Obecnie
Liam oparł się lekko na ramieniu Mondo, stawiając nierówne kroki.
Tymczasem Izzy objęła go w pasie, robiąc wszystko, by utrzymać go w pionie, gdy prowadzili go do domu.
– Jest cięższy, niż wygląda – mruknął pod nosem Mondo.
– Sama tkanka mięśniowa – odparła Izzy, poprawiając uchwyt, gdy dotarli do salonu. Nigdy nie przypuszczała, że nadejdzie dzień, w którym będzie musiała wlec pijanego Li






