Z perspektywy trzecioosobowej
Sylvia biegła z całych sił przez las. Dyszała ciężko, a jej buty chrzęściły na wilgotnym, leśnym poszyciu. Gałązki trzaskały pod jej ciężarem, a jej ciało zalewał pot. Była wyczerpana, a jej organizm wrzeszczał z bólu, ale nie mogła się zatrzymać. Gdyby to zrobiła, oznaczałoby to śmierć. Myśliwi i tropiciele Alfy Leonarda deptali jej po piętach. Nie miała pojęcia, jak






