Jean wyleciała z głośnym świstem i przysiadła na szczycie drzewa osmantusa.
Mały ptaszek spłoszył się i odleciał z piskiem, upuszczając stertę odchodów.
Jean: "..."
Natychmiast cofnęła swoją poprzednią myśl!
To nie było chwytające za serce objęcie, a raczej uchodzące powietrze... Zaraz, chwileczkę, czy właśnie opuściła ciało Gemmy?
Jean szybko uniosła się w górę i uświadomiła sobie, że choć wcześn






