Trevor był całkowicie oszołomiony, obserwując budzącą grozę Abigail.
Zimny pot wystąpił mu na czoło, gdy wpatrywał się w nią oniemiały.
Chciał odmówić, ale słowa uwięzły mu w gardle.
Abigail zachichotała, widząc jego przerażony wyraz twarzy. "Ty głuptasie, ale z ciebie naiwniak."
Złapała Trevora i pociągnęła go siłą naprzód. "A teraz pójdziesz ze mną prosić mojego ojca o moją rękę."
"Ja... ja..."






