechali windą na górę. Dłoń Aleksandrosa ani na moment nie opuściła talii Genevieve, gdy wyprowadzał ją przez drzwi windy, a gdy tylko zniknęli za rogiem, Genevieve zatrzymała się w pół kroku na widok, który miała przed sobą.
– O rany – wymamrotała,






