Deszcz przeszedł z lekkiej mżawki w jednostajną ulewę, zamieniając drogi w płytkie strumienie.
Latarnie po obu stronach ulicy rzucały mglisty blask na mokry od deszczu bruk, nadając scenie eterycznego spokoju i odrobiny sennej, sielankowej poezji.
Atena siedziała w powozie, z przechyloną głową wpatrując się w okno. Jej długie rzęsy trzepotały delikatnie jak skrzydła motyla.
Łagodny uśmiech igrał n






