languageJęzyk

Rozdział 2

Autor: Margaret Holloway4 kwi 2026

Perspektywa Amelii

Bycie sierotą zawsze było dla mnie trudne. Według naszego poprzedniego Alfy, ojca Alfy Brandona, moi rodzice zginęli w wojnie stad. Był na tyle łaskawy, że dał mi schronienie w domu stada, a nawet pozwolił na edukację w szkole dla omeg. Jednak kilka lat później, kiedy zmarł, a Brandon został Alfą, zabrał mnie ze szkoły, zrobił ze mnie służącą stada i przydzielał podłe prace, jasno dając do zrozumienia, że jeśli mam zostać w stadzie, muszę zapracować na swoje utrzymanie. Jego pożądliwy wzrok często zatrzymywał się na mnie, a ja odsuwałam się nieśmiało, bojąc się jego intencji. A potem nagle odrywał ode mnie wzrok, jakby zobaczył robactwo.

Urodziłam się z tatuażem wielkości piłeczki do squasha na plecach. Złoty księżyc spętany ciemnymi, kolczastymi pnączami wijącymi się wokół niego. Szaman życzliwie mnie ostrzegł, że był to znak klątwy, więc musiałam go przez cały czas ukrywać, w obawie, że jeśli ktoś go zobaczy, zabije mnie.

Nagle drzwi się otworzyły, wyrywając mnie z zamyślenia. Pospiesznie otarłam łzy, ale było już za późno. W progu stała Margaret; miała skrzyżowane ramiona, na jej ustach igrał samozadowolony uśmieszek, a jej twarz przybrała nikczemny wyraz.

– Proszę, proszę – powiedziała, podchodząc bliżej. – Czyż to nie nasza mała sierota, chlipiąca jak dziecko.

Nie odpowiedziałam, nie podnosząc głowy. Całe moje ciało drżało ze strachu, chociaż Sophia chciała wyjść i zaatakować Margaret.

– Wiem, co się stało – powiedziała głosem ociekającym jadem. – Myślisz, że jesteś wyjątkowa, bo Brandon jest twoim przeznaczonym? Pozwól, że coś ci powiem, Amelio. – Przykucnęła, zbliżając swoją twarz do mojej. – Wiedzieliśmy o tym już dawno. Ale ty jesteś nikim. Zawsze będziesz nikim. Brandon cię nie chce. Niedługo cię odrzuci, a kiedy to zrobi, pożałujesz, że w ogóle postawiłaś stopę w tym stadzie.

Przełknęłam ślinę, próbując powstrzymać kolejną falę łez.

– Jeśli powiesz komukolwiek... komukolwiek... o tym – ciągnęła dalej, a jej głos był cichy i niebezpieczny – sprawię, że tego pożałujesz. Rozumiesz?

Słabo skinęłam głową, zbyt przerażona, by się odezwać. Margaret wyprostowała się, strzepując niewidoczny pyłek ze spódnicy.

– Dobrze. A teraz się ogarnij. Jesteś żałosna. Nie chcę, żeby ktokolwiek widział, jak płaczesz, bo jeśli zobaczą, zapytają o powód. Przysięgam, że pożałujesz, jeśli poznają powód. – Powiedziawszy to, odwróciła się ostro, poprawiła włosy i wymaszerowała.

Ciężar jej słów jeszcze bardziej mnie przygniótł. Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej i mocno je objęłam. Przeznaczeni powinni o siebie dbać. Jego zdrada była gorsza niż wszystkie lata mojego znoszenia niewoli. A oni wiedzieli, że byłam jego przeznaczoną? To odkrycie mną wstrząsnęło.

Kiedy w końcu wyszłam z pralni, upokorzeniom nie było końca. Rebecca czekała na mnie w kuchni. – Zostałaś przeniesiona do pracy w toaletach! – warknęła na mnie. – Masz tam siedzieć, dopóki nie dostaniesz nowego zadania. Ani mi się waż stamtąd wychodzić!

Wzdrygnęłam się, gapiąc się na nią. – Słucham? – Toalety były najgorszym miejscem do pracy.

Uderzyła mnie mocno w policzek. Krzyknęłam z bólu i upadłam. Jej wargi wykrzywiły się w szyderczym uśmieszku. – Nie słyszałaś, co powiedziałam? Masz wysprzątać wszystkie toalety. Już!

Przerażona ruszyłam do toalet, pewna, że to był rozkaz Margaret.

Przez kilka następnych dni Margaret, zawsze sprytna w swoich intrygach, wytykała mnie palcami za rzeczy, których nie zrobiłam. Rozbity wazon, rozlany napój – nagle stałam się dla wszystkich kozłem ofiarnym. Pozostali członkowie stada szeptali i szydzili, a ich uwagi raniły mnie jak noże. Oskarżali mnie o wszystko i o nic. A Alfa Brandon po prostu przymykał oko na całe to znęcanie się.

Sytuacja trochę się uspokoiła, ale pewnego ranka, gdy się obudziłam i pospieszyłam do kuchni, usłyszałam Rebeccę krzyczącą na innych. Kiedy weszłam, Rebecca rzuciła bardzo drogie sztućce bezpośrednio na podłogę obok mnie.

W tym samym momencie weszła Margaret, jakby czekała na tę chwilę, niczym na znak. – Rebecco, nie pozwól jej ujść z tym na sucho – powiedziała z gniewem w głosie. – Z nią są same kłopoty.

Rebecca nie potrzebowała wiele, by się z nią zgodzić. Razem z Margaret zagoniły mnie w róg przy spiżarni, a ich twarze wykrzywił gniew. Czułam, że coś jest nie tak, ale nie miałam czasu zareagować.

– Nawarzyłaś już wystarczająco dużo piwa – zakpiła natychmiast Rebecca. – Czas, żebyś dostała nauczkę. – A potem posypały się ciosy. – Nie – płakałam, krzyczałam i błagałam, żeby mnie zostawiły, ale nikt nie przyszedł mi na ratunek.

– Co tu się dzieje?! – rozległo się głośne warknięcie. To był Alfa Brandon, mój przeznaczony. Czyżby przyszedł mnie uratować?

– Alfo Brandonie – Margaret natychmiast zmieniła wyraz twarzy i powiedziała miodowym głosem. – Amelia rzuciła we mnie potłuczonym szkłem. Spójrz, krwawię. – Pokazała mu małe skaleczenie na palcu, którego nabawiła się podczas bicia mnie.

– Nie, to nie...

– Jak śmiesz?! – Alfa Brandon mi przerwał i ryknął w gniewie. – Wtrącić ją do lochów! – rozkazał.

Byłam oszołomiona. To ja, jego przeznaczona, krwawiłam, a on nie miał nawet serca, żeby na to zareagować. Jakże naiwnie było myśleć, że przyjdzie mnie uratować. To był po prostu ich idealny plan, by się mnie pozbyć. I tak po prostu, Margaret i Rebecca zawlokły mnie do lochów – ciemnej, wilgotnej dziury pod domem stada, gdzie powietrze było gęste i stęchłe, a jedyne światło pochodziło z pojedynczej, migoczącej pochodni.

– Zostaniesz tutaj, dopóki nie uznamy, że zrozumiałaś, gdzie twoje miejsce – powiedziała Margaret, a jej głos ociekał trucizną. Posłała mi ostatni triumfalny uśmiech, po czym zatrzasnęła drzwi. – Pierdolona suka.

Minęło siedem dni w ciemności. Moje ciało bolało od zimnej kamiennej podłogi, a głód szarpał żołądek. Moim jedynym towarzystwem była moja wilczyca, Sophia, która próbowała mnie pocieszyć, chociaż jej własny ból odzwierciedlał mój.

Ale siódmego dnia drzwi się otworzyły. Stała w nich Rebecca z typową dla siebie pogardą.

– Wstawaj – powiedziała ostro. – Alfa Brandon cię wzywa.

Podniosłam się chwiejnie na nogi, słaba i zdezorientowana. Przez moje ciało przepłynęło zaskoczenie. Czyżby w końcu mnie zechciał? Ale jej kolejne słowa podziałały tak, jakby ktoś oblał mnie lodowatą wodą.

– Zamierza zaoferować cię Alfie Leonardo. Wiesz, co to oznacza, prawda? Jego panna młoda nigdy nie przetrwa. Będziesz martwa w ciągu roku. – Uśmiechnęła się przebiegle.

Serce zamarło mi w piersi. – Słucham? – wykrztusiłam słabym głosem. – On nie może tego zrobić. Ja... ja... – To było gorsze niż siedzenie w lochach. Wszyscy słyszeli o Alfie Leonardo. Był przeklęty, tak jak każdy Alfa w jego rodzinie, i do tego stopnia bezlitosny, że najpierw zabijał, a potem rozmawiał.

– Zamknij się! – krzyknęła Rebecca. Kiedy cofnęłam się gwałtownie, podeszła, pociągnęła mnie brutalnie i wywlokła z lochu. – Ty półgłówku – odgryzła się. – Naprawdę myślałaś, że kiedykolwiek będziesz w stanie konkurować z Lady Margaret? Spójrz tylko, jak ładnie się ciebie pozbyła, przekonując Alfę Brandona. Nikt nie chce poślubić Alfy Leonardo. Oferując mu ciebie, ona zdobędzie jego sojusz dla Alfy Brandona. A ty? Będziesz niczym więcej niż reproduktorką dla przeklętego Alfy. To zgrabny mały układ, który pięknie przynosi korzyści obu stadom.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2 - Odrzucona przez partnera, pożądana przez przeklętego Alfę. | StoriesNook