Zie
Było już późne popołudnie, kiedy dotarłem do domu, i nie mogłem powstrzymać zdziwienia, widząc moją mamę w salonie z naszym prawnikiem rodzinnym; na stole leżały rozrzucone dokumenty. Nie potrafiłem ukryć ciekawości, bo rzadko widuję mamę w domu o tej porze, a kolejną rzeczą, która mnie zastanawiała, było to, dlaczego towarzyszył jej mecenas Alvarez.
– Co tu się dzieje? – zapytałem, zwracają






