Wyraz twarzy Xandera pozostał beznamiętny, gdy jego wzrok krótko omiótł Lizzie.
Gdy uniósł oczy, subtelne wygięcie w górę w ich kącikach przypominało mrożące krew w żyłach, obnażone ostrze.
Przeszywający ciężar jego spojrzenia opadł na zebranych, sprawiając, że ich gardła zacisnęły się.
Jego władcza prezencja przetoczyła się przez wszystkich i nawet Lizzie poczuła, jak po plecach spływa jej zimny






