Evander zesztywniał, a rumieniec rozlał się po jego jasnej cerze, sięgając aż po czubki uszu.
Wpatrywał się w Natashę jak oniemiały, bez słowa rozchylając usta.
Lecz nie wydobyło się z nich ani jedno słowo.
Przełknął z trudem ślinę, aż poruszyło się jego jabłko Adama, po czym wściekle machnął rękawem i wypluł: "Niedorzeczność!"
Po tych słowach wybiegł z pomieszczenia jak podmuch wiatru, a w ślad z






