Iris
Przedświtowe powietrze szczypie mnie w policzki, gdy prześlizguję się przez furtkę do ogrodu, a moje buty cicho chrzęszczą na muśniętej mrozem trawie. Zgrałam to w czasie idealnie — a przynajmniej tak mi się wydaje. Pałacowa straż będzie zmieniać wartę za dziesięć minut, służba kuchenna przyjdzie dopiero za dwadzieścia, a moi rodzice nigdy nie wstają przed wschodem słońca.
Jestem bezpieczna.






