Ulewny deszcz smagał ziemię, gdy fioletowe błyskawice rozdzierały nocne niebo.
Pod nocnym niebem rezydencja księżniczki wznosiła się w swoim luksusowym majestacie, a jednak w niewytłumaczalny sposób emanowała aurą rozkładu.
Rozległy ogród był całkowicie opustoszały — nie było widać ani żywej duszy.
Lizzie, z dzikimi, zwichrzonymi włosami i twarzą wykrzywioną przerażeniem, gorączkowo potykała się,






